Przeszkadzają mi. Bardzo.

W miastach, korzystając z pierwszeństwa przejazdu, bez zwalniania, bezczelnie pakują się pod koła Srebrnego Szerszenia. Na skrzyżowaniach bezkolizyjnych, w ich oczach jednak widzę chęć bycia ofiarą kolizji i oskarżenia mnie. Nie znoszę tej pychy i buty, tej chęci poniżenia mnie w sądzie. I tego ich przekonania, że są „fit”, a ja gruba niesportowa kapibara nie mam nic do gadania. Sport to prosta droga do kalectwa.

Poza terenem miejskim, nienawidzę ich wymijać, zwłaszcza jak jeżdżą parami i gadają ze sobą. Jakby nie mogli zamknąć ryja na czas jazdy. Ja jak jadę Szerszeniem, to nie rozmawiam. Wymijanie takich „tandemów kolararskich” jest czasem niemożliwe przez kilkadziesiąt sekund.

Powinno się zakazać kolarstwa z wyjątkiem pedałowania poza drogami publicznymi. Jak chcą się pocić na swoich dwóch kółkach, proszę bardzo, ale poza drogami publicznymi. Na zamkniętych halach sportowych, na wyodrębnionych ścieżkach rowerowych.

Toleruję jedynie amatorskich kolarzy w Rumunii. Dla Rumunii zawsze zrobie wyjątek. Oni jeżdżą tak lirycznie i majestatecznie! Prawdziwa poezja. Bez okazywania niechęci w stronę zmotoryzowanych. Przeciwnie ich uprzejmość bywa urzekająca. Niejeden raz rumuński kolarz zjechał życzliwie do rowu okazując szacunek Srebrnemu Szerszeniowi i mi osobiście. I jeszcze pomachał na pożegnanie. Poza tym rumuńscy kolarze jeżdżą w wełnianych czapkach na głowie. Pytanie tylko dlaczego.

Zdaję sobie sprawę z tego, że mój głos w dyskusji na temat rozwoju kolarstwa w Europie może być nieco kontrowersyjny, ale mam przeczucie, że nie jestem odosobniony w swoim sprzeciwie wobec obecności kolarzy w przestrzeni publicznej.

Precz z kolarstwem!

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.