Ze smutkiem i przerażeniem czytam o małej Hani i o tym, co wydarzyło się w Kłodzku. W tej konkretnej sprawie dopiero tragedia i śmierć dziecka spowodowały, że pozostała dwójka dzieci została zabrana z „domu”. Służby (ośrodek pomocy społecznej, kurator), które miały wgląd w sytuację rodziny, choć nie oceniały jej dobrze, nie podjęły żadnej interwencji zanim…
Matka, którą dziś wszyscy bez wahania nazwą „potworem”, też nie miała prawdziwego dzieciństwa i choć jej czyn i postępowanie zasługują na potępienie, również jest ofiarą tej opowieści. Zabrana z rodziny (mogło być w niej strasznie), trafiła do domu dziecka, w którym stosowano kary „wychowawcze” – polewanie zimną wodą, zamykanie w ciemnym pomieszczeniu.
Ta wstrząsająca historia, w której możemy obserwować pewien łańcuch doświadczeń i ciąg przenoszenia ich na kolejne pokolenia, nie jest odosobniona.
W pracy z młodymi matkami, które przychodzą do Fundacja po DRUGIE niejdnokrotnie podejmowaliśmy interwencje i zgłaszaliśmy służbom nasze obawy, również wprost mówiliśmy o konieczności odebrania dzieci. I co? I nic. Sprawy toczą się pomału, no… chyba że dojdzie do tragedii. Wtedy przede wszystkim winna jest matka. Ta kobieta, o której dobro nie zadbał nikt, gdy była małą dziewczynką.
Proszę mnie źle nie zrozumieć. To nie jest tekst w obronie matki Hani, choć czuję, że ta kobieta również wiele wycierpiała. Jestem przekonana, że nawet gdybyśmy stawali na uszach, przy jej doświadczeniach i ograniczeniach, nie bylibyśmy w stanie wskazać jej właściwej drogi w macierzyństwie. Tu nie ma miejsca na cud. Nie da się przerwać łańcucha i nauczyć dorosłą już osobę na nowo żyć i tworzyć więzi, których sama nigdy nie zbudowała.
Nie tak dawno podjęliśmy interwencję w sprawie jednej rodziny. Znamy ją bardzo dobrze i próbowałliśmy wraz z całym zespołem specjalistów – asystentem rodziny, kuratorem, psychologiem – pomóc. Chcieliśmy, żeby ta rodzina mogła dobrze funkcjonować, by dzieci mogły się rozwijać i czuć bezpiecznie. Wydawało się, że to jest możliwe, ale… To było za dużo dla dwójki młodych rodziców z przeszłością (rodziny alkoholowe, dom dziecka). To ich przerastało. Nie da się przejść przez życie ciągle próbując być kimś, kim się nie jest.
Narastał problem z alkoholem. Z każdym dniem było coraz gorzej… Upadek mamy i taty obserwowała dwójka małych dzieci. Widziały jak rodzice rzucają sobą o podłogę, widziały jak wrzeczą na siebie, szarpią się, albo leżą pijani na klatce czy pod sklepem.
I co?
Najpierw grożono paluszkiem. Potem nakazywano podjęcie leczenia. Wymagano, by rodzice poszli do pracy. Oczekiwano, że zrobią jakieś warsztaty wychowawcze.
Wszystko po to, by nie rozdzielać rodziny. Wszystko dla jej dobra.
Któregoś dnia rodzice byli tak pijani, że w środku nocy zabrano ich na izbę wytrzeźwień. Dzieci trafiły pod opiekę cioci. W domu nie było prądu, a zamiast butelki mleka znaleziono tylko flaszki po wódce. Wówczas prosiliśmy o natychmiastową interwencję, ale… przecież to jeszcze za wcześnie, przecież to dopiero pierwszy raz aż taka sytuacja.
Napisano pismo.
Po tym zdarzeniu opieka rodziców nad dziećmi trwała jeszcze kilka tygodni i ostatecznie dzieci trzeba było zabrać z domu. Alkohol. Awantura. Interwencja.
Po trwającej prawie pięć lat intensywnej pracy z rodziną zakończonej porażką i zwieńczonej dramatycznymi doświadczeniami dzieci, słyszę, że czas na jeszcze jedną, już naprawdę ostatnią szansę.
Dzieci są bezpieczne, w dobrej placówce, a rodzice mają czas by podjąć działania. Postawione przed nimi zadania są dokładnie takie same, jak te które słyszeli wiele miesięcy temu – terapia, praca, warsztaty wychowawcze…
Jak wiele jest w Polsce małych Hań? Jak wiele jest dzieci, którym zabieramy szansę na dobre, bezpieczne życie? Jak wiele z nich w przyszłości nie będzie potrafiło zadbać o swoje dzieci i swój dom?
Tak długo, jak dobro dziecka będzie wiązane z jego wychowywaniem się w rodzinie biologicznej – za wszelką cenę, mimo złej opinii, mimo „wpadek”, przeszłości, która nie gwarantuje dobrej przyszłości, mimo wszystko… – tak długo będziemy opłakiwać kolejne tragedie.
Autor: Agnieszka Sikora
Prezeska w Fundacji po DRUGIE, która pracuje z młodzieżą (18-25 lat) w kryzysie bezdomności i wspiera ją w budowaniu niezależności i samodzielności. Beneficjentami działań organizacji są przede wszystkim byłe wychowanki i wychowankowie placówek – domów dziecka, młodzieżowych ośrodków wychowawczych, zakładów poprawczych. Coraz częściej również młodzież, która wychowywała się w rodzinach, ale występujące w nich problemy nie zostały dostrzeżone.
Zostaw komentarz