Maraton do stolicy ruszył pełną parą. Metą jest dobre miejsce w parlamencie. W różnych stronach kraju zawodnicy oczekują w blokach startowych na swój numer.

Wiele lat temu podzielili się na podgrupy. Mają swoje barwy klubowe. Żółto granatowi, granatowi z delikatnym akcentem czerwonego, czerwoni, zieloni, inni.

Żółto – granatowi obrali nazwę PO „Potulne Owieczki”. Wiodą prym już 8 lat. Dobry wynik.

Sztaby działaczy niższego szczebla czyni wszystko, by czołówka nieźle się prezentowała. Jedynka, dwójka, dziesiątka… W gronie żółto -granatowych ciśnienie rośnie.Układanka niczym puzzle nie daje poprawnego obrazu.

Nie, nie tak, zmieniamy! Główkują sposób eksponowania leaderów spijając litry kawy.Leaderzy w środowiskach znaczą „coś”.

Heniu był nam przychylny wiele lat. PAMIĘTAMY! Załatwił tyle dobrych posad ludziom z okolicy. Przecież Józek na niczym się nie znał, a jak dobrze sobie radzi będąc Prezesem Spółki S.A. Dzięki Józkowi pracę ma każdy, kto jest lojalny,. I ich dzieci, kuzynowie też. Dajemy Heniowi Jedynkę. Henio przejdzie, Józka nie ruszą – rozumiecie?

Proces naboru zaczyna przyjmować inną formę. Z zawodów sportowych przechodzą do łowienia talentów z „poczuciem rytmu”. Nieoczekiwana zmiana miejsc. Nabór do peletonu odpada. Tworzymy orkiestrę, chór z solistami.

Ustawiają idoli niczym do Listy Przebojów. To się nazywa typowanie.

Srogie Jury może mieć inne zdanie, o czym już się przekonują.

Jadzia, Twój repertuar już przebrzmiał. Spadasz na czwarte miejsce.

NIGDY, PRZENIGDY!!! Śpiewam tyle lat, byłam zawsze solistką i teraz w chórze, daleko od widowni? To nie jest sprawiedliwe…

Stasiu złapał focha. Stawia warunki – jestem pierwszy na Liście, albo znikam ze sceny. Jak powiedział, tak uczynił. Pisemnie poinformował o rezygnacji.

Jadzia się cieszy, wskakuje miejsce wyżej.

Grupka „solistów” walkowerem się poddała. Nie, żeby odczuwali syndrom wypalenia, Boże broń.

Obstawiam, że bardziej obawiali się ewentualnych gwizdów z „widowni”, co budujące zapewne nie jest. Jeden z nich odbiegał delikatnie od poprawnego wypowiadania słów wyuczonego tekstu. Poliglota, kilka języków zna, mogło się przydarzyć biedakowi. W refrenie słowo niefortunnie zaśpiewał. „ Znam dobrze Bydgoszczu Rodacy, wybierzcie mnie – nie będzie lepiej, będzie źle…). Przebój nie chwycił. Kasy z tras koncertowych sporo. Można odpocząć żyjąc spokojnie kolejnych kilka lat.

Wraz z nim w castingu startu odmówił Przyjaciel. Podróżując zwiedził wszystkie zakątki świata. Jego repertuar zaskakiwał, co nie wszystkim kolegom się podobało.

Robisz „laskę, czy łaskę, że grasz?” Sorry, ja mam gwarancję Jedynki. Wchodzę na pewniaka. Jestem zdrowy, silny. Od kilku lat jadam tylko owoce morza popijając dobrym winem. Spójrzcie – nie mam żadnej zmarszczki, czego o większości z Was powiedzieć nie mogę. No i dobrze, jednego mniej – cieszą się konkurenci.

Nie wszyscy „wpadkami” się przejmują.

Czarek zapomniał, że ma śpiewać, nie odgrywać roli kowboja w westernie na przykład. Tak bardzo wczuł się w postać rodem z Bonanzy, kolta sobie zakupił. Legalnie chyba. Pozwolenia na broń nikt jemu nie dał, no to sobie sam załatwił. Że nielegalnie, kłamał podpisy składając o kursach w pif-paf – nie szkodzi. Sąd przychylny, sprawy nie ma..

Dziwne to i niepojęte, bowiem człowiek, który jest tylko widzem za taki numer M1 na kilka miesięcy przymusem zająć musiałby.Dzielny wojownik w obsadzie na Listach do konkursu na drugim miejscu się uplasował. Szczęśliwy jak dziecko. Zawsze coś.

Niby Jury stawia na młodych, szacunek do starszych pozostał. Stefek zakonserwowany od dzieciństwa darami natury, szczaw, mirabelki itd.Mimo swojego sędziwego wieku wygrał konkurs z najlepszym wynikiem. Jedynka na liście gwarantowana. Dlaczego On?- pytają młodsi. Nikt nie potrafi w taki sposób nakręcać publiczności. Musimy mieć kogoś, kto od pierwszego dnia po ewentualnej klęsce będzie przekonywał, że nie przegraliśmy. Jest niezastąpiony w kontrze wobec każdego. Jest idolem w Tajwanie, żeby nie było. Nikt nie potrafi tak „buczeć” jak Stefek właśnie.

Obstawiałam, że facet, pseudo „AGENT” wycofa się walkowerem w castingu. Pomyłka z mojej strony okrutna. On chce dalej grać! Miał plany z Jedynką startować. Marzył po dawkach leków, które sam sobie ordynował. Dostęp swobodny do recept ma. Dostał numer dziesięć na Liście. Twardziel z niego, nie odpuszcza.

W gronie jest jeszcze słynny Misiek. Ten dopiero ma talent. Gdzie się nie ustawi, tam dyryguje. Długo grał w zespole granatowo czerwonym. Solistą tam był nie byle, jakim. Wybił się na szczyt i bęc …stracił głos w zespole. Mega foch dopadł Miśka. Osierocony szukał wsparcia. Wstrzelił się w repertuar żółtych promując całym sobą ich rytmy. W konkursie dostał drugie miejsce na Liście. Obawiam się, czy z tej radości nie zapomni nadal golić głowy, żeby być na topie.

Oj Ewka, wrzućcie na luz. Po ośmiu latach trwania na scenie rozpoczynacie prezentację samych siebie ponownie? Przecież Was znamy doskonale. Zaoszczędźcie środki na wielkie bilbordy, bo to nasze, widzów pieniądze. Dobry towar sprzedaje się sam, nie potrzebuje reklamy – to proste. Przeszliście jakąś tajną metamorfozę, że chcecie odbudować starą scenę, którą sami zniszczyliście? To kompletny absurd, dźwięk zdartej płyty.

Przyznam, że jeden cytat nowego stylu zrobił na mnie prawdziwe wrażenie.

Słowa leaderki „drużyny” żółto granatowych:

– Nieważne czy ktoś był senatorem, posłem, czy ktoś był premierem, dzisiaj przed nami tylko jedno zadanie – zdjąć szpilki, założyć wygodne trampki, rozwiązać krawat, podwinąć rękawy i zabrać się za robotę.

Tego właśnie oczekuje zmęczona widownia. Zejdźcie z tej sceny, podwińcie rękawy i ruszajcie do roboty. Prawdziwy artysta wie, kiedy kres kariery. A Wy?