Rozpoczęcie przez Federację Rosyjską 24 lutego 2022 roku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę całkowicie zszokowała opinię publiczną nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim w Europie i na całym świecie. Z mojego punktu widzenia ta obecnie trwająca wojna była nie tylko do przewidzenia, ale przede wszystkim było pewne, że Rosja zdecyduje się zrewidować światowy ład geopolityczne poprzez wstrząśnięcie i zniszczenie ładu geopolitycznego w Europie jaki został zbudowany po 1989 roku, czyli po zakończeniu Zimniej Wojny, którą ZSRR zdecydowanie przegrał. Z punktu widzenia rosyjskich-postsowieckich elit służb specjalnych z których wyrósł Władimir Putin rewizja tego ładu była, jest i będzie zasadniczym celem geopolitycznym – długookresowym. Tak samo jak odtworzenie Imperium Rosyjskiego w granicach sprzed 1991 r., a więc sprzed rozpadu Związku Sowieckiego. 25 września 2005 r. Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin wygłosił przemówienie przez Zgromadzenie Federalnym w którym zawarł słynne już zdanie o tym, że rozpad ZSRR było największą katastrofą geopolityczną XX wieku. Powiedział jednak jeszcze coś znacznie ważniejszego odnoszącego priorytetów Rosji na arenie międzynarodowej. Putin za  jeden z najważniejszych uznał „zapewnienie praw ludności rosyjskojęzycznej za granicą” i dodając kategorycznie zapowiedział: „Zagadnienia te nie mogą być przedmiotem politycznych lub dyplomatycznych targów!”. Otwarcie więc zapowiadał kierunki swojej polityki, które ostatecznie przedstawił bez skrupułów w Monachium podczas co rocznej Konferencji Bezpieczeństwa. To właśnie wtedy zapowiadał rewizję ładu postzimnowojennego, krytykował amerykańską dominację i tzw. „ład jednobiegunowy” oraz rozszerzenie NATO na Wschód, które określał jako złamanie umowy przez Zachód oraz politykę ingerowania w strefę wpływów Rosji, a tym samym jego zdaniem oznaczało to tworzenie zagrożenie bezpieczeństwa Rosji. Trzeba jednak pamiętać o tym, że sam Putin uważał, iż budowanie sojuszu rosyjsko-niemieckiego pozwoli stopniowo ograniczać wpływy Waszyngtonu w Europie. Tym bardziej, że w tamtym okresie Stany Zjednoczone były skupione na prowadzeniu całkowicie bezsensownej i trawiące zasoby wojny na Bliskim Wschodzie. Jednocześnie zdawał sobie sprawę z rosnącej stopniowo potęgi ekonomicznej Pekinu, która kumulowała nadwyżki z wymiany handlowej oraz napływającego do Chin kapitału i technologii zachodnich. Jego celem było doprowadzenie do podziału państw europejskich ze Stanami Zjednoczonymi, osłabienie potencjału militarnego państw Europy zachodniej oraz ostatecznie wyparcie wpływów USA z Europy. Dostrzegał wielki potencjał w budowaniu sojuszu rosyjsko-niemieckiego tak jak w drugiej połowie XIX w. Car Aleksander II oraz Otto von Bismarck, który zainicjował słynny Sojusz Trzech Cesarzy wymierzony przeciwko Francji, jak i Wielkiej Brytanii, gdyż celem Rosji było wyjście na Morze Śródziemne, co było możliwe pod warunkiem, że Rosja w pełni podporządkowałaby sobie cały region Morza Czarnego. Dla Bismarcka było z kolei ważne, aby Niemcy były zabezpieczone od Wschodu i nie musiały potencjalnie walczyć na dwa fronty. Jednakże sojusz rosyjsko-niemiecki z czasów Bismarcka bezpośrednio  wskazywał na wspólnotę interesów obu państw w kontekście sprawy polskiej, która zarówno dla Rosji, jak i Niemiec stanowiła poważne wyzwanie z uwagi na dążenia niepodległościowe polskiego narodu. Celem obu tych ówczesnych państw było realizowanie polityki „devide et impera”, czyli wytwarzania podziałów wewnętrznych na ziemiach polskich. Dlatego celowo próbowano skłócać różne grupy ze sobą, wspierać osoby działające na rzecz interesów Niemiec i Rosji zarówno pod w zakresie finansowym, jak i politycznym oraz skłócać zamieszkujący dawny obszar Rzeczpospolitej narody i grupy religijne. Do tej polityki zarówno Rosja, jak i Niemcy wielokrotnie w późniejszych okresach historycznych wracały. Myślę i wiele wskazuje na to, że wróciły także we współczesnej rzeczywistości i w czasie istnienia od 1989 roku III RP.

