To, co wydarzyło się podczas otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu, było wulgarne, obsceniczne i obrzydliwe. To jest kreowanie czegoś – jakiegoś artefaktu wyrażania emocji, ale nie kultury. Kultura to coś wzniosłego i wielkiego. Nie bez powodu słowo wywodzi się od uprawy ziemi. To po prostu był zwykły karczemny kicz. Ale kicz, który miał i ma czemuś służyć. Ma służyć obrażaniu uczuć religijnych opartych na wierze w Chrystusa – jako Boga. I dziwi mnie, że ksiądz Jacek Prusak nie czuje się obrażony, że spostponowano Ostatnią Wieczerze. Przecież on wie, że nie zniszczono wyobrażenia Leonarda da Vinci, ale próbuje się zniszczyć wyobrażenie chrześcijan o Pańskiej Wieczerzy – które jakoś trafnie ujął we fresku da Vinci.

Kolejna skandaliczna kwestia to odsuniecie od komentowania zmagań sportowych Przemysława Babiarza. Odsunięto go nie za słowa krytykujące te błazeństwa, bo ich nie wypowiedział, ale za słowa krytyki koncepcji świata wg „Imagine” Johna Lennona. To był niewątpliwie pretekst, bo przecież Babiarz wiele razy wspierał akcje „nie wstydzę się Jezusa”. I to miała i ma mu za złe obecna władza rządząca mediami. Ale tego argumentu użyć nie mogła.

Jednak sprawa jest zdecydowanie głębsza. Tak naprawdę John Lennon przedstawił świat bez wartości. A taką koncepcję już wcześniej i ostrzej niż Babiarz, wyśmiała Hannah Arendt, stwierdzając ze świat bez narodów, religii państw, nieba itd. prowadzi do dekadencji człowieczeństwa. I nikt jakoś nie miał jej tego za złe. Lennon zachował się przy tym obłudnie pisząc tekst „Imagine”. Przykładowo nawoływał w nim do nieposiadania dóbr, gdy sam opływał w dostatki. Ale wiedział, że na fali ruchu hippisowskiego taki jego tekst przyniesie mu popularność i niewątpliwie krociowe zyski. I widać to po wypowiedziach wielu jego bezkrytycznych wielbicieli, że miał rację

No i kolejna skandaliczna sprawa. Trzeba ja nieco szerzej przedstawić. Chodzi o występy postaci w wielu konkurencjach, których płciowość nie ma charakteru naturalnego i identyfikowalnego. Kiedyś takimi były: Jarmila Kratochvilova, Helena Fibingerowa, Marita Koch, potem Marit Bjoergen, dziś są Tajki, Meksykanki i przedstawiciele innych nacji o ewidentnych cechach męskich. Różnica w tym, że te pierwsze, wymienione z nazwiska, to był i jest produkt farmakologii i dopingu (owszem potępianego przeze mnie i innych), zaś te ostatnie to hermafrodtyki lub też mężczyźni, którzy nawet nie „poczuli się kulturowo” kobietami, ale po prostu znaleźli niszę, by zaistnieć.

Problem w tym, że taki proces trwa lata – i nikt z władz sportowych na to nie zareagował w odpowiednim momencie. Pewnie zareagują, ale dopiero wtedy, gdy okaże się – jak w przypadku Caster Semanyi, że wiele z nich ma córkę, syna i prawdziwą kobietę za żonę. Nawet mój „ulubiony” der Onet o tym pisał 11 maja tego roku.

Tylko, że te nieidentyfikowane płciowo osoby niszczą kariery jednoznacznie definiowalnych kobiet. Coś na ten temat niebawem pewnie powie polska dżudoczka Angelika Szymańska. Kiedyś próbowała powiedzieć to Joanna Jóźwik i ją zakrzyczano. A dziś otwarcie o jej nierównej walce z Caster Semenyą piszą lewicowe media. Ale krzywda przegranych, nie tylko mierzona jest utratą korzyści materialnych – przecież za medale nawet w Polsce dużo się płaci. To także krzywda piarowa, na popularności, a z pewnością także na pamięci. I nikt tego już nie naprawi.

Może to jest jakaś teoria spiskowa, ale moim zdaniem to jest także sposób na wprowadzenie do świadomości społeczeństw, zwłaszcza tych zdegenerowanych kulturowo, pewnych zjawisk, które potem będą utrwalone w prawie – np. adopcja dzieci przez pary jednopłciowe. Do niczego dobrego to nie prowadzi.

I na koniec kwestia reakcji Kościoła katolickiego na obsceniczną inscenizację w Paryżu. Nie wiem jak inni biskupi, ale arcybiskup Marek Jędraszewski oficjalnie zareagował. I w moich oczach „odrobił” przez to wiele, gdyż stracił moje uznanie – np. nie radząc sobie z homolobby w Kościele katolickim w diecezji krakowskiej, nie reagując na skandale obyczajowe w nim. Być może sprowokowałem go swoim wpisem na Fb, który wiem, że jest „śledzony”.

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.