A co byłoby, gdyby SKOZK-u nie było? Są dwa scenariusze; nie z wyobraźni, tylko z obserwacji. W pierwszym bezradni krakowianie byliby świadkami postępującej dewastacji. Tak działo się przez 4 powojenne dekady. W drugim gorączka bogacenia się niszczy wszystko, co nie niesie szybkiego zysku. Widzieliśmy jak niszczejące zabytkowe wille lub murszejące kamienice doprowadzano do ruiny, by uzyskać teren na deweloperkę.
Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa oczywiście nie jest panaceum na wszystkie problemy. Niemniej przez lata przekonywał, że renowacja historycznej architektury nie jest jałmużną rzucaną martwym przodkom, tylko inwestycją w teraźniejszość.
Zaczęło się od wpisu na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Był rok 1978. Powstała pierwsza taka lista, a historyczne centrum Krakowa znalazło się wśród 12 obiektów z całego świata. Duma i… zażenowanie. Z jednej strony prestiż, z drugiej liszaje odpadających tynków, zagrzybione piwnice i ściany, gnijące mury, rozpadające się okna i bramy. Obraz nędzy i rozpaczy.
Trwał PRL i ani samorządy, ani pojedynczy ludzie, nie mieli instrumentów pozwalających efektywnie dbać o zabytki. Mam w oczach obraz stareńkiej pani Pelagii Potockiej każdego ranka odśnieżającej wielką drewnianą łopatą chodnik przed należącym do jej rodziny pałacem w Rynku. Był to najczyściejszy chodnik w okolicy. Ona sama mieszkała na zapleczu, bo w apartamentach umościło się Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.
Po decyzji UNESCO władze nie mogły dłużej ignorować rzeczywistości. Powołano Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa. Istnieje do dzisiaj. I stale doskonali metodę działania. Wypracowany know-how warto byłoby przenieść na szersze pole. Tym bardziej, że na ratowanie zabytków należących do samorządów przeznaczono teraz 2,5 miliarda złotych. To znacznie więcej, niż wszystko, czym SKOZK dysponował zbiorczo przez 45 lat. Jednak same wielkie pieniądze nie wystarczą, bo potrzebne są też wiedza i doświadczenie.
Oraz wrażliwość ludzi. Jak w sprawie Kossakówki, kiedy doszło w Krakowie do wielkiego sporu. O przyszłym przeznaczeniu zrujnowanej, a dziś remontowanej willi, zażarcie dyskutowali profesorowie i ekspedientki, znawcy literatury i sąsiedzi, przewodnicy po Krakowie i muzealnicy. Takie pospolite ruszenie jest dla dziedzictwa najlepszą ochroną.
Ogromne emocje wzbudzała też trwająca aż 6 lat konserwacja Ołtarza Wita Stwosza. Cierpliwość opłaciła się. Rezultat został uhonorowany Nagrodą Europa Nostra 2023, czyli takim europejskim Oskarem w materii dziedzictwa. Teraz możemy jeszcze zdobyć nagrodę publiczności Europa Nostra. Jednak do tego, trzeba sporo głosów. Więc głosujmy! Wystarczy wejść na stronę – vote.europanostra.org i oddać głos na 3 projekty, które nas do siebie przekonają. Ważne by Ołtarz Mariacki umieścić na pierwszym miejscu. Musimy podać imię i nazwisko oraz adres mailowy. Jeszcze tylko akceptujemy regulamin i klikamy „Send your vote”. Po chwili otrzymamy mail, który też wymaga kliknięcia, ponieważ oznacza potwierdzenie głosu. Proste i szybkie, a jeśli się uda nagroda sfinansuje oświetlenie odnowionego ołtarza.
Fot. Ulica Kanonicza – lata 70.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, publikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz