Piszę te słowa późnym wieczorem 7 października 2023 roku. Do wyborów parlamentarnych w Polsce został prawie tydzień. Będą to najważniejsze w naszym dotychczasowym życiu wybory w Polsce od których zależy nie tylko nasza przyszłość, ale przyszłość kolejnych pokoleń, które po nas przyjdą. Za 100 lat przyszłe pokolenia Polaków będą nas rozliczać z obecnych decyzji jakie podjęliśmy, podejmujemy i będziemy podejmować. Bardzo ważne jest zrozumienie tej perspektywy i obecnej sytuacji geopolitycznej, która jest skomplikowana, lecz którą możemy odpowiednio wykorzystać tak, aby zapewnić kolejnym pokoleniom przyszłość, które nie mogły doświadczyć pokolenia Polaków w XIX i XX wieku.
Kilka lat temu napisałem na moim profilu tekst poświęcony Polsce w perspektywie do 2039 r. i wyraźnie wskazywałem oraz przestrzegałem przed tym, że do tego czasu rozstrzygnie się to, czy nasze państwo i nasz naród wzmocni się (ekonomicznie, militarnie i politycznie) na tyle,
że stanie się jedną z kluczowym w Europie potęg gospodarczych i militarnych, czy będziemy świadkami (po raz kolejny w historii) zaniku naszej pozycji regionalnej, zaniku naszej państwowości. Zwłaszcza, że nasze położenie geograficzne i bliska odległość między Niemcami a Rosją wymaga od nas samych gigantycznego wysiłku prowadzącego w stronę budowania naszego potencjału oraz wykorzystywania tych szans, które daje nam historia. Rosja to rozumie doskonale i zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli tę szansę wykorzystamy, to Kreml będzie mógł zapomnieć o swoim projekcie geopolitycznym, który rozpisali na wiele lat – odbudowę imperium rosyjskiego będącego sojusznikiem imperium europejskiego, które chcą zbudować Niemcy.
Cofnijmy się kilka lat wstecz do 2007 r. To był rok, który bez kozery można nazwać rokiem
w którym Putin oficjalnie wypowiedział Stanom Zjednoczonym (nie bezpośrednio) wojnę.
To wtedy zapowiedział on stworzenie wielobiegunowego ładu światowego z kluczową pozycją i rolą Rosji. Warto jednocześnie podkreślić, że gdy Putin wypowiadał te słowa w Monachium podczas Konferencji Bezpieczeństwa Stany Zjednoczone toczyły od 2001 r. wojnę z terroryzmem na Bliskim Wschodzie. To wtedy, Putin zapowiedział odtworzenie rosyjskiego imperium w granicach sprzed rozpadu ZSRR i de facto strefą wpływów obejmującą takie kraje jak: Polska, Czechy, Słowacja, Państwa Bałtyckie, Białoruś i Ukraina. Putin powiedział to wprost i co niewielu chyba zauważyło powtórzył to de facto w swoim orędziu do narodu po godz. 4:00 24 lutego 2022 r. Z drugiej strony, Niemcy od czasów rządów Kanclerza G. Schrodera, a potem przez kolejne kadencje Kanclerz Angeli Merkel powróciły do polityki niemieckiej z czasów Otto von Bismarcka, która opierała się w skrócie na balansowaniu wpływów angielsko-francuskich w Europie w oparciu o sojuszu z Rosją. Niemcy i Rosja silne są jedynie w sytuacji pełnego podporządkowania sobie Europy Środkowo-Wschodniej oraz poprzez całkowite wyeliminowanie polskiego „zagrożenia”. Dla takich polityków jak Bismarck Polacy nie bez przyczyny stanowili zagrożenie, gdyż w sytuacji, gdy Polacy zdołają wyswobodzić spod niemiecko-rosyjskiego zagrożenia natychmiast swoją uwagę kierują na intensyfikację współpracy ze swoimi sąsiadami tworząc regionalne sieci sojuszy. Nasze położenie geopolityczne świetnie rozumiał Józef Piłsudski, który uważał, że z jednej strony wspieranie procesu utworzenia państw oddzielających nas od Rosji oraz z drugiej strony wspieranie ruchów odśrodkowych w Rosji (m.in. idee prometeizmu) miało na celu stworzenie przestrzeni buforowej – strefy bezpieczeństwa, której zadaniem miało być niedopuszczenie do skierowania ponownej ekspansji Rosji w kierunku Polski. Z drugiej strony, intensyfikacja współpracy regionalnej w ramach idei Międzymorza miało na celu powstrzymać wszelkie niemieckie koncepcje zmierzające do podporządkowania (ponownego) Europy Środkowej. Jeszcze w czasie trwania I WŚ niemieccy stratedzy i decydenci zaproponowali realizację koncepcji Mitteleuropy. To miała być element nowego ładu w Europie w której po ewentualnym zwycięstwie Państw Centralnych utworzono by małe marionetkowe państwa, w tym m.in. Królestwo Polskie. Państwa te, jak i przede wszystkim nad całym obszarem Mitteleuropy miały panować pod względem militarnym, politycznym i ekonomicznym Niemcy. Rola tych państw ograniczałaby się do pełnego podporządkowania i co najważniejsze wypełniania roli zaplecza gospodarczego Niemiec, które miały w pełni wykorzystywać cały potencjał tego obszaru i tych państw w celu rywalizacji z Anglią na arenie światowej. Co więcej, Berlin w ten sposób chciał doprowadzić do powstania jednego w kluczowych filarów niemieckiej światowej dominacji do której kluczem był region Europy Środkowej. Alternatywą wobec tego planu była koncepcja Międzymorza, której cele były dokładnie przeciwne.
W tym momencie po tej historycznej dygresji wracamy do XXI wieku. W 2007 r. wybory w Polsce wygrała Platforma Obywatelska, której przewodniczył Pan Donald Tusk. Już w wieczór wyborczy niemieckie media zaczęły kolportować informację o wygranych wyborach
z jednoczesnym de facto wskazywaniem, że Polacy dokonali właściwego wyboru. Niemcy od samego początku stawiały na środowiska w których działał jeszcze w latach 90 Donald Tusk. Pisałem już o tej kwestii w jednym z ostatnich swoich tekstów (http://pressmania.pl/komisja-do-sprawy-zbadania-wplywow-rosyjskich-w-polsce-w-latach-2007-2022/) , który zachęcam przeczytać. Niemniej, wybór ten przyniósł Polsce szkodliwą politykę resetu stosunków z Rosją, która z punktu widzenia Moskwy miała na celu uwiarygodnić ją przed całą Europą. Nie trzeba było długo czekać na rozpoczęcie wcielania w życie planu odbudowy rosyjskiego imperium oraz strefy wpływów sprzed 1989 r. Praktycznie niecały rok po słynnym już wystąpieniu Putin przeprowadził inwazję na Gruzję, zlikwidowano Prezydenta RP wraz z całą delegacją w 2010 r. oraz otworzono gazociąg Nord Stream I, w 2014 r. Putin najechał na Ukrainę anektując Krym i część Donbasu na wschodzie kraju, od 2015 r. zaangażował się w wojnę domową w Syrii wspierając Baszszar al-Asad, w latach 2015-2022 zaangażował się w proces destabilizowania regionu Sahelu poprzez udzielanie militarnego i politycznego wsparcia różnych wojskowych junt i rebelii destabilizujących kolejne kraje (Sudan, Czad, Malii, Algeria, Libia), w 2022 r. po serii długoletnich przygotowań rozpoczął pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę. Trzeba jednak pamiętać, że Kreml miał w tamtym czasie dużo szersze plany wobec całej Europy. Ukraina miała być pierwszym krokiem do realizacji. Kolejnym punktem na mapie była i jest Polska, którą Putin chciał wraz z Łukaszenko zdestabilizować poprzez rozpoczęcie operacji hybrydowej przeciw Polsce zakładającej wykorzystanie presji migracyjnej, która miała doprowadzić do całkowitej destabilizacji wschodniej granicy RP, a w kolejnych etapach pogrążyć Polskę w całkowitym chaosie, który uważam miał na końcu zakończyć się wyłączeniem Polski z możliwości udzielenia pomocy broniącej się Ukrainie. Co więcej, w razie niepowodzenia obrony polskiej granicy przez Warszawę Kreml wysłałby czytelny sygnał do zachodnich decydentów polegający na wyraźnym wskazaniu, że skoro Warszawa nie jest w stanie opanować sytuacji we własnym kraju, rosyjskie siły pokojowe z insygniami ONZ mogłyby pomóc rozwiązać kryzys na polskiej granicy.
- Jaką Polska posiadałaby wiarygodność w NATO i UE w sytuacji, gdy sama nie potrafi obronić i utrzymać swojej granicy?
- Czy zachodni sojusznicy na czele z samymi Stanami Zjednoczonymi pomogliby Polsce, gdyby Kreml zechciał niedługo po rozprawieniu się z Kijowem podporządkować w pełni Warszawę?
- Co zrobiłby Zachód w takiej sytuacji?
Warto sobie uświadomić jaka była reakcja liberalno-lewicowej polskiej opozycji na czele z samą Platformą Obywatelską i Donaldem Tuskiem wobec wydarzeń na naszej wschodniej granicy
z Białorusią. Całkowite zanegowanie wszelkich działań związanych z obroną polskiej granicy. Niestety duża część polityków liberalno-lewicowych oraz tzw. elit III RP od samego początku kwestionowali przyjęte przez Rząd RP rozwiązania i strategię na rzecz prowadzenia i utrzymania skutecznej obrony polskiej granicy. Od samego początku tacy politycy jak Donald Tusk kwestionowali najpierw zabezpieczenie polskiej granicy drutem kolczastym (tzw. Koncentrina), a potem sprzeciwiali się i głosowali w polskim parlamencie przeciw budowie zapory na granicy polsko-białoruskiej. W czasie obecnej kampanii wyborczej kolportują fałszywą narrację wskazującą, że tego muru de facto nie ma bo jest nieszczelny. Jest to narracja o tyle kłamliwa
i obliczona na celowe dezinformowanie społeczeństwa, gdyż celem budowy zapory na granicy nie było całkowite niedopuszczenie do jej przenikania, gdyż w żadnym miejscu na świecie nie jest możliwe zbudowanie takiej zapory, która całkowicie uniemożliwiałaby przekraczanie granicy przez nielegalnych migrantów. Podstawową funkcją tego typu zapór jaką zbudował rząd Prawa i Sprawiedliwości jest przede wszystkim usprawnienie działań służb, których zadaniem jest ochrona i obrona granicy. Zapora ma pomagać polskiej Straży Granicznej i taka jest jej zasadnicza rola. Każdy kto był na granicy polsko-białoruskiej i bronił jej w 2021 r. aż do dzisiaj doskonale to rozumie. Nie rozumie tego lub celowo nie chce rozumieć polska opozycja, która najwyraźniej celowo dezinformuje polskie społeczeństwo.
Co więcej, czy pamiętamy jeszcze jakie działania podejmowała polska opozycja w odniesieniu do innych działań obecnego rządu? Spójrzmy na kwestię Inicjatywy Trójmorza. Jaka była reakcja polityków i osób związanych z Platformą Obywatelską. Jeden z istotnych polityków Platformy Obywatelskiej i były Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski określił ów inicjatywę w następujących słowach „Trójmorze to popłuczyna przedwojennej koncepcji. Nie udało się wtedy, nie uda się teraz”. W 2021 r. wskazywał również, że jako koncepcja geopolityczna się nie może udać, bo część z tych krajów nie chce ani odstraszać Rosji, ani równoważyć Niemiec”. Według niego, to jest szkodliwe, bo odciąga nas od grupy trzymającej władzę w Unii. Problem polega jednak na tym, że inicjatywa Trójmorza i przede wszystkim kluczowe inwestycje do których należą m.in. rozbudowa polskich portów i wybudowanie nowych węzłów komunikacyjnych łączących porty w Polsce i Państwach Bałtyckich z portami w Rumunii, Chorwacji i Grecji stoi w sprzeczności z interesem geoekonomicznym Niemiec, który pozostaje praktycznie bez zmian od czasów powstania koncepcji Mitteleuropy, gdyż Niemcy w praktyce od początku lat 2000 zaczęli ją urzeczywistniać w wymiarze ekonomicznym. Nie dziwmy się zatem, że w niemieckich mediach krytykuje się oprócz kluczowych inwestycji infrastrukturalnych (oprócz rozbudowy portu w Świnoujściu i Gdyni) także pogłębienie i wybudowanie toru wodnego na rzece Odrze, powstanie elektrowni atomowych w Polsce, a także wybudowanie Centralnego Portu Komunikacyjnego wraz z tzw. szprychami kolejowymi łączącymi wszystkie części kraju z CPK, który jest kluczową inwestycją w kontekście powstania nowych – globalnych węzłów komunikacji. Zrealizowanie tych wszystkich inwestycji będzie się wiązało z wyjściem Polski i regionu ze statusu półperyferyjnego. Co najważniejsze, te inwestycje to istotne elementy naszej polityki rozwojowej, której celem jest wykorzystanie ogromnego potencjału geoekonomiczego wynikającego z naszego położenia geograficznego.
