Teraz poważnie.
Uważam, chyba inaczej niż większość polskich analityków, że ryzyko użycia przez Rosję taktycznej broni jądrowej na Ukrainie jest wysokie.
Uważam tak dlatego, że – wydaje mi się – potrafię zrozumieć sposób myślenia rosyjskich „siłowików”. Chociaż zgadzam się, że tym, co najbardziej ich powstrzymuje, jest widoczny sceptycyzm Chin wobec rosyjskiej „operacji specjalnej” na Ukrainie, to zarazem nie wydaje mi się, żeby ten sceptycyzm był decydujący.
Decydujące będą wyniki konwencjonalnych działań bojowych po mobilizacji – jeśli te okażą się mizerne a Ukraińcy zaczną osiągać postępy na terenach okupowanych, to Rosjanie mogą użyć broni jądrowej właśnie dlatego, że zachodni analitycy uznali to za wysoce nieprawdopodobne, co sprawia, że zachodnia opinia publiczna jest w ogóle nieprzygotowana do takiego obrotu wydarzeń, podobnie jak rządy państw sojuszniczych i właściwie całe NATO.
Mam na myśli, że nie ma obecnie wydyskutowanego żadnego konsensusu, jak należałoby się zachować wobec użycia przez Rosję broni jądrowej. Na Zachodzie problem ten funkcjonuje na zasadzie kolektywnego niedopowiedzenia, rodzaju tabu, przed którym ostrzega się, lecz nie wskazuje żadnych konkretnych możliwości reakcji.
Co więcej – w administracji amerykańskiej osobą odpowiedzialną za przygotowanie reakcji na ewentualne użycie taktycznej broni jądrowej przez Rosję jest niejaki Colin H. Kahl – obecnie podsekretarz d/s obrony i szef wywiadu Stanów Zjednoczonych (na zdjęciu poniżej).

Kahl, oprócz tego, że był jednym z architektów „dealu nuklearnego” z Iranem, zasłynął już w czasach Obamy twardym stanowiskiem, że jakakolwiek odpowiedź wojsk amerykańskich na użycie na Ukrainie taktycznej broni jądrowej przez Rosję może być jedynie konwencjonalna.
Wśród amerykańskich ekspertów istnieje tu wyraźny deeskalacyjny konsensus, który sprowadza się do zasady: unikać konfrontacji jądrowej, Ukrainę uznać za straconą, wzmocnić wschodnią flankę NATO. Nigdzie jednak, ani w jednym komentarzu, nie znalazłem wyraźnego wskazania, że wzmocnienie to powinno polegać na rozmieszczeniu broni jądrowej w Polsce.
Wydaje się, że administracja Bidena jest skłonna wierzyć, że międzynarodowy ostracyzm, z jakim Rosja spotka się w przypadku użycia broni jądrowej, będzie miał długofalowo skutki wystarczające do osiągnięcia oczekiwanych przez USA celów strategicznych. Pojawia się tu kuriozalne sformułowanie: „muscular diplomatic response”, jako możliwa reakcja kolektywnego Zachodu na taki obrót wydarzeń.
Mówiąc krótko – Zachód po prostu nie jest psychologicznie gotowy do eskalacji i odpowiedź na rosyjską eskalację będzie praktycznie wypracowywana dopiero post-factum. Właśnie to uważam za najbardziej niebezpieczny aspekt obecnej sytuacji, z którego Rosja – taka, jak ja ją rozumiem – może chętnie zrobić użytek.
Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.
Zostaw komentarz