Cała ta „afera” z rzekomą obrazą polskich żołnierzy brzmi bardzo poważnie – szkoda tylko, że opiera się na słowach, które nigdy nie padły. Donald Trump nie wymienił Polski, nie odniósł się do polskiego kontyngentu w Afganistanie i nie powiedział ani jednego zdania o naszych żołnierzach. Skrytykował NATO jako strukturę i sposób prowadzenia wojny przez sojuszników – co robi od lat, konsekwentnie i publicznie.
Ale skoro nie ma faktów, zawsze można je dopisać. Najlepiej w imię „obrony honoru”, bo to hasło dobrze się sprzedaje i pozwala urządzić pokazowe oburzenie. Problem w tym, że żeby się wstawiać, musi istnieć realny atak -a tu go nie było. Była tylko interpretacja pod bieżącą potrzebę polityczną.
W efekcie prawdziwa służba i realna ofiara polskich żołnierzy zostają sprowadzone do roli rekwizytu w cudzej narracji. I to jest w tej historii jedyny element naprawdę odrażający – nie rzekome „tchórzostwo”, nie brak reakcji, lecz instrumentalne używanie wojska do politycznej gry.
Bo gdy kończą się fakty, zaczyna się handel cudzym honorem. Jakie to obrzydliwe.To nie jest spór o poglądy, tylko przykład politycznego cynizmu, w którym fakty są podporządkowane potrzebie szczucia i mobilizacji negatywnych emocji.Czy ten adwokacina ma świadomość tego, że jest posłem i kompromituje ten urząd?
Zostaw komentarz