Podziw, zaciekawienie i onieśmielenie. Dziwne doświadczenie skrzepłego, zmaterializowanego czasu. Jak muśnięcie wielkości i wieczności. Bo chodzi nie tylko o kamienie. Ten kolaż emocji miałby inną temperaturę, gdyby nie obecność mnichów.
Benedyktyni pojawili się w Tyńcu jakieś 980 lat temu, a rytuały wciąż trwają: w małym kapitularzu niezmiennie odbywają się czuwania przy trumnach zmarłych braci oraz obłóczyny, czyli uroczyste nałożenie habitu. W tym samym pomieszczeniu zaczyna się i kończy klasztorne życie.
Zaproszenie brzmiało technicznie: Opactwo Benedyktynów w Tyńcu uprzejmie zaprasza na finisaż projektu kluczowego Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa „U progu millenium – 980 lat opactwa w Tyńcu: kompleksowa konserwacja i udostępnienie pozostałości zespołu romańskiego (XI/XII w.) wraz z zabezpieczeniem i ekspozycją późniejszych nawarstwień”.
Wieloletnia imponująca robota konserwatorów, historyków, historyków sztuki i archeologów dobiegła końca. Przynajmniej na tym etapie. W tle prace inżynieryjne, odwodnienia, pełna wymiana instalacji elektrycznej i inne podobne, a niezbędne działania.
Przychodzimy, oglądamy i nie mamy pojęcia, ile trudnych decyzji ludzie ci musieli podjąć. Przyjęto zasadę konserwacji oszczędnej, nie ulegając pokusie estetyzacji. Wydobyte polichromie nie były kolorowane wedle gustów i domniemań, tylko po prostu zabezpieczone takie, jakimi przetrwały wieki. Wybrano poszanowanie historycznej surowości. I to jest znakomite.
Przy okazji potwierdzono wiele hipotez i zaprzeczono innym. Odsłonięto, co odnaleziono z murów pierwszych zabudowań wznoszonych wedle zasad architektury karolińskiej oraz romańskie półkolumny i zdobione kapitele. Bo tynieccy benedyktynie nieustannie coś budowali, albo przebudowywali, albo dobudowywali, albo podnosili z ruin.
A zaczęli od gigantycznych prac ziemnych. Na części wzgórza, tuż ponad 30 metrowymi skałami opadającymi do Wisły, nasypano tony ziemi podnosząc poziom gruntu o 7 metrów.
Dlaczego, skoro wzgórze jest potężne i rozległe?
Nie wiemy.
Ten nasyp widać było już we wcześniejszych badaniach, ale teraz odkryto resztki muru chroniące całość przed osunięciem się. Dodatkowe umocnienia kamienne stabilizujące zbocze powstały dwa wieki potem. Średniowieczni inżynierowie znali się na robocie, bo kościół stoi, jak stał.
Opactwo było sławne i bogate. Zwłaszcza od chwili kiedy Judyta Salicka, wdowa po Władysławie Hermanie, w roku 1105 podarowała benedyktynom Tuchów i ponad 20 wsi, głównie ze swojego wiana. A ponieważ była córką cesarza Henryka III, to wiano było niemałe. Zapewne hojną dotacją chciała sobie przy pomocy benedyktyńskich modłów ułatwić ścieżkę do raju, bo plotkowano, że zdradzała męża z ambitnym wojewodą krakowskim Sieciechem.
Brat Michał Gronowski, benedyktyn i mediewista ze sporym naukowym dorobkiem twierdzi, że teraz stało się oczywiste, że w XII wieku całość zabudowań była kamienna, a nie drewniana, jak przypuszczano wcześniej. A przecież w 1259 Tatarzy opactwo spalili. {Zapewne spłonął dach z drewnianą więźbą oraz wyposażenie] Zaraz potem wzniesiono jednak zamek książęcy z wieżą od strony Wisły. Miał bronić, ale nie obronił. Kolejnej dewastacji klasztor doświadczył w 1306 roku, kiedy wrogowie Władysława Łokietka spalili opactwo ‘za karę i dla przykładu’, ponieważ opat w wielkim sporze o polski tron opowiadał się za Łokietkiem. Nic nowego pod słońcem: tak bywało i dalej się dzieje.
Romańskie zabudowania zostały nadwyrężone wcale nie zębem czasu, tylko pożarami. Zmieniały się też tendencje w architekturze i nastał czas gotyckich katedr. Romańską bazylikę przebudowano w gotyckim guście, częściowo wykorzystując istniejące ściany i fundamenty.
Konsekracja gotyckiego kościoła odbyła się w 1463 roku, kiedy opatem był Maciej Skawinka. Ale ta historia konserwatorska dobiegła końca już kilka lat temu. Teraz konserwatorzy zeszli niżej, do podziemi, żeby odnaleźć i zabezpieczyć najstarsze fragmenty tynieckiego klasztoru.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.









Zostaw komentarz