Krakowianie odwołali prezydenta z Platformy, więc Donald Tusk wystawia swoją kandydatkę, Monikę Piątkowską. I kampania jeszcze na dobre się nie zaczęła, a już zaczyna się festiwal wyborczych fantazji.
Tym razem na tapetę trafiło krakowskie metro. Tusk nie zgadza się z prognozą, według której jego budowa mogłaby rozpocząć się dopiero w latach 2040-2045. Premier zapewnia, że pieniądze potrzebne do rozpoczęcia procesu inwestycyjnego mogą być dostępne „od ręki”.
Od ręki!
To naprawdę robi wrażenie, szczególnie w państwie z rekordowym deficytem, w którym pieniędzy brakuje na wszystko.A tutaj nagle miliardy na metro mają się znaleźć bez problemu. Z jakiej kieszeni, panie premierze? Z budżetu? Z kolejnej pożyczki? Czy może z własnej?
Jeszcze niedawno słuchaliśmy opowieści o rakietach, kosmosie i wielkich technologicznych projektach., a wcześniej o paliwie za 5,19 zł, kwocie wolnej od podatku 60 tys. ,akademikach za złotówkę.Pamiętacie: jak tylko zostanę premierem… Teraz przyszła kolej na metro. Rakiety, kosmos, metro…. Granice politycznej wyobraźni najwyraźniej nie istnieją.
Tyle że wielkich inwestycji nie buduje się konferencją prasową. Potrzebne są projekty, decyzje, procedury, przetargi i przede wszystkim realne pieniądze.
Krakowianie odwołali jednego prezydenta Platformy, a w zamian dostali kandydatkę i premiera, którzy już zaczynają obiecywać cuda i wygłaszać brednie dla naiwnych.
Może więc zamiast kolejnych opowieści o tym, co będzie „od ręki”, warto najpierw powiedzieć, ile to będzie kosztowało, skąd dokładnie będą pieniądze i kiedy naprawdę ruszy budowa.
Bo na razie wygląda to na kolejne wyborcze oszustwo, ,,sto bajerów dla frajerów”.
(Konkret numer 101). A myślałem, że premier ma tylko problemy logopedyczne. Chyba jednak się myliłem?