Doprowadzili służbę zdrowia do ruiny. Brakuje lekarzy, pielęgniarek, miejsc na oddziałach i terminów do specjalistów. Pacjenci miesiącami czekają na wizytę, a nierzadko latami na zabieg. Gdy pytają, dlaczego tak jest, słyszą zawsze tę samą odpowiedź: system jest przeciążony.
Tymczasem w warszawskim Szpitalu Południowym wybuchła afera, która dla wielu obywateli stała się symbolem tego, jak naprawdę funkcjonuje państwo pod rządami Tuska. Media ujawniły informacje o specjalnej ścieżce obsługi dla osób z Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin. W centrum sprawy znalazła się między innymi marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska oraz jej mąż. Sama marszałek stanowczo zaprzecza zarzutom i twierdzi, że nie korzystała z żadnych przywilejów, a pobyt jej męża był związany z problemami zdrowotnymi. Ostateczne ustalenia pozostają przedmiotem kontroli i wyjaśnień.
Jednak problem jest znacznie szerszy niż jedno nazwisko.
Równolegle opinię publiczną poruszyła sprawa koordynatora SOR-u Dawida Kacprzyka. Z ujawnionych danych wynikało, że osiągnął dochód przekraczający 1,6 miliona złotych rocznie. Według dostępnych informacji miał przepracować niemal cztery tysiące godzin w ciągu roku. Liczby te wywołały ogromne kontrowersje, a sprawą zainteresowały się instytucje kontrolne. W końcu doszło do zakończenia współpracy ze szpitalem.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie, którego politycy nie lubią.
Jak to możliwe, że słyszymy jednocześnie o braku pieniędzy dla pacjentów, o gigantycznych kolejkach i przeciążonym systemie, a z drugiej strony o VIP-owskich ścieżkach oraz milionowych wynagrodzeniach w publicznej placówce i z publicznych pieniedzy?
Przeciętny Polak nie ma saloniku VIP. Nie ma telefonu do dyrektora szpitala. Nie ma politycznych znajomości. Kiedy źle się poczuje, bierze numerek i czeka. Tak jak wszyscy powinni czekać.
Dlatego ta sprawa wywołuje tak silne emocje. Nie dlatego, że dotyczy konkretnej partii. Nie dlatego, że pojawiły się konkretne nazwiska. Powód jest prostszy. Coraz więcej ludzi odnosi wrażenie, że istnieją dwa światy.
Pierwszy świat to świat obywatela. Kolejki, odwołane wizyty, brak terminów i ciągłe słyszenie, że pieniędzy nie ma.
Drugi świat to świat elit. Świat, w którym drzwi otwierają się szybciej, a problemy rozwiązuje jeden telefon.
W PRL mówiono: „rząd się sam wyżywi”. Patrząc na kolejne afery wokół publicznej ochrony zdrowia, wielu Polaków może dziś dojść do wniosku, że powstała nowa wersja tego powiedzenia:
Rząd się sam wyleczy.
A rachunek za ten system, jak zwykle, zapłacą ci, którzy stoją na końcu kolejki.Czy Polacy nie mają już dość tych afer złodziejskich, pedofilskich, zofilskich,a teraz tych w służbie zdrowia, które nam funduje ekipa Tuska?