Praktycznie we wszystkich tych kwestiach liberalno-lewicowa opozycja zasadniczo mówi „NIE!”. Co więcej, jednym z tzw. „100 Konkretów” Koalicji Obywatelskiej ogłoszonych w sierpniu br. jest kwestia CPK. Politycy KO w tym kontekście zapowiadają „Zweryfikujemy projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego. Zatrzymamy bandyckie wywłaszczenia
i naprawimy krzywdy już wywłaszczonym. Zablokujemy sprzedaż lotniska Okęcie”.
Co prawda to stanowisko nie świadczyłoby o tym, że Koalicja Obywatelska i Donald Tusk zapowiadają zatrzymanie realizowania tej koncepcji. Niemniej, warto zauważyć, że ich codzienna narracja polityczna, jak również naszego doświadczenia z lat 2007-2015 pozwalają przyjąć hipotezę, że po ewentualnych wygranych przez opozycję wyborach projekt ten, jak wiele innych strategicznych dla Polski przedsięwzięć zostanie zatrzymanych. Donald Tusk już wiele razy w historii swoich rządów udowodnił, że w sytuacji, gdy interes Berlina jest priorytetowy on realizował ten interes w Polsce. Warto w tym kontekście przypomnieć kwestię upadku przemysłu stoczniowego. Moim zdaniem wiele na ten temat nie usłyszeliśmy odpowiedzi. Niemniej, gdy zachodziła taka potrzeba rząd polski w przeciwieństwie do Niemiec nie wystąpił do UE z wnioskiem o pozwolenie na udzielenie pomocy publicznej upadającym stoczniom. Nie są też do dziś wyjaśnione przyczyny tego, dlaczego rząd PO-PSL nie potrafił w odpowiednim czasie zablokować uruchomienia przez Marcina P. piramidy finansowej jaką była Amber Gold, która tak się „ułożyło”, że zagroziła poprzez utworzenie OLT Express naszemu PLL LOT. Przypomnijmy, LOT miał zostać sprywatyzowany w 2010 r. (przeczytaj: https://www.rp.pl/biznes/art7005281-lufthansa-chce-kupic-lot ).
Stawka tych wyborów jest zatem ogromna, gdyż od wyboru jakiego dokonamy dokładnie za tydzień będzie zależała nasza przyszłość. Należy sobie uświadomić, że obecna sytuacja geopolityczna związana z wybuchem w 2022 r. wojny na Ukrainie jest skomplikowana. Niemniej, aktualnie stoimy przez gigantyczną szansą ugruntowania naszej istotnej pozycji międzynarodowej, a będzie to możliwe jedynie wtedy, gdy strategiczne inwestycje i inicjatywy będą nadal realizowane aż do końcowej finalizacji. Stany Zjednoczone nie będą wiecznie obecne w Europie. Jest duże prawdopodobieństwo, że w razie zaostrzania się sytuacji w regionie Indo-Pacyfiku decydenci USA mogą się zdecydować ponownie zdywersyfikować swoją politykę i obecność w Europie. Na Bliski Wschodzie wiele już poczynili kroków na rzecz dywersyfikacji swojej militarnej obecności (W 2021 r. w wyniku sukcesów militarnych Talibów zostali zmuszeni do pilnej i przyspieszonej od planowanej ewakuacji z Afganistanu. Wcześniej opuścili Irak, co skończyło się destabilizacją kraju i powstaniem terrorystycznego Państwa Islamskiego). Obecny Rząd Prawa i Sprawiedliwości moim zdaniem zdaje sobie z tego w pełni sprawę i dlatego już po rozpoczęciu wojny na Ukrainie kupuje praktycznie z „półki” sprzęt militarny (czołgi, haubice, samoloty, artylerię rakietową etc.), co również spotykało i spotyka się z krytyką opozycji. Koalicja Obywatelska w tej kwestii zapowiada cyt. „Przeprowadzimy kontrolę procedur dotyczących awansów i zakupów w polskim wojsku od 2015 roku. Stworzymy białą księgę dokumentującą wszystkie decyzje pociągające znaczne skutki finansowe, szczególnie poza procedurami przetargowymi i rozliczymy nieprawidłowości”. Te słowa mogą wskazywać, że z części zamówionych jednostek sprzętowych w razie ewentualnej wygranej rząd Koalicji Obywatelskiej może się wycofać. Co istotne, jeszcze przed samym wybuchem wojny większość partii opozycyjnych sprzeciwiało się najpierw utworzeniem WOT, które nazywali cyt. „bojówkami nacjonalistycznymi Antoniego Macierewicza” albo „mięsem armatnim” (przeczytaj: https://tvn24.pl/polska/prywatna-armia-macierewicza-czym-beda-wojska-obrony-terytorialnej-ra695027). Potem krytykowali i sprzeciwiali się podnoszeniu finansowania armii (przeczytaj: https://www.rp.pl/wojsko/art735061-nie-ma-zgody-opozycji-na-wiecej-pieniedzy-dla-armii).
