Nie mam dzieci, ale przez 15 lat byłem nauczycielem i wychowawcą, a przez kolejne 4 lata miałem zaszczyt pełnić funkcję burmistrza. Patrzę na sprawę wprowadzenia „Edukacji zdrowotnej” jako nowego, nieobowiązkowego przedmiotu w szkołach z obu tych perspektyw – i muszę powiedzieć jedno: nigdy nie zgodziłbym się, by moje dzieci – gdybym je miał uczestniczyli w zajęciach wdrażanych w taki sposób, jak obecnie proponuje to ministerstwo.
Nie chodzi mi o żadną ideologię czy politykę – od tego są politycy. Mnie niepokoi co innego: sposób, w jaki po raz kolejny próbuje się wprowadzać „reformy” do polskiej szkoły. Bez przygotowania, bez przemyślenia, bez realnych konsultacji z rodzicami, nauczycielami i dyrektorami. Takie działania nie służą dzieciom. Przeciwnie – mogą im bardziej zaszkodzić niż pomóc.
Szkoła to żywy organizm. Wiem to z doświadczenia. Każda gwałtowna, nieprzemyślana zmiana rodzi chaos i niepokój. Eksperymenty na dzieciach – nawet z najlepszymi intencjami – są po prostu niedopuszczalne. W edukacji potrzeba stabilności, odpowiedzialności i prawdziwego dialogu. A nie kolejnej polsko-polskiej wojenki, która znów toczy się kosztem uczniów, rodziców, nauczycieli i dyrektorów szkół.
#okiemsamorządowca
Zostaw komentarz