Przyznam, że dziwi mnie zdziwienie sprawą Bolesławca. Kradzież własności intelektualnej w komunistycznych Chinach była i jest; to fundament tamtejszej gospodarki, od kubków po myśliwce.

Producenci z bolesławieckiego zagłębia ceramicznego alarmują : chińskie imitacje zalewają rynek, jednej z firm bezczelnie skopiowano logo, a interwencje w ambasadach i urzędach nic nie dały. Tanie podróbki, wytwarzane masowo i bez kontroli jakości, podszywają się pod markę, którą polscy rzemieślnicy budowali od pokoleń.

W Chinach kultura kopiowania ma nawet swoją nazwę: „shanzhai” (山寨) – dosłownie „górska twierdza”, obóz zbójników poza zasięgiem władzy. Podróbka z definicji wyjęta spod prawa.

Tyle że to nie margines, to polityka państwa: Tian Lipu, szef Urzędu Własności Intelektualnej ChRL, mówił już w 2009 r., że produkt „shanzhai”, który zdobywa uznanie rynku, „jest w istocie rodzajem innowacji”.

Dziś najgłośniej dziwią się ci, którzy przez lata odwracali wzrok od prawdziwej natury tego komunistycznego państwa. Bolesławiec to nie wypadek przy pracy; to rachunek za iluzję.

Autor: Hanna Shen
Dziennikarka, korespondentka GPC na Tajwanie, prowadzi swojego bloga pod adresem: haniashen.blogspot.tw