Czytam oto, że nowa dyrekcja Muzeum II WŚ usuwając gabloty poświęcone rodzinie Ulmów, ojcowi Kolbe czy rotmistrzowi Pileckiemu „przywróciła pierwotny, autorski charakter ekspozycji”. Czytaj więcej.
Szczerze – nie znam się na współczesnych rozwiązaniach prawnych, ale trudno mi się pogodzić z koncepcją, że ekspozycja w muzeum historycznym wybudowanym za grube miliony w ramach przedsięwzięcia państwowego powinna w ogóle mieć „autorski” charakter stając się rodzajem przedsięwzięcia artystycznego, realizującego prywatną „wizję” jej autorów a nie wyrażeniem czegoś, co ma charaktersz dużo szerszy, przekraczający ramy czysto artystycznej ekspresji.
Oczywiście – jeśli umowa z autorami koncepcji zakładała takie właśnie ograniczenie, że „bierzemy wszystko jak sobie autorzy wymyślili, albo nic”, to można mówić o złamaniu warunków umowy i określonych konsekwencjach prawnych, ale tak naprawdę nie o to tu chodzi.
Mamy tu bowiem spór aksjologiczny na innym, dużo ważniejszym poziomie. Jak rozumiem, intencją autorów było bowiem przedstawienie realiów życia obozowego poprzez ukazanie ich wymiaru antropologicznego: skupienie się na losie jednostek miażdżonych przez obozowy system zagłady, na ich przeżywaniu i śmierci. Sens tego miał być czysto uniwersalistyczny i humanistyczny.
I tutaj mamy sedno, gdyż zachodzi pytanie – czy właśnie o taki sens a raczej – czy wyłącznie o taki sens chodzi Suwerenowi, który Muzeum ufundował?
Sądzę, że nie. Muzeum powstało jako część przedsięwzięcia, które miało na celu podkreślenie losu narodu polskiego podczas II Wojny Światowej a nie stworzenie kolejnej ekspozycji ilustrującej „uniwersalistyczny” wymiar wojny i cierpienia, co najwyżej z zaznaczeniem „wyjątkowości” zagłady Żydów.
Fundator tego muzeum uznał bowiem, że wojenne losy narodu polskiego zasługują na osobną opowieść muzealną. Holocaust, dramat wojny jako takiej a nawet historyczna wyjątkowość II Wojny Światowej doczekały się już licznych ekspozycji na całym świecie. Uniwersalistyczny wymiar cierpienia wojennego, groza totalitaryzmu nazistowskiego czy fenomen ludobójstwa weszły na trwałe do kanonu nauczania na całym Zachodzie i naprawdę państwo Polskie nie miało powodu, żeby za grube miliony budować kolejną identyczną wystawę. Wręcz przeciwnie – Muzeum II Wojny Światowej powstało w Gdańsku konkretnie po to, aby pokazać światu zapomnianą na świecie perspektywę polską: czym ta wojna była dla naszego narodu, jakie były jej konsekwencje dla Polski, jak Polacy walczyli z hitlerowskimi Niemcami, jak wojne rozstrzygnięcie wpłynęło na dalsze losy naszego kraju. Celem było zatem pokazanie wojennych losów Polski i Polaków na tle wielkiej wojny a nie pokazanie wielkiej wojny i jej „antyludzkiego” wymiaru per se.
No i tutaj zachodzi konflikt, gdyż właśnie taka patriotyczna perspektywa jest nie do strawienia dla „Uśmiechniętej Polski”, która odrzuca na wejście wymiar narodowy jako „passe” a interesują ją wyłącznie uniwersalia. „Uśmiechnięci” chcą opowiadać o obozowych losach ludzi a nie Polaków, chcą stworzyć opowieść „ogólnoludzką” a nie „narodową”.
Ich opowieść jest na swój sposób abstrakcyjna. Nazizm jest fenomenem, który może wystąpić wszędzie, gdzie do władzy dojdzie „skrajna prawica” – nie ma nic wspólnego z jakimiś „narodowymi cechami” tego czy innego narodu. Każdy może stać się ofiarą, wszędzie znajdą się bohaterowie i kolarboranci, wszędzie ktoś się zeszmaci a ktoś zachowa człowieczeństwo do końca – nie ma powodu, aby mówić lepiej o Polakach niż o Niemcach, gdyż ludzie są wszędzie jednakowi: to idee polityczne są dobre lub złe a najgorszymi ze wszyskich są: religijny fanatyzm, rasizm, nacjonalizm i ich bękart – faszyzm. O Żydach mówi się zaś konkretnie, bo ich historia jest jest ikonicznym przykładem idealnej „bezbronnej ofiary”, której odwieczne cierpienie zawsze jest skutkiem narastania „prawicowych tendencji”. Mówimy o Żydach ku przestrodze, żeby świat nie zapomniał do czego prowadzi „prawicowość”. Prawicowość, to po prostu preludium faszyzmu – wynik psychopatycznych skłonności odziedziczonych po naszych małpich przodkach. Coś, co zawsze powinno być powodem wstydu i zażenowania. Zyd jest zatem inną nazwą dla „homo sacer” – człowieka „nagiego”, wiecznego banity przepędzanego z jednego miejsca na inne, mordowanego przez silniejszych z dowolnego powodu, ale przede wszystkim dlatego, że jest bezbronny i jako taki wzbudza wśród „silnych” sadystczną odrazę i pogardę.
„Uśmiechnięci” to wszystko wiedzą i rozumieją, więc nie chcą opowiadać o żadnej „narodowej” perspektywie, o żadnych „losach polskich”. Polacy wszak też mordowali Żydów i tylko to powinno być opowiadane – ku przestrodze! Kolbe, Ulmowie czy Pilecki, to co najwyżej rzadkie wyjątki, które – nie daj boże – będą przez „nacjonalistów” używane jako usprawiedliwienie dla bezmiaru zbrodni. Nie należy ich zatem eksponować, bo to naruszy „antropologiczny sens ekspozycji”.
Widzimy więc wyraźnie kluczową oś sporu. Ma ona charakter fundamentalny i wyraża integralną sprzeczność, która przekłada się na cały ostry spór polityczny w świecie Zachodu.
Dla „Uśmiechniętych” każda narodowa czy inna „silna” identyfikacja to co najwyżej „kwestia techniczna”, rodzaj niefortunnej zaszłości, którą trzeba jak najpilniej przewyciężyć. Silne identyfikacje, to dla nich praźródło wszelkiego zła. „Uśmiechnięci” akceptują wyłącznie identyfikacje „słabe” – te, które wiążą się ze statusem cierpiącej ofiary. Ludzkość ma bowiem moralny obowiązek wobec ofiar, który przekłada się na sprzeciw wobec identyfikacji „silnych”. W takim ujęciu historiozoficznym dzieje człowieka, to dzieje emancypacji – dzieje „wyzwalania” kolejnych grup spod „systemowego ucisku”. Jeśli siła ma mieć jakikolwiek sens moralny, to musi służyć powszechnej emancypacji a nie samozadowoleniu tej czy innej grupy, zwłaszcza narodowej! Opowieść o wojnie staje się zatem opowieścią o tym, do czego prowadzi siła, jeśli odrzuci się emancypacyjną perspektywę.
Prawica zaś, podkreślając perspektywę „patriotyczną” czy „narodową” jest więc de facto niemoralna – nadając pozytywny sens „silnej identyfikacji” jest „antyludzka”, „barbarzyńska” – po prostu zła. „Uśmiechnięci” nie będą tego tolerować!
Rozumiecie więc, co stale podkreślam, dlaczego kwestią kluczową dla prawicy w dobie powszechnego sekularyzmu jest wypracowanie własnej teorii etycznej, która uzasadnia potrzebę „silnych identyfikacji”.
Zostaw komentarz