Mam pełną świadomość zagrożenia wojną na Ukrainie. Nie bagatelizuję go, ale panika nam nie pomoże w jego opanowaniu. I ma rację prezydent Zełenski, Putin chce byśmy się bali bo wtedy łatwiej mu będzie postawić na swoim.
Niestety, w jej sianiu pomagają mu dzisiaj media. Przede wszystkim telewizje tworzące nieustanną atmosferę zagrożenia. Wystarczy włączyć dowolny kanał całodobowej telewizji informacyjnej, czy to polski czy zagraniczny a usłyszymy krzyk bożka Pana wywołujący zaraźliwy strach u widzów.
Nie po raz pierwszy telewizje i dziennikarze są traktowani przez polityków instrumentalnie. Są, mniej lub bardziej świadomymi, żołnierzami w toczącej się wojnie informacyjnej Zachodu z Rosją.
Kontrolowane przecieki z Białego Domu, Pałacu Elizejskiego czy Kremla, których nie da się sprawdzić bo pytani oficjalnie czy to Biden czy Macron, itd. unikają odpowiedzi zasłaniając się tajemnicą wojskową. Niby „dane wywiadowcze”, które nagle wyciekają do prasy przez co już nie są tajne. Rzekomo po to by Putin się przestraszył i zmienił swój agresywny ton.
Podejrzewam, że na gospodarza Kremla to nie działa, bo jeśli już coś postanowi to nie doniesienia medialne będą przesłanką do podjęcia decyzji. Działają za to na miliony ludzi, którzy zaczynają się bać.
Każda też telewizja ma ambicje zapraszania do studia rozmaitych ekspertów, z których każdy gada co mu ślina na język przyniesie. Emerytowanych wojskowych, polityków znających się na wszystkim zacząwszy od zaćmienia słońca, a na uprawie kalafiora skończywszy.
Dziennikarzy, którzy w Rosji ostatni raz byli kilka lat temu, a dziś odcinają od tego kupony i bredzą o tym co myśli lub zrobi Putin. To nieważne, że gdyby wycisnąć ten słowotok, może kilka kropel informacji z niego by pozostało. Liczy się to, że show must goon przekładając się na oglądalność, którą można się pochwalić się w głównym wydaniu flagowego programu informacyjnego.
Oj byłbym zapomniał. Są jeszcze „relacje z frontu”. Ubrany w hełm i kamizelkę kuloodporną dzielny korespondent po raz setny pyta rozmówcę – „co pan czuje?”
Ja się jednak zastanawiam co czuje dziennikarz biorący udział w tym medialnym cyrku, w którym politycy pociągają za sznurki? Czy ma świadomość, że jest często manipulowany, a jeśli tak, dlaczego się temu poddaje? I wreszcie czy zdaje sobie sprawę ze swojej odpowiedzialności za wypowiadane słowa?
Ktoś mi powie, co chcesz, takie dziś mamy media. Stabloidyzowane. Pora było przywyknąć. Jakoś nie mam na to ochoty.
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz