Przez pewien czas pełniłem funkcję przewodniczącego Piątkowego Kombinatu Filozoficznego. Działającego w latach 1994-1999. W tym czasie na rzecz Kombinatu uspołeczniłem swojego fiata 126p. Tymże pojechaliśmy chyba w 1995 roku na Węgry. Nic w nim nie działało z wyjątkiem radia. Hamulce były niesprawne. Mechanik wmówił mojej Mamie, że one są, tylko trzeba pompować, to znaczy kilkakrotnie naciskać a w końcu zadziałają. I faktycznie po jakimś czasie działały.
Z Marcinem i Markiem dojechaliśmy w końcu na Węgry. Do Aggteleku, gdzie zwiedziliśmy jaskinię transgraniczną. Potem już po słowackiej stronie zaczepiła nas słowacka policja. Ze 100 metrów było widać, że wóz jest niesprawny i jeździ tylko siłą woli. I że łatwiej znaleźć w nim coś co działa, a nie to co nie działa. Na szczęście kierowca (czyli ja) był trzeźwy i to umożliwiło pewne takie negocjacje. Policjanci stwierdzili na początek nieszczelność misy olejowej, co było faktem. Coś z niej kapało. Tak, że na 100 km musieliśmy wlewać dwa litry żeby się silnik nie zatarł. Ale ten mniejszy policjant powiedział, że nasz pojazd to „ekolgicka bomba”. W sumie miał rację, ale ja spawaczem nie jestem więc dziury nie zakleję. Było trzech policjantów, zaproponowałem wówczas kwotę 100 koron, na dzisiejsze jakieś 15 złotych. Wiadomo, student piniendzy nie ma. Zapanowała konsternacja, bo jak tu podzielić stówę na trzech. Wychodziło po 33,333333 koron na głowę. Stanęło na tym, ze oni nas nie kontrolowali i żebyśmy jak najszybciej wyp… do Polski. W sumie zdrowy układ.
To był taki czas, gdy kochałem podróże po Słowacji. To się skończyło wraz z tym jak Słowacja weszła do Unii a potem do strefy euro. Źle mi się płaciło tymi euro w sklepach i knajpach. Gdyśmy jeździli fiatem 126p po Słowacji, to państwo się rozwijało. A potem przestało.
Wschodnia Słowacja, i wschodnie Węgry to jeden wielki obraz nędzy i rozpaczy. Dziurawe drogi, wynędzniałe prowincjonalne sklepiki ze wszystkim co jest droższe o 30% od tego, co można kupić w LIDLU w większym mieście. No i stada półpijanych dziadów wokół sklepu. Nagrzmoconych od 6 godziny nad ranem. Wschód Słowacji i Węgier jest jedną wielką manifestacją rozpaczy i krzywdy. Czasem mam wrażenie, że tam się celowo zsyła ludzi nieszczęśliwych i alkoholików z innych części tych państw.
Zostaw komentarz