Lansowana przez obrońców Wałęsy teza, że jako TW Bolek, co prawda współpracował z SB i donosił na kolegów, ale w późniejszym czasie powstał, jak Feniks z popiołów i stanął na czele ruchu, który obalił komunę, nijak ma się do rzeczywistości.

Komuny nie obaliła „Solidarność”, lecz polityka Ronalda Reagana, który mając moralne wsparcie ze strony Jana Pawła II, oraz materialne poparcie niektórych przywódców zachodnich, m.in. za pomocą wyścigu zbrojeń doprowadził do rozpadu Imperium Zła.

„Solidarność” była niewątpliwie wielkim odruchem buntu społecznego, ale już po roku została spacyfikowana stanem wojennym. Od samego początku władze związku były zinfiltrowane przez komunistyczne służby bezpieczeństwa. Wielu działaczy było pracownikami lub współpracownikami tych służb. Wielu było towarzysko, rodzinnie lub ideowo powiązanymi z władzami komunistycznymi. Dlatego operacja zwana „Okrągłym Stołem” była stosunkowo prosta do przeprowadzenia. Wystarczyło wyselekcjonować grupę „swoich” opozycjonistów, wypić z nimi kilka wódek i dogadać się. Wynikiem tego dogadania się było przekształcenie państwa komunistycznego w państwo postkomunistyczne, gdzie czerwoni aparatczycy stali się liberałami, a „opozycjoniści” pozornie rządzili krajem.
Dzięki temu Polska w dziedzinie demokratycznych przemian pozostała w tyle za swoimi sąsiadami z byłego bloku wschodniego. Podczas, gdy w Niemczech, Czechosłowacji i na Węgrzech przeprowadzono wolne wybory i oczyszczono politykę z pracowników bezpieki i konfidentów, w Polsce prezydentem został czerwony bandyta Jaruzelski, a resorty bezpieczeństwa przejęli twórcy stanu wojennego: czerwoni bandyci Kiszczak i Siwicki. Na dodatek, większość późniejszych wyższych urzędników państwowych było w przeszłości współpracownikami Służby Bezpieczeństwa. Z taką kadrą zbudowanie suwerennego państwa było nierealne.

Rola Lecha Wałęsy była prosta: jako legenda „Solidarności” miał być twarzą przedsięwzięcia, którego mózgiem była spółka Kiszczak & Przyjaciele. Biznes zaczął się kręcić, esbecy i aparatczycy PZPR zostawali prezesami banków, majątek był wyprzedawany za śmieszne pieniądze kombinatorom, którzy podczepili się pod układ rządzący, zbrodniarzy komunistycznych nie osądzono, nie przeprowadzono weryfikacji kadr w wymiarze sprawiedliwości, na uczelniach i w służbach. Żeby ten złodziejski proceder mógł przebiegać bez zakłóceń, należało spacyfikować obywateli, tworząc nową jednostkę zwaną „Europejczykiem”. „Europejczyk” to taki zbitek słów „Euro” i „pejczyk”, czyli „ dajemy ci kilka Euro – bierz i nie podskakuj, bo dostaniesz po dupie”. Krótko mówiąc, celem indoktrynacji ideologicznej było stworzenie dobrze odżywionego niewolnika, bez większych aspiracji, bez określonej płci, bez wartości moralnych, bez uczuć wyższych takich jak patriotyzm i troska o dobro ogólne.

Układ zapoczątkowany Okrągłym Stołem funkcjonował przez długie lata. Były próby jego rozbicia, ale zostały szybko spacyfikowane. Większość społeczeństwa trwała w błogiej nieświadomości – status sytego niewolnika w pełni zaspokajał aspiracje Polaków postokrągłostołowych.

Jednak od roku 2010 system zaczął się sypać. Katastrofa pod Smoleńskiem zapoczątkowała proces upodmiotowienia obywateli, proces który trwa do dziś. Nagromadzenie patologii, które przekroczyło wszelkie granice zaczęło być dostrzegalne, nawet przez największych apologetów systemu. Do głosu doszło nowe pokolenie nie skażone twórczością Michnika, powstały media prawicowe, zadziałał Internet i parę innych czynników, o których już pisałem. W roku 2015 nastąpiło poważne pękniecie w systemie, które rozszerza się, powodując ataki histerii wśród jego dotychczasowych beneficjentów.

Lech Wałęsa jest jednym z tych, dzięki którym ten chory system mógł powstać i być pielęgnowany, powodując, że kraj nie rozwijał się w normalnym tempie.

Jak wynika z relacji opozycjonistów, w roku 1980 do stoczni przybył, nie po to, żeby rozpocząć strajk, lecz po to, by zakończyć protest, który już trwał. Ponadto istnieją dowody na to, że rozbijał i hamował działalność Solidarności, a jego internowanie było tylko pozorem (pamiętamy o setkach butelek alkoholu i jego podsłuchanych przez SB cynicznych rozmowach z bratem). Istnieją też przesłanki wskazujące na to, że jego wybór na przewodniczącego NSZZ „Solidarność” był zmanipulowany – zamiast Andrzeja Gwiazdy wybrano najgłupszego, takiego którym łatwo było sterować.

W roku 1989 firmował okrągłostołowy układ z komunistami, korzystając z atutu, jakim była stworzona wokół niego otoczka bojownika o wolność.

Mimo tych faktów, duża część Polaków miała nadzieję, że jego późniejsza prezydentura przyniesie jakieś pozytywne skutki (wśród tych, którzy w to wierzyli, byli nawet Lech i Jarosław Kaczyński).

Stało się, jak wiemy, inaczej, o czym świadczą niektóre fakty z okresu tej prezydentury:

-otoczenie czerwonych parasolem ochronnym (zamiast puścić komuchów „w skarpetkach”, pielęgnował teorię „wzmacniania lewej nogi”)

-lansował utworzenie tzw. NATO-bis, EWG-bis, czyli pewnych form przedłużenia dominacji sowieckiej

-doprowadził do obalenia rządu Olszewskiego (jest wielce prawdopodobne, że przyczyną była nie tylko lustracja, lecz sprzeciw Olszewskiego wobec umieszczenia w bazach posowieckich rosyjskich spółek) – jest teoria, że jego ustępliwość wobec sowietów i inne działania antypolskie były spowodowane strachem przed ujawnieniem teczek, które znajdowały się w archiwach KGB

– sprzeciwiał się zrehabilitowaniu płk Kuklińskiego

– nie dopuścił do oczyszczenia życia publicznego z byłych pracowników bezpieki i konfidentów (za jego prezydentury „zaginęło” wiele cennych dokumentów służb komunistycznych)

– szarą eminencją na dworze Wałęsy był Mieczysław Wachowski, prawdopodobnie jego opiekun z ramienia SB

To prawdopodobnie tylko wierzchołek góry lodowej – następne lata z pewnością poszerzą naszą wiedzę na ten temat. Obecnie pytaniem nie jest, czy Wałęsa jako TW Bolek donosił na kolegów w latach 70-tych, lecz to czy ta działalność miała wpływ na jego przyszłe wybory polityczne i jaki jest zakres szkód wyrządzonych przez niego naszemu krajowi.

Ten niedouczony, ale sprytny i łasy na pieniądze człowieczek, o wybujałym ego i zerowych walorach moralnych, nadal próbuje wywrzeć wpływ na politykę. Po drodze zniszczył wielu wartościowych ludzi, w tym swoich kolegów z opozycji. Na szczęście tacy jak on powoli odchodzą w niebyt.

Na szczęście dla nas wszystkich, dla Polski.

Autor: Zbigniew Kozłow