W środę są moje urodziny.
Pięćdziesiątetrzecie. Czas leci nieubłaganie. Może powinno się na tę okoliczność zmienić ortograffię i zacząć pisać „trzas”.
Nie wiem dlaczego dobry Ojciec tak długo mnie trzyma na tym łez padole, ale najwyraźniej mam jeszcze coś do zrobienia. Gdy klękam przed nim, a właściwie płożę się, żeby mi odjął tego, i dorzucił tamtego, to On jak zwykle: do roboty byś się wziął.
No więc coś robię. Tu dołek wykopię, tam dołek zasypię. Od czasu do czasu nauczam studentów. Ale nie za bardzo, żeby im się w głowach nie poprzewracało. Jak mi kiedyś. Trzeba wiedzieć ile oleju wlać do silnika, żeby się nie zatarł ani nie zakrztusił.
Ja studentem zostałem w 1994 roku. Chyba niepotrzebnie, ale tak już zostało. W 2011 zrobiłem doktorat, kilka lat później habilitację w ISP PAN, a potem przyszła profesura tytularna. Przyszła, bo sama chciała.
W środę są moje urodziny.
Nawet nie pamiętam kiedy się urodziłem. Z notatek medycznych widnieje 10:20 Szpital Śląski w Cieszynie. Podobno wrzeszczałem na cały pawilon. Życie. Po urodzeniu zacząłem zastanawiać się nad sobą. I czasem dochodziłem do wniosku, że … mnie nie ma. Że jestem nieobecny, choć wielu temu zaprzeczało. Twierdząc, że mnie fizycznie widzieli.
Potem kupowałem czas na loterii zwanej Nieprzeżycie. To była taka nora wydłubana w ziemi w parku miejskim w Cieszynie. Nieopodal kąpieliska miejskiego. Nora była głęboka. Jakieś trzy piętra w dół. Były dwa zejścia. Dla VIP i dla innych. Ja jako profesor korzystałem z tej pierwszej ścieżki.
– No i czego tym razem? – zapytał borsuk stylizowany na człowieka. Zapalając kubańskie cygaro.
– Jak zwykle, kończy mi się licencja,
– Na co?
– Na wszystko, chciałbym jeszcze trochę pożyć.
– Dobrze. Żyj zatem. I wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
P.S. Dajcie proszę 5 zł na ten ośrodek, z którego łaski będą wpływać na Was w obfitości. Tylko 5 zł.
Zostaw komentarz