Powoli wychodzi na to, że jedynym możliwym komentarzem do tego, co funduje nam oPOzycja, są słowa słusznie zapomnianej euro-komisarz Bieńkowskiej…

.

Prof. Grodzki, wiedzieć czemu Kopertą zwany, postanowił ratować Budkę i całe to pożal się Boże oPOzycyjne towarzystwo.

Z jednej strony co prawda szkoda kasy, z drugiej jednak powszechne oburzenie na oPOzycję, która ochoczo przyklaskiwała zwiększeniu swoich apanaży obudziły w Panu marszałku instynkt samozachowawczy.

Senat głosami oPOzycyjnych senatorów był przeciw.

Znowu okazało się, jak wielkim wizjonerem był Wałęsa. On to bowiem w przypływie jakiegoś natchnienia stwierdził:

– jestem ZA, a nawet PRZECIW.

Dokładnie tak samo KO. ZA byli jako posłowie, dwa dni później natomiast PRZECIW jako senat.

Tyle tylko, że z pamięci wyborców trudno będzie usunąć słowa posłanki Nowackiej, która na facebooku pisała, jak to biedny poseł czy inny radny zarabia tak mało, że byle firma może kupić go za 2 patole miesięcznie.

Mleko się wylało.

Pewnie nie na długo, bo w końcu wynagrodzenia najważniejszych osób w Państwie pozostają rażąco niższe od tych osiąganych przez pracowników samorządów.

Oto np. dyrektorka gliwickiego Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie niejaka Barbara Terlecka – Kubicius w złożonym i dostępnym publicznie oświadczeniu majątkowym podaje, że w 2019 roku ze stosunku pracy w 2019 roku osiągnęła… 130.451,26 zł.

Miesięcznie daje to 10.871,- zł.

53% więcej, niż wynosi próg zamożności.

Nic dziwnego, że pani Barbara ciągle pracuje, chociaż już 8 lat temu mogła przejść na emeryturę (rocznik 1952).

.

Takich pracowników jest o wiele więcej we wszystkich urzędach miejskich, gminnych czy starostwach powiatowych.

Pomijam już starostów, prezydentów czy innych włodarzy samorządowych. Warto jednak wiedzieć, że ich zarobki z tytułu pełnienia podstawowej funkcji były większe co najwyżej o niespełna 200,- zł od zarobków wspomnianej p. Terleckiej-Kubicius.

I to jest największe nieszczęście takiej siatki płac.

O ile wspomniana Terlecka robi wszystko, by władza zwierzchnia była z niej zadowolona, to już zarabiający mniej minister rozgląda się za intrantną fuchą. A przynajmniej może.

Trudno też przyjąć, by wiceminister czy podsekretarz stanu planował karierę urzędniczą widząc, jak jego kumple w prywatnych firmach zarabiają z czasem przez miesiąc więcej, niż on przez rok. A na dodatek ich zarobki często są wyłącznym wynikiem tego, że są… jego kumplami.

.

Taka sytuacja rodzi patologie.

Powstaje system dojść, powiązań, wzajemnych uprzejmości… Nepotyzm nawet.

Wiem, istnieje coś takiego, jak system nagród. Ale ich przyznanie rodzi od razu sztuczny gniew opozycji, trwający tak długo, aż jakimś zrządzeniem losu stanie się ona partią rządzącą (koalicją ewentualnie). Wtedy z kolei sama odpiera ataki.

.

Tymczasem w samorządach ludzie liczą kasę, przy okazji ponosząc odpowiedzialność polityczną praktycznie zerową w porównaniu z ludźmi wchodzącymi w szeroko pojęty skład rządu.

Oczywiście proponowana podwyżka nie jest w stanie zapobiec temu, co się już dzieje.

Jak bowiem słusznie zauważył ongiś Orwell – raz się skurwisz, kurwą pozostaniesz.

.

Jedynie cena wzrośnie, niestety. Efekt natomiast będzie podobny.

Jednak wyższe zarobki powinny dawać większy wybór podczas naboru na stanowisko.

.

Prawo bowiem mamy koślawe nie tylko dlatego, że zbyt często jest wypadkową nacisków różnych lobbystów.

Przypominam sobie nie tak dawny, zdawałoby się, wykład ś. p. Profesora Mieczysława Sośniaka, gdy ten komentując jakąś kolejną nowelę powiedział, że nie ma się co dziwić. W Sejmie bowiem tyle płacą prawnikom, że nawet żaden z Państwa nie byłby zainteresowany!

A zwracał się wtedy do studentów drugiego roku.

.

Miernoty tworzące prawo, a na dodatek łase, i to dosłownie, na podszepty…

Najwyraźniej jednak dalej musimy tkwić w tym Matriksie.

Niskie płace przyciągają mniej zdolnych lub/i kombinatorów.

Państwo, którego szeroko pojęta służba cywilna złożona jest z ludzi nastawionych wyłącznie na zdobycie doświadczenia niezbędnego do dalszej drogi zawodowej realizowanej jednak gdzie indziej lub realizujących po cichu własne cele nigdy nie będzie faktycznie samodzielne.

.

Bo jeśli posła czy samorządowca można kupić (cena ponoć zaczyna się od 2 patoli) oznacza to, że sprawić można sobie dowolną ustawę. Albo decyzję.

Posłanka Nowacka mówi (pisze) to publicznie.

Nie chcemy więc posłanki Nowackiej. Bo publicznie przyznała się do PP (politycznej prostytucji).

Ale zastanawiam się, czy inni posłowie bynajmniej tak nie myślą?

Wszak posłanka Nowicka pisze o kurewstwie politycznym wszystkich posłów!

Dałby Bóg, że to uogólnienie dotyczy wyłącznie ludzi znanych jej osobiście.

.

18.08 2020

.

Ps. Tymczasem ustawa trafi do sejmowej zamrażarki, jeśli wierzyć w deklaracje składane przez posłów. To zaś oznacza, że selekcja negatywna w dalszym ciągu będzie obowiązywała w polskiej służbie publicznej.

A gdyby ktoś zapomniał o słowach Bieńkowskiej:

.