Poranieni dni chaosem
z resztek marzeń śnimy cienie
Pogodzeni z własnym losem
przemijamy w zapomnienie…
Na niewielkim skrawku nieba
gdzie wylękłych gwiazd czuwanie
Szczęść naparstek, okruch chleba,
ciche serca zapytanie…
Czy jest miłość? Ta prawdziwa?
W jakiej jawi się postaci?
Czy jej nigdy nie ubywa?
I czym taka się bogaci?
Łzami szczęścia w pereł sznurze?
Bezsennymi księżycami?
A jeżeli nie istnieje?
Co się wietrze stanie z nami?
Czy potargasz moje włosy?
Czy przez uchylone okno
wpadniesz do mnie po północy
zamiast sam na deszczu moknąć?
Czy się nasze usta splotą
wśród traw dzikich, które trącasz
I co z tą jesienną słotą?
Gdy zabraknie w oczach słońca…
Poranieni dni chaosem
Za nadzieję i za miłość
pijmy wietrze razem z losem
by ich nigdy nie ubyło…
fot. Andrzej Kaletyn
Zostaw komentarz