Gwiazda w Betlejem niech prowadzi ku Prawdzie i pomoże znaleźć spokój i zrozumienie. Polakom poza granicami kraju życzymy takich zmian, aby mogli znaleźć się z bliskimi, zwłaszcza przy wigilijnym stole.

Pozostańmy jeszcze chwilę w foyer teatru, zwanego również Salą Lustrzaną. Bo prawdziwy teatr, gdy jeszcze z wymogów komercyjnych nie musiał każdej powierzchni wykorzystywać wystawienniczo, miał właśnie takie przestrzenie żyjące w antraktach. Żyjące ludźmi tu przychodzącymi, ale także dzięki temu, że chcieli przebywać w takim anturage’u. Tak więc, kto żyw, w przerwach przedstawień, przybiegał tu podziwiać wnętrze. I jest ono do dziś jednym z dowodów na polskość miasta. Znikła co prawda biało czerwona symbolika dywanów i atłasowych kotar, ale zostały sufitowe i w panneau nachalne już teraz przypomnienia. Bo czołowi lwowscy malarze swymi pędzlami uwiecznili tu klasyczne polskie, narodowe dramaty: Odprawę posłów greckich Jana Kochanowskiego, Barbarę Radziwiłłównę Antoniego Felińskiego. Krakowiaków i Górali Jana Kamińskiego i Wojciecha Bogusławskiego, Karpackich Górali Jana Korzeniowskiego, Halkę Moniuszki, Fircyka w zalotach Franciszka Zabłockiego no i przede wszystkim sceny z BalladynyZemsty. Autorów przez grzeczność nie przypominamy. Całość spoił sufitowy plafon z personifikacjami Poezji, Tańca i Muzyki. I przez długie lata o sali zakazywano mówić. Przecież sama nazwa Lwów była na ścisłym indeksie. W latach osiemdziesiątych, zwiedzając Lwów, zauważyliśmy plakat reklamujący premierę Zaczarowanego Zamku „nieznanego autora”. Okazało się, po bliższym przyjrzeniu, że to Straszny Dwór Moniuszki. Cóż…

Nepotyczne związki współautora z tym miejscem opiszemy w jednej z kolejnych gawęd. Ale teraz zróbmy sobie antrakt na Wieczerzę Wigilijną i Świąteczną Radość, której wszystkim naszym Czytelnikom (i nie tylko) – życzymy.

autor: Ryszard Jan Czarnowski

Oddychając hiszpańskim słońcem

Zupa z różowiutkich, mięsistych krewetek powoli gotowała się na płycie elektrycznej. Zapach owoców morza przenikał całą kuchnię. Podłoga lśniła czystością. Na rozstawionym stole leżał bordowy obrus. Białe talerze przyozdobiła serwetkami koloru długo leżakowanego wina. Po prawej stronie talerzy postawiła kieliszki na długiej, smukłej nodze, przypominającej nogę bociana, przyczajonego do łowów na zielone żaby. Jeszcze raz powtórzyła w myślach menu na dzisiejszy, wigilijny dzień: smażone krewetki, zupa z krewetek, langusty, nadziewane papryczki, na deser quajada. Spojrzała w okno. Lazur nieba jaśniał w jaskrawym słońcu. W ogrodzie sąsiadów dojrzewały cytryny i pąsowiały róże. Otworzyła wejściowe drzwi. Zbiegła na dwór po kilkunastu stopniach. Położyła się na leżaku. Kiedy w jej dalekiej Polsce pojawi się na czarnym niebie pierwsza gwiazda, ona będzie się opalać w gorącym słońcu jak jaszczurka, wylegująca się leniwie na murze starego domu. Ominie ją tylko łamanie się opłatkiem, smakowanie dwunastu potraw, zapach choinki w rogu pokoju, widok prezentów zapakowanych dla każdego, głośne śpiewanie kolęd ze szczęściem w głosie. I Pasterka o północy.

autor: Małgorzata Kupiszewska