W mniejszym lub większym stopniu syndrom ten wykazują wszyscy wyborcy Platformy Obywatelskiej.

Sęk jedynie w tym, że rzadko można spotkać się z tą opinią w sposób tak bezpośredni, tak „czarno-na-białym” wywaloną. Ona na ogół jest ukryta pod sztafażem narracji, że „Polska, to nienormalność” i równoczesnym tęsknym spojrzeniem za Odrę – ów punkt odniesienia, krynicę rzeczonej „normalności”.

Formacja opozycyjna nie tyle jest zainteresowana wzmocnieniem Polski, ile pewną drogą na skróty: Polska ma stać się „jak Niemcy” poprzez pozbycie się atrybutów narodowej suwerenności i podporządkowanie racji stanu konstruowanej przez elity nadreńskie – co najwyżej w drodze konsultacji z ich gubernatorami w Warszawie.

Jednym słowem, niczym kraj skolonizowany, Polska miałaby zrezygnować ze statusu państwa suwerennego, a w miejsce „Króla” zadowolić się „Wice-królem”.

Oczywiście, wszystko w ramach konstrukcji na pozór demokratycznej, lecz w praktyce gwarantującej przewagę interesu reńskiego w kluczowych sprawach.

Sęk jednak w tym, że magnetyczny nadreński dobrobyt nie powstał wcale z niczego, ale jest wytworem czasów już minionych. Wojna w Ukrainie obnażyła z całą mocą ukryte mechanizmy napędzające niemiecką gospodarkę i pompujące żagle niemieckiej Ostpolitik. Dziś już bardzo dobrze widać, że wzrost potęgi państwa niemieckiego dokonywał się poprzez systemowe wyizolowanie i upośledzenie regionu „Mitteleuropa”. Nasz region został wpisany w model „ścieżki średniego wzrostu” między Niemcami a Rosją i był precyzyjnie „przycinany” tak, żeby nie wyrwał się z krótkiej smyczy „gospodarki zależnej”. Dopiero wybuch wojny rozluźnił ten żelazny uścisk, podkopując zarazem wszystkie fundamenty gospodarki niemieckiej.

Nic dziwnego, że w interesie Renu jest odtworzenie sytuacji przedwojennej – co najwyżej z drobnymi modyfikacjami, takimi, żeby np. nowe władze na Kremu znów „nie oszalały”. Niemcy mają wypracowany ogromny potencjał dyplomatyczny i wraz z nadreńskim lobby przemysłowym przekonują Amerykanów, że w Europie nie uda się zmontować innej stabilnej konstrukcji.

Problemem Polski i innych krajów naszego regionu jest brak umiejętności wypracowania wspólnej narracji przedstawiającej Waszyngtonowi konstrukcję alternatywną, bardziej dla nas korzystną.

O to toczy się teraz europejska Wielka Gra, której częścią są też nadchodzące wybory. Obóz patriotyczny w Polsce musi uzyskać mandat do dalszego działania.