Opisywany przeze mnie we wcześniejszym artykule spór o edukację włączającą nadal trwa i potrzebny jest kolejny głos także mój, albowiem wymienione w tytule środowisko społeczne chcąc dobrze dla Polski niestety popełnia pewne błędy w rozumowaniu i podejściu do tej kwestii, a są to na tyle poważne nieścisłości, że wymagają one wypunktowania w kontekście związanym z moją niepełnosprawnością, choć nie tylko.
Nadal widać wskazywane poprzednio błędy w tej dyskusji, głównie mieszanie wszystkich niepełnosprawności to wrzucanie do jednego wora.
Z jednej strony sygnatariusze wskazują na ten właśnie zabieg stosowany w dokumentach eurokołchozu, ale z drugiej sami też posługują się takim samym sposobem argumentacji przeciw edukacji włączającej.
Dla tych, co się jeszcze nie zapoznali wyjaśnienie na Ruch Ochrony Szkoły składają się sygnatariusze zarówno osoby fizyczne, jak i określone organizacje, a jedną z nich jest właśnie Towarzystwo Wiedzy Społecznej w Toruniu.
Jak wspomniałem w jeszcze wcześniejszych artykułach sam nie mam doświadczeń z systemem w pełni zwykłym, bo moje szkoły masowe, to w wypadku podstawówki i gimnazjum klasa integracyjna, a w wypadku liceum nauczanie indywidualne przez 2 lata, ale miałem też 2 krótkie, bo roczne epizody w dwóch ośrodkach dla niewidomych w jednym w I klasie podstawówki w Bydgoszczy jako dojeżdżający i drugi w Łodzi mieszkając w internacie, choć nie była to droga pierwotna.
Sygnatariusze niestety popełniają też błąd polegający na rozpowszechnianiu bardzo mocno niedokładnego obrazu szkolnictwa specjalnego żyjąc w przeświadczeniu, jakoby w szkołach specjalnych różni niepełnosprawni uczniowie zawsze mieli właściwą opiekę, edukację, socjalizację i szeroko pojęte właściwe warunki.
Aby to rozłożyć na czynniki pierwsze na początek uwaga ogólnej natury, mianowicie by tak rzec szkoły specjalne mają nie jedno imię i wszystko, co się z tym wiąże jest zależne od tego, o jaki dokładnie typ tego szkolnictwa chodzi, czyli dla jakiej niepełnosprawności.
Nim poruszę wątki związane z ośrodkami dla niewidomych najpierw przykład porównawczy.
Jak kiedyś pisałem w ramach Sekcji Do Spraw Studentów Niepełnosprawnych UMK studenci, jak i pełnosprawny zespół tworzyliśmy całkiem dobrze zgrane grono pewnego razu ja i grupa niepełnosprawnych znajomych rozmawialiśmy o różnościach było to chyba w drodze na basen transportem z uczelni i tak jakoś wyszło, że koleżanka powiedziała nam, gdzie się uczyła całą edukację szkolną jest ona absolwentką Helenowa, czyli placówki Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, gdzie uczą się osoby z niepełnosprawnością ruchową część osób na naszych łamach z racji wykształcenia zapewne wie, co to za miejsce.
Koleżanka mówiła nam, że owszem była to nauka poza domem do domu miała jakieś 100 km, ale miejsce to prawidłowo rozwinęło ją pod każdym względem, spotkało ją tam dobro od ludzi i nie wyniosła z tamtąd niczego złego, a rodzice należycie się nią interesowali i zabierali ją zresztą co weekend, więc wyrażała się o tym wszystkim pozytywnie.
Bardzo możliwe, że mieszkając na wsi rodzice mogli w tamtych czasach nie być w stanie zapewnić jej wszystkiego.
To wszystko niestety nijak miało się i może nadal ma do szkół dla niewidomych, bo czy to nawet na podstawie moich krótkich epizodów, czy bardziej na poznanych na różne sposoby przykładach wielu niewidomych, a nawet pewnej osoby niedowidzącej wiele udało mi się dowiedzieć.
Kolejna sprawa ogólnej natury szkoły specjalne dla niepełnosprawnych intelektualnie są w wielu miastach średnich i mniejszych też, ale nie jest tak w wypadku niewidomych.
Nawet na stronie ruchu w komentarzach praktyków jest w części drugiej jeden komentarz, który w istocie o tym mówi, choć nie wiem, jaką niepełnosprawność ma akurat syn tej osoby komentującej.
Ten komentarz mówi właśnie o traumie dla dziecka i rodziny oraz o tym, że w szkołach specjalnych niestety nie wszyscy są właściwymi osobami do takiej pracy.
Dość mocno kolportowane są opowieści z ośrodków dla niewidomych, że dzieci trafiają ze szkolnictwa masowego i nic nie potrafią.
Nie wiem, ile faktycznie może być takich przypadków jaki może być ich procent w obecnych czasach to mogą być niestety często opowieści dziwnej treści i warto powiedzieć, skąd się to bierze.
Nawet kiedy w Polsce powstawały klasy integracyjne, czy też dziś w tym kontekście, a nie tylko w odniesieniu do systemu włączającego takie głosy zawsze się pojawiały.
Wynika to choćby z trudnych relacji w środowisku osób z dysfunkcją wzroku.
Są przyczyny pozanaukowe tego, że niewidomi decydują się na ośrodek i tak było u mnie w wypadku drugiego epizodu, bo w pierwszym przypadku po prostu nie było innej opcji, a klasa integracyjna ruszyła dopiero rok później do przedszkola także dojeżdżałem do Bydgoszczy, ale to była placówka nie związana z ośrodkiem.
W Toruniu przedszkole integracyjne powstało akurat, gdy ja już zakończyłem ten etap, więc tam chodzili już młodsi.
Tu krótko nawiążę do początku mojej szkolnej drogi wśród widzących, otóż u mnie właśnie po Bydgoszczy były nieprawidłowości w zachowaniu w postaci blindyzmów, ale zostało to we właściwy sposób rozwiązane dzięki prawidłowej pracy nauczycielek.
Dlaczego na początku zaznaczyłem, że drugi ośrodkowy epizod nie był pierwotnie planowaną koncepcją.
Miało być inaczej, gdyż pierwotnie miałem być i współtworzyć pierwszą klasę integracyjną dla osób z moją niepełnosprawnością w jednym z liceów w mieście owa klasa ruszyła bez mojego udziału i system ten jest nadal kontynuowany, ale nie wiem, czy w tamtejszych klasach integracyjnych kiedykolwiek byli, bądź współcześnie są jacyś całkowicie niewidomi, bo niedowidzący właśnie tak.
To rozwiązanie nie okazało się prawidłowe i po roku wróciłem najpierw próbując dostać się do tego liceum integracyjnego, gdzie planowo miałem iść, ale ostatecznie mnie tam nie przyjęto i musiałem znaleźć sobie szkołę do nauczania indywidualnego i tym miejscem stał się już były ogólniak blisko mnie to było w 2003 r.
Obie szkoły toruńskie różniły się nie ma prostego porównania tych etapów, bo to zupełnie inne konteksty, choćby to, że to było liceum, więc aktywność rodzica jest wtedy inna i tak mama nie znała większości moich nauczycieli, bo ja ich sam przyjmowałem miała jedynie kontakt głównie z tymi od przedmiotów maturalnych, ale współcześnie nie pamięta nikogo z wyglądu.
Głównym błędem większości tego grona pedagogicznego było bezrefleksyjne obiecywanie mi kontaktu z rówieśnikami czy z osobami z klas o rok niżej, bo to nie mogło się udać i się nie udało, a dodatkowo zrodziło to szereg różnych skutków w postaci wielu złych emocji po prostu powinni byli sobie to odpuścić i skupić się wyłącznie na przygotowaniu mnie do matury i ja też na tym gruncie szkolnym stawiałbym tylko na to, czyli tak, jak pisałem rok temu w artykule o polskiej szkole i niewidomych w tym wypadku należało postawić na podejście zadaniowe.
Przygotowanie oczywiście się dokonało i zgodnie z planem z sukcesem zdałem maturę.
Ja od zawsze byłem dobry z geografii był to jeden z moich ulubionych przedmiotów, w związku z tym wybrałem go na maturze.
Odnosząc się do mojego młodszego znajomego i jego najbliższych nie wiem, skąd był u nich ten wybór systemu włączającego w tym jednym z lepszych ogólniaków, a nie to liceum integracyjne, w każdym razie tam wyszło to wszystkim na dobre, ale on ma obecnie 23 lata, więc należy brać poprawkę na różne kwestie, czyli to nie było w istocie tak dawno temu.
Oni nie są rodziną lewacką, lecz mocniej ode mnie wspierają PiS, zwłaszcza on.
Kolejny przykład już nie mój dotyczy moich niestety byłych już najbliższych znajomych, czyli koleżanki z roku i jej rodziny byłych dlatego, że 6 lat temu koleżanka nagle zerwała kontakt bez wyjaśnień, choć na pewno nasze drogi się nie rozeszły nie w tym była rzecz.
Koleżanka ma niedowidzącą siostrę młodszą od niej i ode mnie o 10 lat, która ma tak naprawdę niepełnosprawność sprzężoną, dlatego tak długo aż do liceum jako rodzina mieli problemy w szkołach z uwagi na brak akceptacji rówieśników i niestety też nieprzychylność w gronie pedagogicznym.
Obecnie zapewne też, w każdym razie koleżanka i jej rodzice zawsze jednoznacznie popierali PiS.
Skutkiem tej sytuacji szkolnej było to, że w ostatniej klasie podstawówki koleżanki siostra znalazła się właśnie w ośrodku w Bydgoszczy, gdzie była przez rok było to w latach 2008/2009.
Mieli oni bardzo poważne zastrzeżenia chyba bardziej do internatu, niż do samej szkoły i złożyli skargę do kuratorium i tak zresztą zabrali dziecko, jak też drugie półrocze była osobą dojeżdżającą koleżanka ją woziła, bo jeszcze była w ich domu rodzinnym i była drugą osobą po ojcu mającą prawo jazdy dobrze, że rodzice mieli auto, zwłaszcza, że oni nie są z samego Torunia, lecz z gminy ościennej, a ojciec w tygodniu był w rozjazdach, bo miał taką pracę, bo gdyby koleżanka już wtedy z nimi nie mieszkała nie byłoby to logistycznie wykonalne mimo posiadania samochodu, bowiem ich mama nie ma prawa jazdy.
Potem mieli kolejne perypetie na miejscu i sytuacja uległa uzdrowieniu dopiero później, ale wymagało to wizyty rodziców u wiceprezydenta miasta.
Chodziło o to, że koleżanki siostra miała wskazanie do nauczania indywidualnego, lecz po złości nie chciano jej przyjąć w wielu miejscach udało się to w tym moim niedoszłym liceum integracyjnym zajęcia miała na terenie szkoły, a nie w domu.
Częstym zjawiskiem w szkołach dla niewidomych jest, a na pewno było to, że często rodzice w ogóle nie interesują się, co naprawdę się tam dzieje, jak już wywiozą tam dziecko i koleżanka też wiele o tym mówiła i sam też się z tym zetknąłem.
U sygnatariuszy ruchu widać pewną co najmniej niekonsekwencję, gdyż z jednej strony słusznie tyle mówią o wolności wyboru i część podmiotów ma nawet w nazwie słowo wolność, ale w tym temacie też mówią, ale jednocześnie jedni podświadomie, inni wprost sugerują rodzicom rozwiązanie w postaci szkoły specjalnej.
Dodatkowo zauważyłem nieprecyzyjne używanie pojęć przez osoby z innym wykształceniem, niż pedagogiczne, co może wprowadzać w błąd.
Nie ma bowiem w Polsce oddziałów, czy trybów specjalnych w szkolnictwie masowym są klasy integracyjne, nauczanie indywidualne, ewentualnie rewalidacja, ale podstawa programowa jest dla uczniów niepełnosprawnych taka sama.
Można mieć jeszcze nauczany indywidualnie dany przedmiot, co u niewidomych sprawdza się w przedmiotach ścisłych i być ocenianym przez tego nauczyciela, który to realizuje, a nie uczącego w klasie.
Pan Bartosz Kopczyński prezes Towarzystwa Wiedzy Społecznej jest akurat z wykształcenia prawnikiem, więc zapoznając się z aktami tego dotyczącymi mógł dokonać wykładni rozszerzającej, dlatego wyciąga daleko idące wnioski pytanie, czy nie zbyt daleko inna sprawa, że w treści tych dokumentów jak to często bywa z unijnymi jest wiele tego lewackiego bełkotu i sformułowań, które mogą budzić i faktycznie budzą zagrożenie.
Warto odnieść się do pewnej obawy wyrażanej przez sygnatariuszy, że taki model edukacji włączającej będzie oznaczał nadmierne wchodzenie przez nauczycieli z butami w życie prywatne ucznia niepełnosprawnego i jego rodziny.
Niezależnie od tego sporu trzeba zastanowić się, jaka jest granica między pomocą uczniowi niepełnosprawnemu i jego rodzinie, a właśnie wchodzeniem z butami w czyjeś życie.
Bez wątpienia należy przyglądać się różnym rozwiązaniom w zakresie omawianej materii mając na względzie spektrum różnych zagadnień.
Wiadomo, że kiedyś były inne sytuacje i problemy, dziś inne pewne akcenty rozłożone były inaczej kiedyś, inaczej dziś, bo choćby inna jest dziś młodzież.
O tym, że współcześnie w szkołach masowych często w jednej klasie mieszają się różne niepełnosprawności, co rodzi problemy mówi wielu, nie tylko sygnatariusze, a za moich czasów jeszcze aż tak nie było.
W prawidłowym modelu edukacji włączającej powinien być jeden niepełnosprawny uczeń w danej klasie tak było właśnie u mojego znajomego, a w jego przypadku pomoc nauczyciela wspomagającego dotyczyła tylko przedmiotów ścisłych.
Integracja i inkluzja nie muszą być złe, ale trzeba to robić we właściwy sposób, czyli w takich przypadkach, gdzie to faktycznie jest możliwe i realnie może się udać.
Aby to osiągnąć musimy mieć własny polski model inkluzji, a nie opierać się na modelu unijno-globalistycznym.
Zostaw komentarz