Władimir Putin podczas swojego przemówienia w Bundestagu wygłoszonego w 2001 r. powiedział m.in.:

Stosunki rosyjsko-niemieckie są tak stare, jak nasze narody. Pierwsze plemiona niemieckie pojawiły się na terytorium Rosji pod koniec I wieku. Pod koniec XIX wieku Niemcy byli dziewiątą pod względem liczebności grupą etniczną w Rosji. Ale ważne są nie tylko liczby, ale rola, jaką ci ludzie odegrali
w rozwoju kraju i stosunkach rosyjsko-niemieckich. Byli to chłopi i kupcy, intelektualiści, wojskowi i politycy. Niemiecki historyk Michael Stuermer zauważył: „Rosję i Amerykę dzielą oceany, natomiast Rosję i Niemcy dzieli wielka historia”. Powiedziałbym, że historia, podobnie jak oceany, nie tylko dzieli, ale także łączy. Ważne jest, aby właściwie zinterpretować tę historię. Jako dobry sąsiad na Zachodzie Niemcy często symbolizowały dla Rosjan Europę, europejską kulturę, intelekt techniczny i przedsiębiorczy dowcip. Nic dziwnego, że w przeszłości wszyscy Europejczycy byli w Rosji znani jako Niemcy, a osada Europejczyków w Moskwie była znana jako Wioska Niemiecka. Naturalnie wpływy kulturowe obu narodów były wzajemne. Wiele pokoleń Niemców i Rosjan studiowało i nadal lubi dzieła Goethego, Dostojewskiego i Lwa Tołstoja. Nasze narody bardzo dobrze rozumieją swoją mentalność, czego dowodem są wspaniałe rosyjskie tłumaczenia niemieckich autorów. Wiernie odwzorowują tekst, zachowując tempo narracji oraz nastrój i piękno oryginału. Jednym z przykładów jest tłumaczenie Doktora Fausta autorstwa Borysa Pasternaka”.

I dalej:

„Dzisiejsze Niemcy są wiodącym partnerem gospodarczym Rosji, naszym najważniejszym wierzycielem, jednym z głównych inwestorów i kluczowym rozmówcą w dyskusjach o polityce międzynarodowej”.

Putin już w 2001 r. wskazywał, że z perspektywy interesów geopolitycznych Rosji Niemcy są kluczowym dla niej kluczowym państwem w Europie z którym zamierzają intensyfikować współpracę właśnie po to, aby Rosja ponownie mogła powrócić i mieć wpływ na politykę i tym samym sytuację geopolityczną w Europie. Pamiętajmy o tym, że zaledwie kilka lat później i niespełna kilka miesięcy po Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium Niemcy zablokowały w czasie Szczytu NATO w Bukareszcie członkostwo Gruzji i Ukrainy w Pakcie Północnoatlantyckim. Dla Putina było już wówczas jasne, że Europa, a de facto Niemcy przyzwalają (z jego perspektywy) na dokonanie rewizji ładu geopolitycznego w Europie. Kolejne uderzenie Putina nastąpiło w 2014 r. i również nie spotkało się z decydowaną odpowiedzią Zachodu i Niemiec, które przystąpiły do Porozumienia Mińskiego, którego postanowienia Rosja nigdy nie dotrzymywała aż nastąpiło zasadnicze uderzenie poprzedzone zgodą Angeli Merkel na realizację projektu Nord Stream II, który bezpośrednio uderzał i zagrażał Ukrainie. Putin sądził, że ma wszystkie karty i atuty w swoim rękawie tym bardziej, że Niemcy nie zamierzali uderzać w aspiracje neoimperialne Rosji z uwagi na to, że same zamierzały zbudować imperium europejskie podporządkowane de facto woli politycznej Berlina. 

