Bardzo rzadko, tu zaś chyba nigdy, poruszam temat własnej wiary. Dziś tę potrzebę poczułem. Nie jestem człowiekiem religijnym, mam do tego swoje powody, jestem jednak osobą wierzącą. Być może w koślawy sposób ale mimo to wierzącą. Od czwartku rano po moich prywatnych uczuciach religijnych jedzie z zaostrzoną broną pół „oświeconego” i narodowo uświadomionego komentariatu (dziwnym trafem bardzo konkretnie określone, żeby nie powiedzieć patriofoliarskie „pół”) natomiast wczoraj czy przewczoraj nasze rodzime (?), jednookie Ministerstwo Jedynej Słusznej Prawdy Narodowej, nasz domowy Mściciel (jakie Universum, taki Nick Fury), wypluło oficjalny przekaz dnia, wiernie powielany przez zapatrzone weń szczekaczki. Przykład w komentarzu – tylko screen bo nie będę jej robił zasięgów karmiąc algorytm linkiem do tych bredni. Gdyby jednak fejsbuk był stołem, walnąłbym w niego z całej siły pięścią tak, aby podskoczył. Tak, zdecydowanie Fejsbuk zasługuje na to, by przypieprzyć mu z całej siły z piąchy. Za wszystkie szkodliwe, trujące bzdury, których nie usuwa z hukiem i dożywotnim banem za to okleja je coraz większą ilością reklam. #ZuckOff panie Cukierbergu, pora to ograniczyć.
Tak, oczywiście chodzi mi o wydarzenia sprzed trzech dni. O straszną tragedię, którą niestety wielu zaczęło wykorzystywać do własnych celów kiedy ciało zamordowanego księdza nie zdążyło jeszcze ostygnąć. Piszę to z żalem – mam na myśli obie strony. Zarówno ociekającą nienawiścią, foliarską patoprawicę jak i stronę przeciwną. Tragiczna i bolesna śmierć człowieka NIE JEST polem do siania podziałów i popisów ksenofobii czy zwykłego chamstwa. NIE JEST też jednak polem do autopromocji, serii wywiadów i eksponowania formy „Ja”, „My” i tym podobnych występów ukierunkowanych na zwrócenie uwagi na siebie, wykorzystując ludzką tragedię jako darmowy background z shutterstocka. Jest za to chwilą, w której każdy, absolutnie każdy, powinien się zatrzymać i zadać sobie pytanie – jak mogę naprawić zło, które stoi za progiem. Naprawić – a nie pogłębić. O tym, drodzy konfokatolicy (ale także atencjusze wszelkiej maści) nauczał Jezus Chrystus. Nie wystarczy „Szczęść Boże”. Za tym musi iść o wiele więcej.
Ważny i mądry głos popłynął za to z Kościoła. Zarówno z KEP (o dziwo bo zwykle nie jest w stanie wydusić z siebie nic mądrego), od Prymasa Polaka, ale też od osoby mającej najwięcej do powiedzenia w tej sprawie. Od pokrzywdzonego księdza Adriana. Duchowny z bandażem na głowie, spuchniętą twarzą i podbitym okiem miałby pełne prawo powiedzieć coś innego. Powiedział jednak to, co wszyscy powinniśmy usłyszeć. Odszukajcie jego słowa.
Ergo ? Quamdiu fecistis uni de his fratribus meis minimis, mihi fecistis. Mihi fecistis. A więc: MNIE uczyniliście. Mateusz. 25,40. Te słowa miał wypowiedzieć Chrystus. Pamiętajcie o tym, narodowi mściciele. I bójcie się tych słów, atencjusze. Bo one kiedyś do nas wrócą.
Jezus nauczał Żydów, prowadził ich, zamieniał wodę w wino dla ich przyjemności i tłumaczył im Boga. A potem ci Żydzi przyczepili go do krzyża, włożyli koronę z cierni, obrzucili kamieniami a na końcu zabili. Czy z tego wynika, że Chrystus się pomylił i nie powinien był zadawać się z Żydami ? Czy też z tego wynika, że wszyscy Żydzi w czasach Chrystusa byli niewartymi skrawka jego ubrania bandziorami ? Otóż nie. A kto tego nie ogarnia i wzywa do zemsty powołując się przy okazji na wartości religijne, powinien jeszcze raz (a może wreszcie) przeczytać Pismo Święte. Zarówno Stary jak i Nowy Testament. Tam macie to wszystko czarno na białym i nawet po polsku.
—
Witam ciepło sraczyk w komentarzach – już się dawno zaimpregnowałem na defekujący onucariat. Wypróżniajcie się do woli. Tego typu treści jednak są ograniczane, jeśli więc uważasz, że mam rację, udostępnij proszę tego posta –
Dziękuję.
Autor: Krzysztof Hoffman
Zostaw komentarz