Elon Musk nazwał Radosława Sikorskiego „śliniącym się imbecylem”. Internet zadrżał, dyplomaci unieśli brwi, internetowi komentatorzy – jak zwykle – oburzyli się. Jak to możliwe, żeby amerykański miliarder, właściciel jednej z najpotężniejszych platform komunikacyjnych świata, pozwolił sobie na taką ordynarność wobec ministra spraw zagranicznych? Jak to możliwe, by zlekceważyć powagę urzędu?
A jednak ta obelga nie była ani przypadkowa, ani impulsywna. Była reakcją.
Musk nie reaguje na argumenty, reaguje na ton. Nie interesuje go treść, tylko intencja. A Sikorski przemówił dokładnie tym językiem, który Musk traktuje jak czerwoną płachtę: mentorskim, napuszonym, podszytym przekonaniem, że europejska powaga i dyplomatyczna poza same w sobie stanowią walutę. To język ludzi, którzy uwierzyli, że urząd zastępuje siłę, a forma – realny wpływ.
Tymczasem Musk funkcjonuje w zupełnie innym porządku. Dla niego autorytet nie wynika z nominacji, lecz ze sprawczości. Nie z życiorysu, lecz z mocy oddziaływania. Gdy ktoś próbuje ustawić go w roli ucznia, on odpowiada nie kontrargumentem, lecz prowokacją. Jednym krótkim memem. Jednym zdaniem, które w kilka sekund obiega świat i ośmiesza delikwenta.
I właśnie to jest najbardziej dotkliwe w całej tej historii: nie długi wywód, nie analiza, nie polemika, lecz fakt, że jeden złośliwy wpis Muska sprawił, iż ludzie na całym świecie dowiedzieli się, kim jest Sikorski – nie jako dyplomata, nie jako polityk, lecz jako postać ośmieszona, sprowadzona do roli śliniącego się imbecyla z prowincji.
A śmieszność w globalnym internecie bywa karana.
Czasem jednym zdaniem, które zostaje na długo. Dla mnie już na zawsze Sikorski zostanie – ,,slobbering idiot”.
Zostaw komentarz