Polska musi wyciągać wnioski z doświadczeń wojny na Ukrainie oraz wczorajszej operacji militarnej Hamasu, który zaatakował Izrael ewidentnie korzystając z wcześniejszych szkoleń
i konsultacji przeprowadzanymi we współpracy z Moskwą. Polska musi być gotowa do obecnych realiów geopolitycznych, które będą przeistaczać się w stronę możliwego wybuchu kolejnej wojny światowej. Nie możemy sobie pozwolić na to, aby władzę w Polsce ponownie przejął człowiek i polityk, który jest krótkowzroczny, a na dodatek nie potrafi przeprowadzić skutecznej i prawidłowej diagnozy politycznej i społecznej w kontekście aktualnej rzeczywistości na co dowodem jest jego irracjonalna z punktu widzenia racjonalizmu postawa wobec Moskwy w latach 2008-2014. W moim przekonaniu reset stosunków z Rosją był świadomy i realizowany zgodnie z niemieckimi interesami bo Berlinowi na tym układzie zależało. Z pewnością Berlin do tego układu będzie chciał wrócić, gdyż to leży w jego naturalnym interesie geopolitycznym, aby w pełni podporządkować sobie region Europy Środkowej poprzez całkowite urzeczywistnienie Mitteleuropy, a to będzie możliwe w sytuacji pełnego podporządkowania politycznego Polski. Bez tego marzenia elit niemieckich o utworzeniu imperium europejskiego współpracującego blisko z Rosją (tzw. Europy od Lizbony do Władywostoku) nie powiodą się. W moim przekonaniu Berlin tych celów nie zrealizuje bo obecne elity polityczne Niemiec są po prostu dyletanckie i to udowodnił kryzys migracyjny, który sami wywołali przez własne krótkowzroczne i dyletanckie myślenie oraz wojnę na Ukrainie za której wybuch współodpowiadają przede wszystkim w wymiarze politycznym. Bez postawy i polityki Angieli Merkel, która przypominam zablokowała w 2008 r. podczas szczytu NATO w Bukareszcie członkostwo Ukrainy i Gruzji w NATO Putin nie mógłby realizować kolejnych swoich celów. Osobiście uważam, że Merkel robiła to z premedytacją, gdyż ona kierowała się polityką neobismarckowską w rzeczywistości. Z całą jednak pewnością zarówno Berlin, jak i Moskwa będą próbowały zrealizować swoje cele, a tym celem jesteśmy my i cały-kluczowy z punktu widzenia geopolitycznego region Europy Środkowo-Wschodniej. Warto to sobie uświadomić i przede wszystkim realistycznie podchodzić do naszych relacji z Niemcami, które są bardzo potrzebne, ale muszą one być równe, a Berlin musi w końcu sobie uzmysłowić, że Polska jest w stanie i będzie wykorzystywała swoje bardzo dobre położenie geoekonomiczne.
Taka jest stawka tych wyborów dlatego zagłosujmy rozsądnie i przede wszystkim mądrze z myślą o kolejnych pokoleniach, które po nas nadejdą. Nie bądźmy krótkowzroczni i nie pozwólmy sobie wmówić, że nas nie stać na to, aby nasz kraj zrealizował inwestycje i przedsięwzięcia o którym powyżej pisałem.
Zostaw komentarz