Mój przyjaciel, który jest gorliwym żyrantem aktualnych zmian dla zmian, bo jak twierdzi… sprawowanie władzy deprawuje, wytknął mi, że posługuję się retoryką niezależnego medium. Jego starego solidarucha, którego junta Jaruzelska zabrała o 3 nad ranem z domu i zamknęła w opolskim kryminale, dotknęło to, że w zupełnie niewinnym tekście nazwałem obecny układ władzy, zgodnie z datą jego utworzenia – Koalicją 13 grudnia. Nie będę udawał Greka, choć mógłbym to z łatwością robić, bo w Grecji byłem dwa razy, że to jego żachniecie się, we mnie nie wzbudziło smutnej refleksji. Zamyśliłem się nad erozją mitu założycielskiego Wolnej Polski opartego na wartościach skondensowanych w haśle Bóg, Honor, Ojczyzna. Wystarczyło bowiem trzydzieści parę lat, żeby je, te wartości zignorować — i ostentacyjnie zbratać się z polityczną szumowiną. W odróżnieniu od przyjaciela mam ten komfort, że nie muszę niczego ze świadomości wypierać, ja swój bieg ukończyłem, biorąc udział, jak to określił Św. Paweł w liście do Tymoteusza – w dobrych zawodach, a inni niech, dobrze im radzę… uważają na trasy i biegi wiodące do piekła.