— W końcu wymarzona wycieczka do Włoch! — krzyknęła uradowana Basza. — Jeden z naszych fanów nam ją zafundował! Zwiedzimy Sycylię, Rzym, Florencję…
Na to Dziad Borowy:
— Mogę jechać, jeśli w Rzymie będzie tylko szybkie zwiedzanie, a mieszkać będziemy w wiosce gdzieś blisko morza.
— Tak właśnie zrobimy — stwierdził Wszak. — Zaczynamy od Sycylii.
Następnego dnia Wszak, Kloc, Basza i Dziad Borowy opalają się na sycylijskiej plaży.
— Czas wybrać się na włoską pizzę — mówi Kloc.
Cała czwórka udaje się do pobliskiego baru.
— Ta pizza jest jakaś inna od tej, którą dają u nas — zauważyła Basza.
— Bo to włoska pizza — odparł Kloc. — A u nas i na całym świecie popularna jest pizza amerykańska. W niej główną rolę grają rozmaite dodatki, a we włoskiej — ciasto.
— Pica sryca — odburknął Dziad Borowy. — Pic na wodę. Amerykańska czy włoska — wszystko to marna podróbka naszych słowiańskich podpłomyków!
— Może i tak, ale my nie potrafiliśmy sprzedać światu naszych podpłomyków! — podsumował Kloc.
Kolejne dni cała czwórka spędza beztrosko, opalając się, kąpiąc w morzu i delektując wspaniałym jedzeniem, zwłaszcza świeżymi rybami. Młodzi Sycylijczycy zapraszają Wszaka i Kloca na wspólne łowienie.
Basza zostaje z Dziadem Borowym, który delektuje się sycylijskim winem, aż urywa mu się film i zasypia. Kiedy się budzi… Baszy nie ma.
Wkrótce wracają Wszak i Kloc. Pytają wszystkich, czy nie wiedzą, gdzie poszła Basza. Nikt nic nie wie. Wszyscy unikają rozmowy na jej temat — nawet kontaktu wzrokowego. Tylko jedna starsza kobieta szepcze krótko:
— Mafia. Z nimi nie wygracie.
Cała trójka jest zrozpaczona. Następnego dnia postanawiają zgłosić zaginięcie na policję, choć wszyscy mówią im, że to nic nie da. Policjant spisuje bardzo długi protokół i udaje zatroskanego. Kolejnego dnia udają się do polskiego konsulatu — tam również słyszą, że szanse na odnalezienie Baszy są znikome.
Ogarnia ich rozpacz i poczucie beznadziejności. Dziad Borowy płacze:
— Znów problemy przez moją miłość do trunków… Chyba muszę przestać pić!
Wtem — jak gdyby nigdy nic — pojawia się Basza.
— W końcu jesteś! Jednak policja zadziałała? — krzyknął Dziad Borowy.
— Jaka policja! Użyłam swoich supermocy! Wyobraźcie sobie, że chcieli, żebym została żoną szefa mafii — starego jak Dziad Borowy!
— Chłop powinien być starszy od baby! — fuknął Dziad Borowy. — Małżeństwa rówieśników to chory wymysł współczesnych czasów!
— Ale okazję zmarnowałaś — zaśmiał się Wszak. — Jako żona szefa mafii byłabyś ustawiona do końca życia. I jeszcze rodzinę oraz znajomych byś ustawiła!
— Ale dlaczego od razu nie użyłaś swoich supermocy? — zainteresował się Kloc. — Tyle dni spędziłaś w niewoli, a my się tak martwiliśmy!
— Ach… Francesco, jeden z tych, co mnie porwali… — westchnęła Basza. — Był taki przystojny…
Wszak i Kloc otworzyli szeroko oczy i usta ze zdumienia.