Jestem na urlopie i średnio chce mi się zanurzać w polskim bagnie, ale jako, że wybuchła kolejna awantura o tzw. symetryzm, powtórzę to, co napisałem już wiele razy. Nie ma otóż w polskiej polityce bardziej załganego słowa niż „symetryzm”, czyli pojęcie wymyślone przez red. Władykę i Janickiego z Polityki. Oto bowiem określeniem, które ma rzekomo oznaczać stawianie znaku równości pomiędzy PiS a PO, lub też usprawiedliwianie podłości PiS błędami PO określani są ludzie, którzy nigdy znaku równości nie stawiali i nigdy podłości PiS błędami PO nie usprawiedliwiali.

Używający tego określenia jak cepa i jako epitetu, posługując się nim, świadomie kłamią. Świadomie kłamią sugerując skryte wspieranie PiS ludziom, którzy są od PiS jak najdalsi, mają zakaz wstępu do mediów „publicznych” i którzy PiS nieraz bardzo ostro krytykują (tyle, że przy okazji nie mdleją z zachwytu na myśl o Donaldzie Tusku i PO, nie hejtują każdej innej niż PO siły opozycyjnej i – o zgrozo – starają się zrozumieć, czemu od 8 lat PiS wygrywa wybory).

Jako dziennikarz staram się być uczciwy. Ta uczciwość, tak jak ją rozumiem, sprowadza się do tego, że zarówno na łamach Onetu, jak i tu na fb. krytykuję PiS, gdy PIS na to zasługuje, ale gdy PiS czasem zrobi coś dobrego, nie piszę, że jest to głupie, złe i podłe. Tak się składa, że PiS znacznie rzadziej robi coś dobrze, niż źle, więc zdecydowanie częściej PiS krytykuję niż chwalę. Ja to nazywam uczciwością. Ćwierćinteligenci z PiS uznają to za dowód tego, że pracuję dla Niemców, Webera czy jakkolwiek te ich tępe wyzwiska teraz brzmią. Żeby było jeszcze zabawniej równie brutalny i chamski hejt spotyka mnie również – dokładnie za to samo – ze strony ćwierćinteligentów ze strony opozycji, którzy uważają, że powinienem pisać, że PiS wszystko i zawsze robi źle, a PO (bo nie w imieniu opozycji, a PO hejterzy działają) zawsze i wszystko robi dobrze.

Najzabawniejsze jest jednak coś innego. Proplatformerscy hejterzy nigdy nie zadają sobie otóż jednego fundamentalnego pytania.

Tego mianowicie, czy to oni, czy może jednak tacy jak ja, są w stanie przekonać dotychczasowych zwolenników PiS, by ci na PiS jednak nie głosowali. Ja wiadomości i maili o tym, że czytający mnie lub słuchający moich podcastów człowiek pod wpływem moich tekstów i podcastów „jednak” na PiS nie zagłosuje dostałem już co najmniej kilkadziesiąt. Nie było to moim celem, bo nie jest – podkreślę w tym miejscu bardzo wyraźnie – zadaniem dziennikarza przekonywanie ludzi do głosowania na żadną partię, ani też zniechęcanie do głosowania na żadną partię. Jako, że zachowałem jednak wiarygodność w oczach rozumnych zwolenników PiS (tu surprise dla fanatyków z PO – wśród zwolenników PiS są też ludzie rozumni), a zarazem PiS, jak już wspomniałem, „częściej krytykowałem niż chwaliłem” to tak, niejako przy okazji, wyszło.

Pytanie ilu dotychczasowych zwolenników PiS zniechęcili do głosowania na PIS ci, którzy PiS krytykują zawsze i wszędzie, a PO chwalą dla odmiany za wszystko i przy każdej okazji, jest pytaniem na które odpowiedź jest chyba oczywista. Mając otóż zerową wiarygodność w oczach każdego, nawet rozumnego, zwolennika PiS nie da się go do niczego nigdy przekonać.

Trzeba mieć doprawdy niski iloraz inteligencji, by tej prostej prawdy nie rozumieć.

To napisawszy udaję się na plażę, a hejterom życzę, żeby ich żółć zalała.

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u).