Zastanawiam się, czy jeszcze żyje w demokracji, czy już w rzeczywistości zarządzanej zza kulis przez ludzi, których nazwisk nigdy nie ma na pierwszych stronach gazet.
Bo przecież to nie jest normalne, że nagle równocześnie rusza presja wobec środowisk niewygodnych dla obecnej władzy. Że na celowniku znajdują się historycy badający służby, dziennikarze mediów opozycyjnych, ludzie próbujący wyciągać na światło dzienne stare układy i niewygodne powiązania. To nie wygląda jak przypadek. To wygląda jak nerwowa reakcja systemu, który poczuł zagrożenie.
I właśnie dlatego temat aneksu do raportu o WSI wraca dziś z taką siłą.
Bo jeśli w tym aneksie naprawdę znajdują się nazwiska, mechanizmy, sieci wpływów i opis powiązań dawnych służb z polityką, biznesem i mediami, to dla wielu ludzi byłaby to polityczna katastrofa. Nie chodzi nawet o przeszłość. Chodzi o teraźniejszość. O pytanie, ilu ludzi z tamtego świata do dziś siedzi w instytucjach państwa, przy wielkich pieniądzach, w mediach, spółkach i partiach politycznych.
III RP przez lata budowano na micie transformacji. Ale coraz więcej Polaków zaczyna podejrzewać, że obok oficjalnego państwa istniało drugie. Ciche. Nietykalne. Takie, które nie wystawia swoich ludzi do wyborów, ale decyduje, kto ma być promowany, kto niszczony, a kto ma zniknąć z życia publicznego.
I nagle wszystko zaczyna się dziwnie układać w jedną całość. Skąd biorą się polityczne „produkty”, które wyrastają znikąd i są pompowane przez media. Dlaczego jedni politycy mogą powiedzieć lub zrobić wszystko i włos im z głowy nie spadnie, a inni są rozjeżdżani natychmiast. Dlaczego pewnych tematów przez lata nie wolno było dotykać.
Może właśnie dlatego aneks od tylu lat leży zamknięty.
Bo jego publikacja mogłaby uruchomić lawinę pytań, których establishment panicznie się boi. Nie dlatego, że chodzi o historię. Tylko dlatego, że chodzi o ludzi, którzy być może nadal mają wpływy tu i teraz.
Państwo demokratyczne nie może działać na niedomówieniach i tajemnicach ciągnących się dekadami. Jeśli istnieje dokument pokazujący skalę wpływów dawnych służb, Polacy mają prawo go poznać.
Bo naród, który nie zna prawdziwej historii własnego państwa, bardzo łatwo staje się przedmiotem cudzej gry. Trzeba ujawnić aneks najlepiej na ogólnodostępnej stronie internetowej, bo ci bandyci, których nazwiska figurują w aneksie są zdolni do wszystkiego.