Byłem i ja. Jako niepoprawny kinomaniak i posiadacz karty Unlimited, postanowiłem film obejrzeć. Dla niewtajemniczonych dodam, że wszystkie filmy w Cinema City mogę oglądać bez ograniczeń a płacąc abonament w wysokości 38 zł miesięcznie, sponsoruję wszystkie filmy, bez względu na to, czy je oglądam, czy też nie. No to poszedłem. Na początek kilka słów o plakacie, którego zdjęcie poniżej.

Wygląda, że pomysłodawcy mocno tutaj odlecieli. Ukazanie głównej bohaterki (Maji Ostaszewskiej) niczym Madonny z Piety, trzymającej na rękach ciało umęczonego uchodźcy, wygląda w tym przekazie nie tylko żałośnie, ale wręcz komicznie. Żałośnie-komicznie.

Nie wiem jak inni kinomaniacy, ale ja lubię przed obejrzeniem filmu zapoznać się z jego notowaniami. Z doświadczenia wiem, że gdy krytycy filmowi oceniają film na 5 lub więcej punktów w 10-cio stopniowej skali, to często przesadzają i film okazuje się kiepski. Natomiast gdy widzowie oceniają film powyżej 5, to trzeba go koniecznie obejrzeć, nawet gdy nasza ocena będzie niższa. Dla twórców filmu, to też jest bardzo ważne, gdyż każdy reżyser robi film dla widza, a nie dla krytyków filmowych.
I tak na portalu Filmweb dzieło zostało ocenione przez 17 krytyków dających mu średnią ocen 7,4/10 i ocenę 23 448 widzów, którzy dali mu notę 2,4/10.
Jak widać, różnica w notowaniach jest potężna gdyż krytycy popychają ten film w kierunku arcydzieła a widzowie w kierunku nic nie wartego gniota. A zatem szedłem do kina nie oczekując euforii. Dużo ciekawiej wyglądały by notowania całkowicie odwrotne. Na sali kinowej szału nie było, gdyż razem ze mną widzów było 15. Biorąc jednak pod uwagę, że wybrałem seans o godz. 14:00, frekwencję należy uznać za bardzo dobrą.
Oceniam, że z rzemieślniczego punktu widzenia, film został zrobiony dobrze. W końcu to Agnieszka Holland.
Wzrastająca dramaturgia i napięcie oraz czarno-biały obraz z pewnością działają poruszająco. Sama tematyka przedstawiająca ludzkie dramaty też nie jest bez znaczenia.
Dla mnie bardzo ważna jest też obsada aktorska. I tutaj trzeba przyznać, że wybrano aktorów znanych, lubianych i modnych. Prym wiodła tutaj oczywiście główna bohaterka filmu, grana przez Maję Ostaszewską, ukazana jako utrudzona i obolała psycholożka, niestrudzenie wspierająca aktywistów pomagających emigrantom i sama również tej pomocy nie szczędząc. Utkwiła mi w pamięci scena ukazująca piękne i duże, ciemne oczy głównej bohaterki, która z przerażeniem patrzy w górę na przelatujący, wojskowy śmigłowiec – niczym oczy wylęknionego i bezbronnego cielaczka. Jestem przekonany, że nawet Walt Disney nie zrobiłby tej sceny lepiej. Ale chyba już na tym należało by skończyć komplementy.
W filmie występują oczywiście dobre i złe charaktery – jak to w filmie. Złe charaktery to oczywiście wojsko białoruskie. Jeszcze gorsze charaktery to oczywiście polska Straż Graniczna i rząd RP, przez który filmowy Bogdan (Maciej Stuhr) stracił swoje libido. Policja i ludność cywilna, to już tylko zwykli szubrawcy.
Oczywiście, są też charaktery czyste i niczym kryształ przejrzyste, do których w pierwszym rzędzie należą emigranci, głowna bohaterka i grupka aktywistów. Cała fabuła toczy się wśród małej grupy emigrantów, która bezlitośnie jest przerzucana przez granicę raz to przez wojsko białoruskie, raz to polskie, po kilkadziesiąt razy. Obie strony traktują tych ludzi w sposób nie tylko bezlitosny, ale wręcz bestialski. Odmawia się tym ludziom jakiejkolwiek pomocy. Kobiety rodzą w lesie, chłopcy toną na bagnach, a wszystko to w klimacie chłodu, głodu i ciemności. Żołnierze to alkoholicy pędzący w domach bimber i zwyrodnialcy pastwiący się nad biednymi emigrantami. Policjanci to cyniczne chamy nie mające nic wspólnego ze stróżami prawa. Bardzo obrazowo pokazana jest scena, w której Policja nie pozwala głównej bohaterce dojechać do własnego domu i w konsekwencji karze ją mandatem.
Ogólnie oceniam ten film bardzo słabo. Nie dlatego, że jest daleki od prawdy. Uwielbiam kino science-fiction, wszelkiego rodzaju bajki, czy horrory. W takich filmach nie ma prawdy. Ale realizatorzy tych filmów starają się przekazać nam nieprawdę w taki sposób, aby widz w nią uwierzył. A ja nie uwierzyłem. Podobnie nie uwierzyli widzowie stawiając temu filmowi notę 2,4/10.
Moja nota jest niestety niższa 1/10.
