Współczesna tzw. „demokracja liberalna” ma coraz mniej wspólnego z demokracją a coraz więcej z tzw. kritrachią, czyli rządami kasty sędziów.

W kritarchii władza wykonawcza oraz ustawodawcza podlega ścisłej kontroli władzy sądowniczej, która autonomicznie decyduje o tym, co jest dopuszczalne a co niedopuszczalne na podstawie autonomicznie dokonywanej przez sędziów interpretacji „praw uniwersalnych”.

Co do zasady, współczesna kasta sędziowska jest coraz bardziej wiernym odpowiednikiem kasty kapłańskiej, która np. w czasach kulminacji władzy papieskiej była w stanie obalać królów obrzucając ich ekskomuniką za wykroczenia przeciw „prawu bożemu”. Egzegeza tego prawa w całości leżała w rękach Kościoła.

Konsekwencją tak dużej dominacji władzy kościelnej były rozłamy, takie jak np. herezja Henryka VIII, który powołał do życia własny Kościół anglikański, ale też cały przewrót protestancki można interpretować także w kategoriach buntu przeciw papieskiemu absolutyzmowi.

Współczesny świat Zachodu charakteryzuje się charakterystycznym dualizmem, który został wspomniany w słynnym oświadczeniu Komisji Weneckiej. Dzielą się one – jej zdaniem – na „stare demokracje”, w których, choć judykatywa jest ograniczona przez mechanizmy demokratyczne, to ich „tradycja demokratyczna” powstrzymuje egzekutywę od nadużywania władzy, oraz na „nowe demokracje”, w których „nie można sobie pozwolić” na ryzyko demokratycznej kontroli nad władzą sądowniczą.

Władza sądownicza jest w tych krajach „uber-władzą”, która ma pilnować, aby władza wykonawcza nie dopuszczała się niebezpiecznych transgresji wobec zasad określonych przez instytucje sądowe „wspólnoty międzynarodowej”, które są od dawna radykalnie progresywne, co wynika z ich fundamentalnie idealistycznego, oderwanego od realiów politycznych, charakteru.

Instytucje te poruszają się w zamkniętym świecie doktryn prawnych i ich wewnętrznej „oświeceniowej” dynamiki. Na tym właśnie polega „uniwersalizm” ich umocowania.

Konstrukcja tych ciał międzynarodowych, działających całkowicie autonomicznie i mogących nawet odrzucać „nie pasujące im” kandydatury sędziów z danego państwa, arbitralnie pozbawiając dany kraj wpływu na ich orzecznictwo, sprawia, że z roku na rok stają się one coraz bardziej „samodzierżawnym” źródłem prawa, kontestującym każde inne umocowanie przepisów lokalnych oraz roszczące sobie prawo do ingerencji, kiedy uznają za stosowne. W praktyce są zatem samodzielnym organizmem politycznym, realizującym własną, całkowicie niedemokratyczną wolę władzy, zależną już tylko od nieformalnych nacisków rządów i lobbystów.

Znowu – per analogiam z czasami średniowiecznymi, „Logos” współczesnych „demokracji liberalnych” jest dziś w wyłącznej dyspozycji międzynarodowej kasty sędziowskiej, która sama siebie wybiera i przed nikim za nic nie odpowiada.

Proszę sobie samemu odpowiedzieć, czy naprawdę jest to stan pożądany.