Nakreśliłem po krótce sytuację geopolityczną i relacje rosyjsko-niemieckie, jakie były budowane aż do czasu rozpoczęcia wojny na Ukrainie. Przejdę teraz do zasadniczego wątku mojego tekstu do naszej polityki wewnętrznej związanej także z powyższym tematem. W ciągu ostatnich miesięcy w Telewizji Publicznej co tydzień we wtorki o godz. 21:10, a wcześniej przed wakacjami w poniedziałki ukazuje się reportaż pn. „Reset”, którego autorami są m.in. Michał Rachoń oraz Sławomir Cenckiewicz, dr. Hab. Co tydzień we wtorki przedstawiane są opinii publicznej kulisy realizowanej przez rząd PO-PSL w latach 2007-2014 polityki resetu Polski w stosunkach z Federacją Rosyjską. Przedstawiane informacje i tezy podparte są nie tylko przeprowadzanymi wywiadami, ale przede wszystkim dokumentami, które odsłaniają w moim przekonaniu kompromitujący polityków Platformy Obywatelskiej na czele z samym Donaldem Tuskiem obraz polityki zagranicznej i polityki wobec Rosji z lat 2007-2014. Nie będę na łamach tego tekstu przedstawiał wszystkie poruszone dotąd wątki, gdyż uważam, że każdy bez względu na poglądy powinien się z tym serialem – reportażem zapoznać i wypracować własne stanowisko. Niemniej, w ostatnim odcinku przedstawiony został pewien ciekawy dokument, który może sugerować, że Donald Tusk otrzymał blisko miesiąc po tragedii w Smoleńsku najwyższe odznaczenie państwowe za realizowaną przez Polskę politykę resetu z Rosją, która de facto uwiarygadniała Rosję w Europie i pozwalała budować sojusz niemiecko-rosyjski bez jakichkolwiek przeszkód, gdyż władze w Warszawie nie tylko nie sprzeciwiały się realizowanym projektom takich jak Nord Stream II, ale przede wszystkim nie zamierzały współpracować z ówczesnym Prezydentem RP, który chciał kontynuować politykę jagiellońską realizowaną przez poprzedni rząd Premiera RP Jarosława Kaczyńskiego. Co więcej, rząd Premiera Donalda Tuska nie sprzeciwiał się też interesom ekonomicznym i politycznym Berlina nad Wisłą. Przypomnijmy, Donald Tusk i jego rząd nie zrobili nic, aby uratować polskie stocznie. Rząd nie zwrócił się do Brukseli o możliwość udzielenia publicznej pomocy finansowej państwa po to, aby uratować przemysł stoczniowy oraz nie próbował blokować projektu Nord Stream I tak jak kolejny polski rząd czynił to w kontekście Nord Stream II.  Niejasne dotąd i nie wyjaśnione do dziś były zamiary prywatyzacji LOT zwłaszcza w kontekście późniejszego wybuchu afery Amber Gold w tle której była sprawa tanich linii lotniczych OLT Express i LOT. Jednakże zarówno ówczesne służby, organy ścigania, wymiar sprawiedliwości, jak i specjalnie powołana ds. wyjaśnienia afery Amber Gold komisja śledcza nigdy nie wyjaśniły tych wątków. 

Dlatego uważam, że komisja ds. zbadania wpływów rosyjskich powinna powstać już dużo wcześniej, gdyż w latach 2007-2014 w Polsce, jak i w relacjach polsko-rosyjskich, jak i polsko-niemieckich dochodziło tak się składa do wielu dziwnych zbiegów okoliczności. W 2014 r. opinią publiczną wstrząsnęły i zelektryzowały słowa wypowiedziane przez ówczesnego kandydata do Parlamentu Europejskiego startującego z Komitetu Twój Ruch Pawła Piskorskiego, który na łamach swojej ówczesnej książki wskazywał:

„Kongres Liberalno-Demokratyczny, którego jednym z liderów na początku lat 90. był Donald Tusk, miał otrzymać od niemieckiej CDU pożyczkę w wysokości miliona marek” oraz „Była pomoc ze strony CDU dla KLD. Ale znacznie więcej do powiedzenia mają na ten temat Tusk i Bielecki. Tyle chciałem w tej sprawie powiedzieć”.

Nieco ciekawsze są słowa odnoszące się do źródeł powstania Partii KLD, które również wypowiedział Pan Paweł Piskorski:

Unia Demokratyczna, w której byli Kuroń czy Geremek, wydawała im się zbyt lewicowa, prezydent Wałęsa z kolei nieobliczalny. Podobnie oceniali braci Kaczyńskich, którzy wtedy zaczęli budować Porozumienie Centrum. Postkomuniści oczywiście nie wchodzili w grę. Odpowiedni wydawał się Kongres. CDU bezzwrotnie darowało KLD kilkaset tysięcy marek. To były pieniądze w gotówce, które działacze KLD wymieniali w kantorach na złotówki w Warszawie. Pieniądze poszły na budowanie partii w 1991 r. 