A ten jeden punkcik to tylko za oczy Maji Ostaszewskiej (😍🤩) i zwiędłe libido Macieja Stuhr’a(💪🔥). Po połowie, aby było sprawiedliwie. Szkoda mi tylko 3 godzin, które mogłem poświęcić na ulubioną powieść. Ale czego się nie robi dla kinomaniactwa.
Kilka słów autora do recenzji filmu pt. „Zielona Granica” Agnieszki Holland.
Film pani Agnieszki Holland obejrzałem w dniu 25 września 2023 roku i zaraz po jego obejrzeniu podzieliłem się swoimi wrażeniami na Facebooku. Od tego czasu upłynęło już kilka dni, emocje nieco opadły, co pozwala mi odnieść się do niektórych uwag adwersarzy, którzy byli uprzejmi wpisać komentarz pod moją recenzją. Niektóre zarzuty dotyczyły tego, że zbyt poważnie potraktowałem oceny filmu na portalu Filmweb.pl, ponieważ zdaniem moich adwersarzy notowania filmu były zakłamane przez tzw. „internetowych trolli”, którzy dokonali fałszywej oceny filmu przed jego premierą w Polsce. Otóż wyjaśniam, że jako zwykły zjadacz chleba i przeciętny widz, nie prowadzę badań zmierzających do ustalenia, na ile opinie publikowane na oficjalnych portalach internetowych są zakłamane a na ile nie. Od 25 września do dnia dzisiejszego notowania widzów poszybowały w górę z 2,4 pkt na 3,6 w skali do 10. I tutaj także nie jestem w stanie określić na ile notowania te zostały podniesione przez „internetowych trolli” a na ile przez prawdziwych widzów. Każdy jednak może sprawdzić, że na Filmweb.pl trzy punkty znaczą tyle co „SŁABY” a cztery punkty „UJDZIE”. O tych notowaniach piszę tylko i wyłącznie dlatego, że to właśnie one sprowokowały mnie aby pójść do kina. A w zasadzie to różnice w notowaniach widzów do notowań krytyków, którzy tym filmem się zachwycali, dając mu noty 7,4 a dziś 7,2. A zatem obrońcy tego filmu powinni być zadowoleni, że film ten obejrzałem, bo przecież do tego ciągle nawołują.
Jest jeszcze kwestia, do której się w ogóle nie odnosiłem, a o której warto wspomnieć. Są to nagrody, jakie film ten do tej pory otrzymał i wkrótce otrzyma. Obrońcy filmu pieją z zachwytu o tym, że film otrzymał 4 nagrody i 2 nominacje na Festiwalu w Wenecji. Nagrody zdobyte to:
- Nagroda Arca Cinemagiovani – najlepszy film
- Nagroda Specjalna Funduszu Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci (UNICEF)
- Nagroda Specjalna Zielona Kropla (Green Drop)
- Nagroda Specjalna Jury – Zwycięzca Agnieszka Holland
Przypomnijmy sobie, że nie tak dawno temu można było w mediach przeczytać o tym, jak to dwa polskie filmy jadą do Wenecji walczyć o Złote Lwy. Nadzieje okazały się płonne. Film Agnieszki Holland ani Złotych, ani Srebrnych Lwów nie otrzymał. Mało tego, w ogóle nie był brany pod uwagę w kategoriach takich jak reżyseria czy scenariusz. Nie zauważono także ról aktorskich. Puchary dla najlepszego aktora i aktorki przypadły komu innemu. Podobnie rzecz się miała z nagrodą Marcello Mastroianniego dla najlepszego młodego aktora. Nikt z aktorów filmu „Zielona Granica” nie został w Wenecji zauważony.
Warto też wspomnieć, że wkrótce film pani Agnieszki Holland otrzyma nagrodę na prestiżowym festiwalu Tertio Millennio Film Fest w Watykanie, który wspierany jest przez watykańską Dykasterię ds. Kultury i Edukacji oraz Dykasterię ds. Komunikacji. Jak donosi portal Business Insider „Nagroda przyznawana jest filmowi, który był w stanie lepiej niż jakikolwiek inny, ożywić i zinterpretować temat poszukiwania najgłębszego sensu życia i wstrząsnąć sumieniami, oświetlając ciemne i jasne obszary ludzkiej duszy, tej, która zwykle znajduje się poza ekranem” – czytamy w informacji. Sami odpowiedzmy sobie na pytanie, jak ten film wstrząsa sumieniami polskiego widza i watykańskiego urzędnika? Czy tak samo?
W moich spostrzeżeniach nie chciałem się odnosić do komentowania filmu ani pod kątem politycznym, ani patriotycznym. Nie robię tu też analizy ile w filmie jest prawdy, a ile fałszu. Opisałem tylko z grubsza treść filmu i przyznałem, że mi się on bardzo nie podoba. Nie namawiam też nikogo do oglądania lub nieoglądania tego filmu. Wszystkie te kwestie pozostawiam indywidualnej ocenie czytelnika.
Autor: Tomasz Zagórski
Mam lat 61, jestem emerytowanym policjantem pełniącym służbę w latach 1989 – 2010. Od 40 lat przewodnik turystyczny: w tym licencjonowany przewodnik górski po Sudetach, przewodnik po Karkonoskim Narodowym Parku Republiki Czeskiej, absolwent podyplomowych studiów turystyki biblijnej Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Moje zainteresowania to: turystyka, historia, historia sztuki, film, fotografia, biblistyka.
Zostaw komentarz