Odnoszę wrażenie, że mamy – jako cywilizacja – pewien głębszy problem z samouświadomieniem sobie zachodzących w naszej kulturze procesów.

Gdybym mógł sobie pozwolić na krótki komentarz – obserwowany przez establiszment z przerażeniem „zwrot populistyczny” nie jest wcale zwrotem ku autokracji, ale jest swego rodzaju protestem kultury, która odeszła od wcześniejszej koncepcji Logosu, wobec uznawanej za uzurpację kolejnej wersji Logosu.

Jeszcze niedawno nie potrafiłem tego zrozumieć, ale dziś uważam, że to, co rozumiane jest przez elity jako „liberalna demokracja” jest strukturalnym odpowiednikiem średniowiecznego „Świata Chrześcijańskiego” (Christendom). Czyli rodzajem wspólnoty wartości i sensu, poruszającej się w niekwestionowanych ramach konsensusu wokół kluczowych kategorii egzystencji.

Tak, jak instytucje papiestwa i Świętego Magisterium były w Średniowieczu odpowiedzialne za ustalanie dogmatycznych ram kultury, tak w ramach liberalnej demokracji funkcję tę mają pełnić najwyższe instytucje sądownicze. Władza cesarska ma zaś współczesny odpowiednik w coraz bardziej wyalienowanych instytucjach supranarodowych – coraz mniej zależnych od elektoratu a za to pozostających w coraz silniejszym związku dialektycznym ze wspomnianą wcześniej władzą sądowniczą.

Jednym słowem – instytucje liberalne przeszły w ostatnich dekadach z fazy „wczesnochrześcijańskiej” do fazy „skonsolidowanej władzy Kościoła” i wymagają absolutnego podporządkowania się pod groźbą klątwy wobec herezji.

Doktryna prawnoczłowiecza uzyskała zarazem status Nowego Logosu – najwyższej zasady porządkującej. Władne jej „właściwej” interpretacji jest zaś jedynie Nowe Magisterium, czyli Sądy Prawnoczłowiecze, których sędziowie stanowią nową kastę kapłańską – jedyną uprawnioną do decydowania co dopuszczalne i co niedopuszczalne w kulturze. Supranarodowa egzekutywa powiększa swoją władzę i sprawczość poprzez zapośredniczenie – domagając się od podmiotów narodowych (dawniej królestw) podporządkowania, które konstytuuje ją jako najwyższego wykonawcę owego prawnoczłowieczego imperatywu.

Obserwowana „rewolucja konserwatywna” czy też „zryw populistyczny” jest zaś wyrazem oporu przed tą konsolidacją władzy, strukturalnie podobną do sytuacji w okresie Wielkiego Bezkrólewia.

Czytaj więcej.

Fot. Pixabay.com

Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.