„Diuna” to piękny film. Moralitet filozoficzny o fanatyzmie, przeznaczeniu, wojnie oraz mocne ostrzeżenie przed charyzmatycznymi liderami, którzy w pogoni za władzą są gotowi poświęcić wyznawane wartości i pokładających w nim nadzieję ludzi.

W dwuczęściowym filmie obserwujemy ewolucję Paula Atrydy. Po klęsce Atrydów na Arrakis z rąk Harkonnenów, ucieka wraz z matką do fremeńskich siczy, gdzie poznaje ich zwyczaje. Walczy z wojskami Harkonnenów eksporującymi złoża przyprawy. Nawet zakochuje się w jednej z nich o imieniu Chani. Początkowo walczy na północy planety gdzie Fremenów jest mniej. Nie chce przenieść się na południe, gdzie jest ich o wiele więcej, ale są to fanatycy wierzący w stare przepowiednie o Mesjaszu, który ich wyzwoli i przyniesie im zbawienie. Weźmie do raju. On się ich obawia, nie mniej jak własnego przeznaczenia, które wróży mu koronę imperatora. Ci na północy – jak Chani – są racjonalni, nie wierzą w przepowiednie i starożytne mity o Zbawicielu. Poza Stlilgarem, który po każdym zwycięstwie Paula, przekonuje ludzi, że wszelkie znaki wskazują, że to Paul, jest oczekiwanym Zbawcą.

Potem jednak, pod wpływem okoliczności oraz namów matki i Stilgara ucieka na południe i staje na czele powstania przeciw Harkonennom. Powstaje się udaje. Wrogowie ponoszą klęskę. Imperator zostaje obalony, a po jego koronę sięga Paul wierząc w swoją misję zbawiania świata. Już nie tylko Arakis, ale i innych planet na których panują inne Wysokie Rody. Te jednak, oczekując w statkach na orbicie Arakis, odmawiają uznania jego władzy.

Młody imperator, wbrew obietnicom danym wcześniej Fremenom, wzywa ich do wojny z nimi. Obiecując im raj. To mocne nawiązanie do islamskich wojowników, fedainów, gotowych oddać swe życie w imię religii, w zamian za obietnicę raju zapowiedzianego w Koranie. Władza i poczucie misji jaką ma do spełnienia sprawiły, że przestaje wątpić. Nie waha się. Gotów jest poświęcić życie ludzi, którzy mu zawierzyli, dla Sprawy. Nawet jeśli to nie jest ich Sprawa, tylko jego.

Świat jest pełen takich charyzmatycznych liderów. Małych i dużych. Stojących na czele państw czy firm. Przez lata, pomiędzy nimi a ich podwładnymi czy poddanymi wytwarza się silna więź. Zaczynają pokładać w nim absolutne zaufanie i wiarę. Są ślepi na to, że być może zboczył z drogi, którą początkowo im obiecywał. Że wykorzystuje ich do budowania własnej potęgi i realizacji celów, które mają niewiele wspólnego, z tymi, za którymi początkowo poszli. I nawet kiedy każe im skoczyć w metaforyczną przepaść, robią to chętnie. Z oddaniem wiernego psa. Z wolnych ludzi zamienili się w sektę idącą bezmyślnie za swoim guru.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl