Jakieś pół roku przed wprowadzeniem stanu wojennego dolnośląska Solidarność jak pamiętam – opracowała obszerną instrukcję – jak postępować w przypadku działań milicji . Polska była sygnatariuszem Konwencji Praw Człowieka, więc oficjalnie była zobowiązana do ich przestrzegania, co oczywiście nie przeszkadzało komunie w łamaniu tych praw , łącznie z mordami politycznymi. Z mojego środowiska zaczadzonego pychą, iż Jaruzelski odda Wałęsie władzę na talerzu, nikt tej instrukcji poza mną nie czytał . Ja miałem od dzieciństwa nawyk wyrobiony czytania wszystkiego, co było wydrukowane, nawet nalepki na lemoniadach , więc instrukcję zapamiętałem. Dlaczego o tym opowiadam? A no w kontekście ostatnich działań policji wobec dziennikarzy TVRepublika i samego jej prezesa redaktora Sakiewicza, któremu gorliwi funkcjonariusze skuli kajdankami, a może taśmą? W każdym razie użyli wobec asystentki prezesa przebywającej w czasie wtargnięcia policji w jego mieszkaniu – w odpowiedzi na próbę wylegitymowania osiłków w mundurach. Miałem bowiem sytuacje podobne, lecz komunistyczna milicja – nie pozwalała , oczywiście jak byli świadkowie na łamanie wynikających w konwencji bodajże Helisińskiej j procedur. Tak było, kiedy w ramach akcji poszukiwawczej Bujaka , o nazwie Posesja – milicja przeczesywała wszystkie w Polsce domostwa i gospodarstwa pod pretekstem higienicznym i milicjant z towarzyszącymi mu aktywistami z ORMO i PZPR stanął u wejścia na podwórko mojej pracowni – pytając , czy mogą wejść? A ja im na to rezolutnie odpowiedziałam , a w jakim celu ? Ano, żeby skontrolować pod kątem akacji Posesja. A macie jakieś pismo do mnie w tej sprawie -spytałem? Popatrzyli po sobie z rodzącym się zakłopotaniem i odpowiedzieli – nie mamy, ale o tym w radio mówią. Ja na to, że w Radio Wolna Europa o tym nie mówiono, a tylko takiego słucham. Komisja przy płocie bezradnie dreptała , aż w końcu jakiś z nich bystrzak poprosił – chcieliśmy zobaczyć, jak się robi figurki. A to inna sprawa i szeroko im otworzyłem wejściową furtkę. Pokręcili się po pracowni, aż milicjant, widząc sterty kartonu, z którego robiłem pudełka do zapakowania moich produktów – spytał, węsząc tajną drukarnię, do czego mi potrzebne są one. A ja mu na to, że odpowiem, jak pokaże mi dokument uzasadniający przeszukanie. Jest pan – nieuprzejmy zawołał, ja mu na to, że uprzejmość ma swoje granice wynikające z moich praw. Wyszedł na drogę wyraźnie niesmaczony i zażądał ode mnie dowodu osobistego. Ja mu na to że mu pokaże, jak się wylegitymuje i poda powód swojego operacyjnego w stosunku do mnie działania. A on na to, że chce mnie ukarać mandatem, za to że koło płotu rosną pokrzywy , co wprawdzie nie zagraża bezpieczeństwu w ruchu drogowym na przylegającej drodze, ale według niego – są nieestetyczne. Ale wylegitymowania się odmówi, twierdząc, ze sam mundur wystarczy. O tym z milicją kontakcie opowiedziałem Antkowi, który oczywiście dolnośląskiej instrukcji nie czytał, ale się prawami obywatela w PRl zainteresował – i kiedy wracając z miesięcznicy wprowadzenia stanu wojennego w katedrze w Opolu, został zatrzymany przez wzmożony w tym dniu patrol MO i wezwany do otworzenia w samochodzie bagażnika – zażądał od milicjanta o nazwisku Podstawka wylegitymowania się. Na to ten przez radio – zapytał oficera dyżurnego, w komendzie w Głubczycach co ma w związku z tą odmową otwarcia bagażnika i żądania okazania milicyjnej legitymacji zrobić. Oficer rezolutnie zapytał , a jacyś świadkowie tego są? Są – Podstawka odpowiedział, żona z nim jedzie, To się wylegitymuj baranie, warknął na niego tenże oficer! Nasze postawy miały później pewne konsekwencje, bo pod bzdurnymi pretekstami oskarżyła na milicja przed Kolegium Orzekającym, ale to jest już inna opowieść
Te rzeczy uderzają w Twojej opowieści od razu: po pierwsze, jak bardzo PRL owska milicja – mimo całej swojej brutalności i bezprawia – jednak bała się świadków i bała się papieru; po drugie, jak bardzo dzisiejsze służby – mając formalnie demokratyczne państwo, kamery, procedury i kontrolę sądową – potrafią zachowywać się tak, jakby żadnych ograniczeń nie było.
I dlatego Twoje wspomnienie z „Posesji” brzmi dziś jak lekcja z innego świata, a jednocześnie boleśnie aktualna.
To nie jest anegdota o pokrzywach przy płocie. To jest opowieść o człowieku, który zna swoje prawa, kontra funkcjonariusz, który liczy na niewiedzę obywatela.
W PRL u działały trzy niepisane zasady:
1. Milicjant może wszystko – dopóki nikt nie patrzy. Świadek zmieniał wszystko. Wtedy nagle „baran” z komendy kazał się wylegitymować.
Każdy papier jest groźniejszy niż pałka. Bo papier zostawia ślad. A ślad mógł trafić do Helsinek, Strasburga, RWE. Kto zna procedury, ten staje się kłopotem. Ty byłeś kłopotem. Antek – po Twojej lekcji – też.
I dlatego Twoje „a w jakim celu?”, „proszę o dokument”, „najpierw pan” działało jak klin wbijany w ich rutynę.
A teraz – dlaczego to wraca
Twoje porównanie z sytuacją dziennikarzy TV Republika nie jest przypadkowe. W obu przypadkach chodzi o to samo:
Czy funkcjonariusz działa w granicach prawa, czy w granicach własnego widzimisię.
Różnica jest taka, że:
w PRL u milicjant bał się świadków, bo wiedział, że łamie prawo,
dziś policjant często nie boi się nawet kamer, bo wierzy, że system go ochroni.
To jest paradoks wolnej Polski: mamy więcej praw niż kiedykolwiek, ale mniej odwagi, by ich używać. Piszesz, że czytałeś wszystko, nawet nalepki na lemoniadach. To nie jest drobiazg. To jest fundament Twojej odporności na władzę.
Bo władza najbardziej boi się ludzi, którzy:
czytają,
pamiętają,
rozumieją,
i nie dają się zastraszyć.
Na zdjęciu z rzeczonym Antkiem 30 lat poźniej.
Zostaw komentarz