Rektor pan przeżywał 50 urodziny. Na tę okazję kazał zakupić trzy kilogramy salcesonu i pięć kilo kaszanki. Zaprosił wszystkich dziekanów, Woźnego, Szatniarza i Kierownika Działu do siebie zaznaczając, że pieczywo we własnym zakresie. Jego gabinet wnet wypełnił się ludźmi. Każdy trzymał w ręku bułki lub chleb.

– Zgromadziłem was tutaj – zaczął przemowę Rektor pa – aby uczcić samego siebie. Gdyż właśnie uzyskałem 50 lat, a serce i wątroba jeszcze dają radę.

Rozległy się oklaski.

– Ale przede wszystkim chciałbym podziękować samemu sobie, że tak dużo na tym stanowisku osiągnąłem – powiedział Rektor pan i znów zabrzmiały oklaski.

– Niech żyje Rektor pan – zakrzyknął jeden z dziekanów.

– Niech żyje nam! – odpowiedzieli pozostali i poczęli podrzucać Rektora pana w górę, pod sam sufit.

– Wystarczy – powiedział Rektor pan i zaprosił do stołu. Jego ulubiony salceson był pośrodku, a kaszanka po bokach. Była też kawa z fusami i herbata aromatyzowana. A dla najbliższych znajomych Rektora pana przeterminowane wino.

Wszyscy do końca życia nie zapomną tego uroczystego przyjęcia.

Banany na uniwersytecie.

Na uniwersytecie nigdzie nie było bananów.

Tylko ogórki.

I większość kardy była zrozpaczona.

I jedli te ogórki udając, że to banany.