Są historie, które nie dają o sobie zapomnieć. Ta wracała do mnie przez wiele miesięcy.. A jednak to wciąż było za mało. Miałem wrażenie, jakbym stał przed zamkniętymi drzwiami, do których nikt nie posiada klucza. Nie mogłem oficjalnie poprosić o pomoc w mediach społecznościowych. Chodziło o mojego przyjaciela. Od lat próbował odtworzyć losy swojej babci, która podczas niemieckiej okupacji zniknęła bez śladu. Każda instytucja rozkładała ręce. W urzędach nie było żadnego śladu. W parafiach również. Jakby pewnego dnia po prostu przestała istnieć. Przy niemal każdej naszej rozmowie telefonicznej temat wracał jak bumerang. Wciąż to samo pytanie: co się z nią stało? Kilka dni temu zakończyliśmy kolejną rozmowę. Było już grubo po północy. Odłożyłem telefon i nagle mnie olśniło. Przypomniałem sobie o człowieku, którego znam z tamtych stron. Pasjonacie historii, który od lat zbiera wspomnienia najstarszych mieszkańców. Zobaczyłem, że jest jeszcze dostępny na komunikatorze. Bez większej nadziei zadzwoniłem. Opowiedziałem mu całą historię. Poprosił, żebym dał mu kilka minut. Po chwili telefon zadzwonił ponownie. Odnalazł zapiski wspomnienia jednej z osób z tej okolicy. Według tej relacji wszystko rozegrało się w 1942 lub 1943 roku. Kobieta miała wyróżniać się niezwykłą urodą. Mówiono, że we wsi nie było mężczyzny, który nie obejrzałby się za nią. Kiedy rozpoczęły się wywózki na roboty przymusowe do III Rzeszy, jej nazwisko znalazło się na liście osób przeznaczonych do wyjazdu. Miejscowy kulawy żandarm zapewniał ją, iż nie trafi do transportu, ponieważ miała pracować jako sprzątaczka w biurze. Stało się jednak inaczej. W ostatniej chwili dołączono ją do transportu. Mówiono, że
Niemcy chcieli ją zgermanizować, obiecywali lepsze życie i planowali, aby urodziła dzieci uznawane za niemieckie. Wśród mieszkańców powtarzano także jeszcze jedną historię. Podobno na listę osób wywożonych trafiła z powodu zazdrości niektórych kobiet z okolicy. To one miały nalegać, aby wysłano ją na roboty przymusowe, ponieważ nie potrafiły pogodzić się z jej urodą.
Wszystko zaczynało do siebie pasować.
Postanowiłem sprawdzić niemieckie archiwa dotyczące robotników przymusowych wywiezionych do III Rzeszy. I wtedy nastąpił ten moment.
Bingo. Była tam. Kobieta o tym samym imieniu i nazwisku. W kwietniu 1945 roku urodziła córeczkę. Nazwisko, które nosiła, jest na tyle rzadkie, że występuje głównie w okolicy, z której pochodziła zaginiona.
Przypadek? A może pierwszy od wielu lat prawdziwy ślad? Udało mi się ustalić adres oraz dane właściwego urzędu stanu cywilnego w Niemczech. Być może córka tej kobiety nadal żyje. Być może nigdy nie wiedziała, że po drugiej stronie granicy ktoś od lat szuka odpowiedzi na pytanie, co stało się z jej matką. Czy ta historia doczeka się szczęśliwego zakończenia? Nie wiem. Wiem jednak jedno. Zrobiłem wszystko, co było w mojej mocy. Nie dla podziękowań. Tylko dlatego, że czasem człowiek nie potrafi przejść obojętnie obok cudzego bólu i pytań, na które od dziesięcioleci nikt nie potrafił odpowiedzieć.
Z całego serca pragnę, aby i ta zagadka została kiedyś rozwiązana. Jeśli ta historia będzie miała swój finał, z pewnością o nim napiszę.
Autor: Jędruś Ciupaga
Zostaw komentarz