Dynamika sytuacji bieżącej w obszarze relacji polsko – ukraińskich jest tak wielka, że przykrywa możliwość podejmowania próby racjonalnego rozmawiania o nowej PPW. Pokazuje to jednak wyraźnie, o jak istotnych kwestiach musimy dzisiaj mówić. Zwłaszcza w sytuacji, gdy potencjalny partner tej polityki, STRACIŁ WSZELKIE CECHY OBLICZALNOŚCI.
Tak – trzeba to sobie wyraźnie powiedzieć, że Ukraina pod przywództwem Zełenskiego i jego banderowskiego otoczenia ze Szmychalem i Sybichą na czele, podjęła samobójcze działania. Nie jest to pierwszy wypadek w historii starań tego narodu o utrwalenie niepodległego i samodzielnego bytu. Ukraińcy (a raczej protoUkraińcy) podejmowali takie właśnie działania wiążąc swoje losy w XVII i XVIII wieku z Moskwą, czego skutkiem stało się sprowadzenie ich do pozycji prawnej i ekonomicznej radykalnie gorszej niż mieli to w Rzeczpospolitej. W XIX wieku postawili na niemieckich Habsburgów, dla których jedynym celem tej operacji, było osłabianie żywiołu polskiego na obszarze Małopolski Wschodniej. Mimo tych doświadczeń, Ukraińcy dokonali podobnego wyboru w latach I Wojny Światowej, kiedy zawierzyli całkowicie swoje losy niemieckiemu patronatowi. Skutki tego są znane – Ukraina sowiecka. W czasach II wojny światowej (i przed nią) powiązali się jeszcze bardziej z Niemcami, wzorując się bezmyślnie i całkowicie bezkrytycznie na ludobójczych „osiągnięciach” swoich patronów. W efekcie nastąpił powrót pod but Moskwy.
Wydawało się, że Naród i jego elita, powinni wyciągać jakieś lekcje z historii. Takie były nadzieje po stronie polskiej, kiedy wskutek inwazji rosyjskiej w 2022 roku miały miejsce bezprecedensowe historycznie próby zrozumienia wspólnoty interesów po stronie ukraińskiej. Po raz pierwszy od XVII wieku myślenie Ukraińców nie było zorientowane PRZECIW POLSCE JAKO GŁÓWNEMU WROGOWI. Okazało się jednak, że było to spojrzenie przejściowe i nie zdołało wykorzenić utrwalonego postrzegania Polski i Polaków jako wrogów.
To co jest istotne – zakładając, że takie nastawienie strony ukraińskiej ma jednak charakter constans – to pytanie, czy mimo tego, istnieje możliwość realizowania strategicznych celów polskiej polityki wschodniej, wbrew tej samobójczej doktrynie rządzącej umysłami ukraińskich elit. A jeśli tak, to jakimi metodami leżącymi w interesie polskim. Ponieważ po stronie polskiej emocje również narastają, to moment jest niewątpliwie trudny. Problem jednak największy to fakt, iż znaczna część polskiej „elity”, pod płaszczykiem realizacji karykaturalnej wersji „idei jagiellońskiej”, ukrywa swoje agenturalne uzależnienie od niemieckiego gracza (pisałem o tym w poprzednim tekście). To ci ludzie, mimo ostentacyjnego plucia także im w twarz przez Zełenskiego i jego rezunów, gotowi są w imię „wyimaginowanej solidarności”, sprzedawać polskie interesy. To utrudnia polską reakcję na ukraińskie szaleństwo.
W poprzednim tekście zarysowałem przykładowe elementy bieżących reakcji na ujawnioną przez Zełenskiego chęć trzaskania się już z całą Polską. Bo tak naprawdę najbardziej napluł on w twarz Tuskowi, którego inicjatywę przykładnie rozwalił.
Pisząc wcześniej o tym jak Ukrainę postrzega najważniejszy dziś czynnik – aliant Polski – czyli USA, wskazałem, iż dominuje tam przekonanie o braku perspektyw dla normalnej państwowości ukraińskiej. Przesłanki tego myślenia są oczywiste. Jaki jest dziś bowiem potencjał Ukrainy?
PKB Ukrainy za ostatnie lata w porównaniu z polskim wygląda następująco:
2022: U 162 mld USD – P 695 mld. USD; 2023: U 181 mld. USD – P 813 mld. USD; 2024: U 191 mld USD – P 917 mld USD; 2025: 213 mld USD – P 1036 mld USD. To jest po prostu przepaść.
Już tylko to zestawienie pokazuje, na jakim poziomie znajduje się kraj o gigantycznym potencjale, ludniejszy od Polski i dwukrotnie większy powierzchniowo. Co istotne, a bardziej druzgocące to porównanie budżetów obu krajów. Dość powiedzieć, że tu przepaść przychodowa i wydatkowa jeszcze się powiększa. Jeśli zaś wziąć pod uwagę fakt, iż dla przykładu w 2026 roku z planowanych przychodów na poziomie 106 mld. dolarów, 1/3 ma być pokryta wpłatami zagranicznymi, to widać ową słabość jeszcze bardziej. Innymi słowy, całość przychodów państwa przeznaczana jest na obronę, a wszystkie pozostałe wydatki są finansowane pomocą zagraniczną. Oznacza to, iż Ukraina jest trwale niezdolna do samodzielnego funkcjonowania, bowiem przed 2022 rokiem, sytuacja nie była dużo lepsza, mimo niższych wydatków wojskowych.
Poniesione przez Ukrainę straty ludnościowe – i to nie ofiar bezpośrednich wojny – związane z masową i z całą pewnością nieodwracalną migracją, stawiają pod wielkim znakiem zapytania zdolności związane z odbudową. Trzeba też wskazać, iż najbardziej prawdopodobny wariant zakończenia wojny, oznaczający utratę terenów tzw. Nowej Rosji (czyli Ukrainy Wschodniej), oznacza pozbawienie kraju niemal połowy jego potencjału ekonomicznego i demograficznego. Na pozostałych obszarach jedynie obszar metropolitarny Kijowa i zachodnia część Donbasu, stanowią wartościowe aktywa. Cały sektor rolno – spożywczy jest obecnie w rękach głównie niemieckich i holenderskich koncernów, które nie mają żadnej ochoty na dzielenie się swoimi uzyskami z „krajowcami”.
No i najważniejszy problem – „jakość” politycznej elity Ukrainy. Tu w wymiarze międzynarodowym nikt już nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, jak niewielu jest potencjalnie ludzi na Ukrainie, którzy gwarantują minimalną obliczalność. W chwili obecnej na okres „po Zełenskim” jawi się wybór pomiędzy Załużnym a Poroszenką. Ten pierwszy to niewątpliwie najwybitniejszy ukraiński wojskowy, ale politycznych zdolności nie pokazał. O Poroszence szkoda się rozwodzić, bo zachowywał się dokładnie tak jak Zełenski, ale alternatywy nie ma.
I jeszcze jedno – mit odbudowy Ukrainy. A właściwie mit środków, na odbudowę Ukrainy. W co i w kogo będą inwestować Amerykanie, już pisałem. Jak będzie wyglądać „pomoc” Unii i kto z niej będzie korzystać, to już widać. Innymi słowy – Polska może, jak pisałem skorzystać na uczestnictwie w projektach amerykańskich, ale unijne „projekty” raczej tylko obwąchamy. Co więcej, udział w projektach amerykańskich, zagwarantuje nam większe bezpieczeństwo przed ukraińskimi mafiami niż inne formy obecności na tym terenie. Co jednak najważniejsze, naszym atutem jest wyłączność dostępu do Ukrainy poprzez nasze terytorium. Po co żreć się ze skorumpowanymi Ukraińcami, skoro więcej da się zarobić na wykorzystaniu owego pośrednictwa.
Już tylko to pokazuje, jaką postawę dzisiaj przyjąć. Nie ma co wyciągać ręki do Ukraińców, bo jedyne co z tego wynika to ich przekonanie, o naszej słabości. Zostawmy ich sobie z ich problemami i pilnujmy swoich interesów. Bez nas nikt realnie nie pomoże Ukrainie ani dzisiaj, ani jutro, ani po wojnie. Bez nas nie zbliżą się o centymetr do UE i będą kroczyć ścieżką turecką, bo taką im właśnie zaplanowali Niemcy. Jak sobie Zełenski i jego rezuny chcą latać z Kiszyniowa – proszę bardzo. W końcu ruscy z Naddniestrza ich dopadną. Ich wybór i nie musimy myśleć za nich.
Ale jest jeszcze jeden element. Musimy pokazać, że na wschodzie nie jesteśmy skazani wyłącznie na rozmawianie z Ukraińcami. Powinniśmy pokazać – Ukraińcom, ale i Niemcom, Francuzom, a zwłaszcza naszym amerykańskim sojusznikom – że choćby na minimalnym poziomie, możemy rozmawiać i z Łukaszenką, i z Putinem.
Nie dajmy się szantażować tym, którzy wrzeszczą o radości Putina z naszych sporów z Ukrainą, a sami po cichu cały czas kombinują z Putinem. Przyzwyczajmy się do tego, że z Ukrainą nasze stosunki przez długi, bardzo długi czas nie będą lepsze. Wobec tego nie możemy – realizując nasze interesy – czekać nie wiadomo ile czasu na to, żeby Ukraińcy dorośli i zrozumieli otaczający ich świat. My ich nie naprawdę nie wychowamy, bo nas w niczym nie chcą słuchać.
Ale strach jest czynnikiem otrzeźwiającym. Nasza rozmowa z Rosją nie jest zdradą Ukrainy – leży w polskim interesie, bo Polska ma olbrzymią ilość spraw, o których po prostu musi z Rosją rozmawiać. Dotychczasowy model brnięcia jedynie w kolejne fazy demonstracji jak daleko – wzajemnie zresztą – możemy się posunąć w szkodzeniu sobie, naprawdę nie leży w polskim interesie. I nie leży też – żeby była jasność – w interesie naszego najważniejszego, amerykańskiego sojusznika. Do tego przełamanie w tym obszarze naszej niemocy, szybciej otrzeźwi Ukrainę niż pokorne przyjmowanie kolejnych chamskich zagrywek Zełenskiego i jemu podobnych.
Autor: prof. Grzegorz Górski
Polski prawnik, nauczyciel akademicki, adwokat, polityk, samorządowiec, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor nadzwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, od 2011 do 2014 sędzia Trybunału Stanu. Więcej na stronie autorskiej: grzegorzgorski.pl
Zostaw komentarz