Spotykaliśmy się dziś w miejscu, gdzie cisza i ziemia od ponad osiemdziesięciu lat skrywa jedną ze swoich najkrwawszych tajemnic. Mijały lata, przyroda cierpliwie przykrywała ślady ludzkiej tragedii. Tylko ziemia pamiętała wszystko. Pamiętała strach. Modlitwy. Pamiętała ostatnie spojrzenia ludzi, którzy nie przypuszczali, że za chwilę zakończy się ich ziemska droga. Piętnasty sierpnia 1944 roku. Niedziela. Zamiast stanąć przed ołtarzem, stanęli przed Bogiem. Nie wiedzieli, że ostatnią modlitwę wypowiedzą już nie w kościele, lecz w obliczu śmierci. Tutaj zakończyła się ich ziemska droga. Tutaj bieszczadzka ziemia po raz kolejny napiła się polskiej krwi. Sprawcy tej zbrodni chcieli osiągnąć coś więcej niż śmierć swoich ofiar. Chcieli, aby następne pokolenia nigdy nie dowiedziały się, co wydarzyło się na tej górze. I przez wiele lat wydawało się, że osiągnęli swój cel. Las zacierał ślady. Czas robił swoje. Do dziś, mimo poszukiwań, nie udało się odnaleźć szczątków pomordowanych. Ale jednego nie udało się zniszczyć. Pamięci Ona może czekać długie lata. Ale nigdy nie umiera. Nie byłoby tego miejsca, gdyby nie ludzie, którzy przez lata z ogromnym uporem walczyli o to, aby Branzberg przestał być jedynie zapomnianym punktem na mapie. Z głębokim szacunkiem pochylam dziś głowę przed panem Antonim Derwichem. Gdyby nie jego tytaniczna praca, wytrwałość i oddanie, wielu z nas nigdy nie usłyszałoby o tej zbrodni.
Pod tą ziemią spoczywa historia napisana cierpieniem naszych rodaków. Kiedy umierali tamtego sierpniowego dnia, ich głosy ucichły. Dzisiaj naszym obowiązkiem jest mówić za nich. I dopóki będziemy tutaj wracać, dopóki będą przychodziły kolejne pokolenia, dopóki będzie płonął choć jeden znicz, dopóty Branzberg nie stanie się miejscem zapomnianym. Niech każdy, kto tu przyjdzie tutaj zatrzyma się, choć na chwilęi i pochyli głowę . Wieczna pamięć wszystkim niewinnym ofiarom.

Autor: Jędruś Ciupaga