Pamiętajmy o tym, że te słowa padły podczas kampanii wyborczej, a więc była możliwość wytoczenia ówczesnemu kandydatowi Pawłowi Piskorskiemu pozwu w trybie wyborczym. Tego zarówno sam Donald Tusk, jak i politycy Platformy Obywatelskiej nie uczynili. Donald Tusk jedynie oznajmił, że nie pozyskiwał żadnych pieniędzy z Niemiec od CDU – partii, której członkiem i wieloletnią szefową była Angela Merkel. Jednak Donald Tusk nie złożył pozwu w trybie wyborczym po to, aby kategorycznie zamknąć tę historię w sytuacji pomyślnego dla Tuska rozstrzygnięcia sądowego. Co więcej, w tamtym czasie i w tym temacie wypowiadał się także Andrzej Olechowski, były współzałożyciel Platformy Obywatelskiej. Na jego oficjalnej stronie internetowej, która nadal jest dostępna zamieszczony jest wywiad, który bezpośrednio odnosi się do tego tematu. Możemy w nim przeczytać następujące słowa Andrzeja Olechowskiego: 

„Ja powiedziałem dwie rzeczy: po pierwsze, podobnie jak Jan Rokita, że sprawa finansowania KLD z pieniędzy CDU nie wydaje mi się niemożliwa. Po drugie, że Piskorski nie jest, jak zasugerował to premier, notorycznym kłamcą. Dziwi mnie mocny atak członków PO na Piskorskiego i zdenerwowanie byłych liderów KLD, kiedy są pytani o źródło finansowania partii”.

Nie będę wchodził w szczegóły kwestii finansowania KLD (poprzedniczki dzisiejszej Platformy Obywatelskiej), gdyż to długi i nie do końca wyjaśniony temat, który każe postawić wiele pytań niźli mamy udzielonych odpowiedzi. Niemniej, wiele z tych wątków sprawiają wrażenie, że Donald Tusk jest postacią dla mnie co najmniej dwuznaczną. Daleki jestem od stwierdzenia, że jest agentem niemieckim bo po pierwsze nie mam na to dowodów, a po drugie wydaje mi się to całkowicie nie możliwe. Niemniej, ewidentnie ma on słabość do Niemiec być może dlatego, że dla niego najważniejsze jest realizowanie własnego interesu, a nie interesu Rzeczpospolitej. Bo gdyby ten interes byłby dla niego najważniejszy, to nie realizowałby szkodliwej i przede wszystkim krótkowzrocznej polityki resetu z Federacją Rosyjską. Polityki, która skończyła się prawie katastrofą nie tylko dla samej Ukrainy, ale także dla Polski, gdyby była ona kontynuowana po 2014 r. Dlatego uważam, że powołana do życia komisja ds. zbadania rosyjskich wpływów musi w pełni i przejrzyście odpowiedzieć na zasadnicze dwa pytania:

  • Dlaczego polityka resetu w ogóle była przyjęta i kontynuowana po rozpoczęciu przez Rosję wojny z Gruzją (to powinien być poważny sygnał dla ówczesnych polskich decydentów, że Rosja dąży do zrewidowania ładu światowego i przede wszystkim ładu geopolitycznego w Europie)?
  • Czy polityka resetu w stosunkach z Rosją miała służyć zbliżeniu Polski i Niemiec w relacjach politycznych i wzmocnieniu osobistej pozycji Donalda Tuska i polityków Platformy Obywatelskiej w strukturach Unii Europejskiej? 

Nie oczekuję natomiast od tej komisji tego, aby kogokolwiek wykluczała z życia publicznego, gdyż uważam, że to jest podstawowa rola i kompetencja należąca wyłącznie do Trybunału Stanu. Uważam jednak, że dla przejrzystości życia publicznego i wyjaśnienia wszystkich pojawiających się od ponad trzydziestu lat wątpliwości Pan Premier Donald Tusk, jak i inni czołowi politycy Platformy Obywatelskiej powinni stanąć przed taką komisją i wyjaśnić wszystkie pojawiające się w przestrzeni publicznej wątpliwości.

Fot. Maksymilian Rigamonti / Dziennik Gazeta Prawna