W rocznicę bitwy warszawskiej z 1920 roku przyszło mi do głowy, że to ciekawy zbieg okoliczności, że spośród The eighteenth decisive battle of the world, jakie wyliczył Edgar Vincent, 1st Viscount D’Abernon w 1931 r., a właściwie to 15 pierwszych wyliczył już Edward Shepherd Creasy w 1851 r., aż dwie miały miejsce 15 sierpnia. Przy czym bitwa warszawska tylko umownie wiązana jest z tą datą, bolszewicy dowodzeni przez potomka polskiej szlachty ze Smoleńszczyzny Michała Tuchaczewskiego podeszli pod Warszawę już 13 sierpnia, 14 sierpnia zaatakowała, może i bez większych sukcesów, ale zaatakowała armia Władysława Sikorskiego, a Stanisław Stroński zapowiedział w artykule prasowym, że liczymy na cud, a sam cud miał miejsce 16 sierpnia, gdy wyszło uderzenie znad Wieprza armii Józefa Piłsudskiego, czego jakimś cudem bolszewicy nie przewidzieli. 15 sierpnia trwały zażarte walki i odbito Radzymin, zajęto Ciechanów i sztab bolszewicki z radiostacją. Działo się, ale wówczas codziennie się coś działo, a rozstrzygające wydarzenia były koło 15 sierpnia. O tyle ta druga z decydujących o losach świata bitew zaczęła się 15 sierpnia i skończyła 15 sierpnia. Rok później.
Gdy jednak popatrzyłem na listę z tymi 18 decydującymi bitwami, zauważyłem, że tej najważniejszej bitwy z VIII stulecia w ogóle nie ma w spisie. Widnieje za to zwycięstwo z 732 r. pod Poitiers albo Tours, odniesione przez majordomusa królestwa Franków Karola Młota i księcia Akwitanii Odona nad namiestnikiem al-Andalus Abd ar-Rahmanem, wracającym z nocnej wycieczki po centralnej Galii. No nie ma co zaprzeczać, że Frankowie dobrze się sprawili w tej bitwie, książę Odon rozbił muzułmanów na swoim skrzydle, a Karol zajął porzucone przez nich tabory i uczynił wszystko, żeby nie dogonić pierzchających Arabów, bo totalna klęska muzułmanów wzmocniłaby pozycję księcia Odona w królestwie, a tego Karol bardzo nie chciał. Bitwa pod Poitiers jest ważna, tak jak ważne są wiktorie pod Hodowem, Pererytą czy Podhajcami, jednak bitwą, która zmieniła losy świata w XVII wieku była bez wątpienia wiktoria wiedeńska z 1683 r. Nota bene anglosascy historycy nie uważają wiktorii cesarza Lepolda i króla Jana za nic istotnego dla dziejów świata, w odróżnieniu od takiego Blenheim 1704. Hmmm….
W VIII wieku miało miejsce wydarzenie analogiczne do oblężenia Wiednia w 1683 r., podówczas stolicy cesarstwa rzymskiego. 15 sierpnia 717 r. rozpoczęło się bowiem oblężenie Konstantynopola, stolicy cesarstwa rzymskiego od IV po XV wiek, przez armię i flotę arabską, dowodzoną przez Maslamę ibn Abd al-Malika, brata umajjadzkich kalifów Sulajmana i Umara II. Armia arabska przeprawiła się przez Dardanele i rozpoczęła blokadę lądową Miasta i od trackiej europejskiej strony, i od azjatyckiej. W sumie pod Miastem stanęło 120.000 żołnierzy arabskich Aby blokada była kompletna potrzeba było jeszcze użyć floty, a ta liczyła sobie 1800 okrętów. Co prawda część z nich obsadzona koptyjskimi załogami zdezerterowała do Rzymian, pozostałych i tak było dość, żeby zablokować Miasto na dokładnie jeden rok. Dopiero bowiem 15 sierpnia 718 na rozkaz kalifa Maslama zwinął oblężenie i rozpoczął się odwrót pokonanych Arabów. Pokonanych przez cesarza rzymskiego Leona III Izauryjskiego i jego sojusznika chana bułgarskiego Terwela, zarazem cezara rzymskiego od 705 r. Był to pierwszy nie-obywatel rzymski, który został cezarem, czyli zgodnie z zasadą tetrarchii wprowadzoną przez Dioklecjana, został monarchą niższej rangi przy monarsze wyższej rangi, auguście, w greckojęzycznych realiach VIII wieku kajsarem (carem) przy wasilefsie (cesarzu). Monarchą juniorem, niższej rangi ale z opcją awansu do rangi wyższej, najwyższej, seniora, w przypadku tegoż abdykacji, usunięcia, śmierci czy decyzji o podzieleniu się władzą i odpowiedzialnością za państwo.
Chan Terwel mimo że został cezarem już 12 lat wcześniej i choć zmieniło się w międzyczasie kilku cesarzy seniorów, a sam nie został awansowany, postanowił jednak pomóc Rzymianom. Co prawda sam był cezarem Rzymian i do tego chrześcijaninem, podobnie jak jego dziadek Kubrat, ale nie jak ojciec Asparuch, wyznawca tradycyjnej religii ludów stepowych, ale w swej polityce dbał przede wszystkim o rację stanu klanu Dulo i podległych mu Bułgarów. Teraz 40-tysięczna armia bułgarska zaczęła gromić Arabów, którzy, aby kontynuować oblężenie Miasta od strony europejskiej, musieli skryć się za podwójnym systemem umocnień polowych, wewnętrznym chroniącym od wypadów ze strony obleganych, oraz zewnętrznym chroniącym przed krążącymi po okolicy Bułgarami. Jeśli dodamy do tego, że w zimie śnieg pokrywał okolice Miasta przez 100 dni, nieszczęściom oblegających Arabów nie było końca. I tak jak zamknęli blokadę oblężonej stolicy Rzymian 15 sierpnia, taką datę przynajmniej podaje Teofanes Wyznawca, relacjonujący te wydarzenia, krytyczni współcześni historycy uważają, że już 15 lipca Miasto było całkowicie odcięte, tak też dokładnie po roku 15 sierpnia zaczęli Arabowie odwrót.
I nigdy już więcej Arabowie nie pojawili się pod murami Konstantynopola, choć wcześniej bywali pod nimi często w 654, 669, 674-678 r.. I dopiero w 1391 r., po 673 latach następni muzułmanie, tym razem Turcy osmańscy, podjęli próbę zdobycia Miasta. Gdyby w 717/718 r. cesarz Leon i chan Terwel nie obronili Konstantynopola, nic nie stałoby już na przeszkodzie kalifom umajjadzkim w podboju pozostałych niepodbitych jeszcze ziem cesarstwa rzymskiego, a więc Italii, Galii i Brytanii.
Może więc i dzielni Frankowie pokonali namiestnika kalifatu z Hiszpanii, miało to jednak znaczenie podobne jak rozbicie czambułu tatarskiego na Dzikich Polach. Prawdziwy teatr wojny Rzymu, czyli Zachodu, Europy z kalifatem, czyli Wschodem, Azją był pod murami Konstantynopola. I wiedział o tym cały ówczesny świat, którego znaczna część połączona była antymuzułmańskim sojuszem i która próbowała jakość koordynować działania od Hiszpanii po Chiny dynastii Tang., od Nubii po Chazarię. Już jesienią 718 r. wieści o klęsce Arabów dotarły wraz z rzymskimi posłami do Kabulu, gdzie miejscowy władca, noszący tytuł turkszachi, wyznający buddyzm, o imieniu Chorasan Tegin, nadał swemu synowi i następcy tytuł czy może imię Fromo Kesaro czyli Cezar Rzymu. Nie znamy okoliczności tej decyzji, czy wojujący z Arabami władca Kabulistanu, chciał by jego syn był drugim Leonem czy drugim Terwelem. Na wiosnę 719 r. poselstwo z wiadomością o klęsce Arabów dotarło do Chang’anu na dwór cesarza dynastii Tang, protektora środkowoazjatyckich tureckich i irańskich władców opierających się islamizacji. A ci rozpoczęli powstanie przeciw Arabom i w 719 r. Sogdyjczycy i tureccy Turgesze wypędzili namiestnika kalifa z Samarkandy.
A w Hiszpanii w 718 lub 719 r. gocki wielmoża Pelagiusz, syn księcia Galicji Fafili, zbuntował się przeciw Arabom w Asturii, pokonał ich pod Covadonga i rozpoczął w ten sposób reconquistę. Gdyby cesarz Leon i chan Terwel nie dali rady obronić Konstantynopola, Pelagiusz zapewne posłuchałby swojego biskupa Oppy i kornie zgiął kark przed arabskim namiestnikiem.
Tak że zapamiętajmy datę 15 sierpnia. To symboliczna data uratowania Europy po raz pierwszy. Przez cesarza rzymskiego Leona i cezara rzymskiego Terwela. Porównywalna tylko do daty 12 września 1683 r. Obu tych dat w ogóle nie dostrzegają anglosascy historycy zachwyceni daniem łupnia Ludwikowi XIV pod Blenheim. Ktoś w ogóle słyszał o tym Blenheim? Ze zwykłych ludzi, a nie fascynatów wojny o sukcesję hiszpańską.
Dlaczego zapomnieliśmy zatem o cesarzu Leonie i chanie Terwelu? Proste, ten drugi to przecież Bułgar, jak miałaby coś historia ludzkości zawdzięczać Bułgarowi. A cesarz Leon panował długo, skutecznie opierał się Arabom, nie dopuszczając ich w pobliże stolicy. I myślał. Myślał, czemu ci muzułmanie tak wygrywali w przeszłości, a Rzymianie przegrywali. I doszedł do wniosku, że Rzymianie obrażali Boga łamiąc II przykazanie – „Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył. Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą; a czyniący miłosierdzie tysiącom tych, którzy mię miłują i strzegą przykazań moich.” I chociaż religia Arabów jest nieprawdziwa, to jednak są milsi Bogu, bo nie czczą obrazów-ikon. I kiedy kalif Jazyd II, kolejny brat nieszczęsnego wodza Maslamy, w 721 r. przypomniał swoim poddanym chrześcijańskim, że może i są ludem księgi, ale nie ludem obrazów i bałwanów, i mają wyznawać swoją religię bez tego, cesarz Leon, obawiając się, że Bóg popatrzy znów przychylniej na muzułmanów i dobra passa Rzymian się skończy, sam w latach 726-729 wydał szereg edyktów nakazujących zniszczenie obrazów. Rozpętało to istne pandemionium w świecie rzymskim. W Grecji wybuchło powstanie, które flota cesarska spacyfikowała, patriarcha Konstantynopola Germanos zrezygnował i został zastąpiony przez karierowicza Anastazjusza. Papież i cały łaciński Zachód uznał, że Leon oszalał, Italia stała się ostoją miłośników ikon, a cesarski namiestnik z Rawenny, wolał żyć w zgodzie z miejscowymi, niż z cesarzem po drugiej stronie morza. Zbawca państwa Rzymian sprowadził na swoje własne państwo zamęt bez precedensu.
Po niemal 150 latach sporów czciciele ikon wzięli górę w Kościele powszechnym, a ikonoklaści przycichli aż do czasów Lutra. A chan Terwel jest dziś świętym w Kościele bułgarskim, cesarz Leon nie ma na to żadnych szans, choć uratował Europę, Zachód, chrześcijaństwo.

Autor: prof. Gościwit Malinowski
Profesor w Instytucie Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych Uniwersytetu Wrocławskiego; więcej na blogu:
http://hellenopolonica.blogspot.com oraz na stronie:
https://wroc.academia.edu/GosciwitMalinowski
Zostaw komentarz