Od wczoraj już nie słyszę w radio i telewizji (opozycyjnej, czyli niezależnej?) wypowiedzi, że cóż to za problem na tej granicy z Białorusią. Histeria PIS i przedstawienie dla głupków. Mądry człowiek (z opozycji) rozwiązałby go w ciągu jeśli nie kwadransa, to kilku godzi na pewno.

I nic nie pomagały argumenty, że gdyby to był taki nadmuchany problem, to jednak przywódcy wszystkich europejskich państw, najwyżsi przedstawiciele Unii oraz NATo nie zaciekawili by się, co też się na tej granicy dzieje i nie wysyłali wyrazów: zaniepokojenia, poparcia dla Polski itd., ale wzruszyli ramionami i przyznali opozycyjnym dziennikarzom racje: wszystko to mały pikus.

Od wczoraj, kiedy opozycja usłyszała prawdę i tylko prawdę troszkę się przejeła. I dzis słyszę o „poważnej sytuacji na naszej wschodniej granicy”, rozwązania „będzie wojna, czy jej nie będzie” i zaniepokojenie „kwestią przesmyku suwalskiego”, a nawet mocne stwierdzenie, że „imigranci na naszej granicy mają za zadanie blokować ruchy wojsk NATO na tym terenie.

HO, ho, ho! – zawołał by Prosiaczek. Jednego dnia tak się odmieniło? Już nie dokarmiamy batonikami i bananami cierpiących imigrantaów, ale uwagę kierujemy na koncentrację wojsk rosyjskich na granicy ukraińskiej i zaczynamy dostrzegać nie brak dziennikarzy z GW na granicy, ale pojazdów opancerzonych NATO? Na razie jadacych na Łotwe?

Porobiło się. Że też poprzednio opozycjoniści niczego nie pojmowali, a teraz oczka się nagle i od razu tak szeroko otworzyły. I co na to wierni wyznawcy opozycji?

Coś się w główkach też odkręci, czy nadal zostaną przy batonikach, sweterkach i bananach dla imigrantów?

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.