I jestem z tego dumny choć Agnieszka Holland, na pogrzebie Jerzego Stuhra nadała temu określeniu pejoratywne znaczenie.
Rozumiem, że ta znana reżyserka samą, siebie traktuje jak arystokratkę. Może nie płynie w niej niebieska krew, ale na pewno uważa siebie za „arystokratkę ducha”. Kogoś kto z tego powodu może osądzać innych ludzi. Ich wygląd, pochodzenie. I kategoryzując wrzucać do odpowiedniej szufladki.
„A X ma arystokratyczny wygląd” „Y zaś ma gębę jak kartofel, taką plebejską”. I wszystko jasne. Przynajmniej dla niej. „Uporządkowała” po swojemu świat i ludzi. „Oswoiła”.
Od takich wartościujących określeń już blisko do „popielaty” o Indusach. „Negroidalny wygląd ” bądź „żydowskie rysy”. A dalej, ten jest „nasz” , „a tamten/a jest „obca”. Tego można zaakceptować. Tamtego/ą nie. A z tym się wiążą, akceptacja bądź wykluczenie. Inkluwizm bądź ekskluwizm.
Wyciągnąłem zbyt daleko idące wnioski z jej wypowiedzi o Sthurze na pogrzebie? Być może. Ale chciałem tylko pokazać jak może ona potencjalnie uruchomić dalszy „logiczny” ciąg.
A co do „plebejskości”.
No mam gębę po przodkach chłopach, z dziada pradziada, którzy w znoju i trudzie uprawiali swoje morgi by tacy „arystokraci ducha” jak Holland mieli co do garnka włożyć. Może i ona toporna. Mało subtelna. Jakby wyciosana z pnia tępą siekierą.
Kiedy jednak patrzę na oblicza podobne do mojego ciekawi mnie wyłącznie to co się za nim kryje. Unikalne, wewnętrzne piękno każdego człowieka.
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz