Małe wtargnięcie…

Szczerze radzę każdemu zapoznać się z opublikowaną kilka dni temu obszerną analizą Institute for the Study of War (ISW) na temat możliwej ograniczonej rosyjskiej operacji militarnej w Estonii. ISW szczegółowo opisuje, w jaki sposób Rosja może przeprowadzić taką operację poniżej progu wojny pełnoskalowej i uruchomienia artykułu 5 NATO, z wykorzystaniem tych zasobów, które już ma w tej chwili. Zasadniczo chodzi o przerzucenie do Narwy swoich sił specjalnych pod przykrywką tzw. Narewskiej Republiki Ludowej oraz uruchomienie dronowej strefy śmierci nad terytorium wschodniej Estonii, podobnej do tej, która działa na froncie wojny rosyjsko-ukraińskiej. Oczywiście formalnie Rosja ogłosi, że nic do tego nie ma, i że to miejscowi rebelianci – których Rosja wspiera tylko na poziomie politycznym i humanitarnym – używają dronów kupionych na AliExpress. Warto zauważyć, że Narwa to nie jest po prostu miejsce zamieszkane przez etnicznych Rosjan, około 1/3 jej mieszkańców po prostu ma rosyjskie paszporty. Więc Rosja nie będzie argumentować swoich działań ochroną osób rosyjskojęzycznych, jak na wschodzie Ukrainy, lecz po prostu ochroną rosyjskich obywateli.

Czego w analizie ISW nie ma, to faktu, że takie scenariusze Rosjanie już mają przetestowane i przepracowane. W podobny sposób zaczynali zarówno wojnę w Czeczenii, jak i wojnę w Gruzji. Swoją drogą, w wypadku Gruzji tych ich działań na Zachodzie w ogóle nie zauważono. W naszej świadomości został atak gruziński na stolicę Osetii Południowej, ale zupełnie nic nie zostało z rosyjskich ostrzałów i operacji dywersyjnych z kilku dni poprzedzających znaną nam datę wybuchu wojny. Koniec końców dokładnie tak zaczynała się wojna w Donbasie w 2014 roku. Kiedy ukraińskie jednostki próbowały odbudować ukraińską kontrolę nad granicą latem 2014 roku, z jednej strony walczyły z „zielonymi ludzikami”, a z drugiej były ciężko ostrzeliwane przez artylerię lufową i rakietową z rosyjskiej strony granicy. Sporadycznie używano też rosyjskiego lotnictwa. Wtedy Rosja opowiadała, jak to miejscowi rebelianci ostrzeliwują ukraińską armię uzbrojeniem przejętym z magazynów lub z rąk Sił Zbrojnych Ukrainy. Wtedy też istniała swoista strefa śmierci, ale stworzona przez silny ogień artyleryjski. Ukraińcy wtedy nie odpowiadali, bojąc się dalszej eskalacji. No ale stanowiska artylerii przynajmniej można w dość łatwy sposób rozpoznać, a same działa zniszczyć. Z dronami tak nie jest. Amunicja krążąca typu Łancet czy Mołnia może być odpalana z dość dużej odległości, no i taktyka stosowana teraz na froncie pozwala mocno odsunąć pilotów dronów taktycznych od linii frontu w ten sposób, że rozpoznanie stanowiska kierowania takim dronem jest bardzo trudnym zadaniem.

Opisana przez ISW operacja to więc nic nowego… po prostu Rosjanie dostali nowe narzędzia, które o wiele lepiej pasują do tego typu operacji niż artyleria czy lotnictwo.

Celem operacji jest rozbicie sojuszu poprzez podzielenie interesów różnych członków NATO. Rosjanie, według analizy ISW, będą oficjalnie deklarować operację w Estonii jako wewnętrzny spór estoński i mogą zagrozić atakiem rakietowo-dronowym każdemu krajowi, który spróbuje wysłać swoje siły do Narwy. Siły NATO-wskie już stacjonujące w Estonii mają być atakowane od pierwszego dnia, a teren ma zostać odizolowany pod względem logistycznym. Rosyjskie jednostki dronowe typu słynnego Rubikona są specjalistami od izolowania pola walki dronami – na froncie to jest coś, czym zajmują się na co dzień. Inaczej mówiąc, Rosjanie spróbują od razu zademonstrować, że każda próba wejścia siłami lądowymi do ich strefy śmierci obarczona jest ryzykiem ogromnych strat ze strony NATO, żeby natychmiast narzucić wysoką cenę odbicia Narwy i zmusić do negocjacji z Kremlem na jego warunkach.

___________________________________________________________
Zachęcam również do wspierania mojej niezależnej publicystyki, linki w pierwszym komentarzu. —->

Link do analizy ISW również niżej.