Wszyscy lubimy się zachwycać „nowoczesnym uzbrojeniem”, bo oczywiście postęp w technice wojskowej ma pierwszorzędne znaczenie.

Ale zarazem – widać już wyraźnie, że owe „nowoczesne środki walki” są tak kosztowne i tak trudne w wytworzeniu/odtworzeniu w odpowiednio wielkiej ilości, że po pewnym czasie trwania wojny przestają mieć znaczenie. Powoli dowiadujemy się, że i Europa i USA wyczerpują swoje zdolności wspierania Ukrainy w tym zakresie.

Oznacza to, że wojna wejdzie w kolejny etap. Jeśli konflikt nie przerodzi się w wojnę jądrową, to naprawdę zacznie przypominać już nie Drugą, ale wręcz Pierwszą Wojnę Światową, w której przewagę osiąga dzięki taczankom, artylerii ciągnionej i liczbie rekruta.

Oznacza to, że pomimo postępu technicznego, w planowaniu wojskowym trzeba zachować jakiś zdrowy balans między inwestycjami w nowe technologie a „baseline” – czyli zdolnościami wytwórczymi sprzętu i amunicji na podstawowym poziomie, które mogą być utrzymane nawet w warunkach trwającej wojny.

Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.