Bardzo interesujący artykuł w Financial Times odsłaniający kulisy toczących się od wielu miesiący rozmów na temat „planu pokojowego” dla Ukrainy.

Plan jest w sumie dość cudaczny i wciąż w wielu miejscach niejasny, w szczególności zakłada przedłożenie go Rosji w trybie faktu dokonanego, zapewne pod groźbą zmiany obecnej strategii Zachodu wobec wojny.

Sprowadza się do tego, że:

– Obecne zdobycze terytorialne Rosji na Ukrainie zostaną uznane de facto, ale nie de iure. Rozwiązanie ich sytuacji międzynarodowej ma być dokonane metodami dyplomatycznymi w nieokreślonej przyszłości. Jednym słowem, Ukraina oraz Zachód uznają, że Rosja uzyskała nad 1/5 Ukrainy trwałą kontrolę, ale status międzynarodowy tych ziem pozostanie zamrożony jako „terytoria sporne”, podobnie jak ma to np. miejsce w sytuacji Wysp Kurylskich, kontrolowanych przez Rosję, ale uważanych przez Japonię za wyspy japońskie.

– W zamian za to, Ukraina mogłaby zostać w pewnym sensie ograniczonym członkiem NATO. Terytoria, nad którymi Ukraina zachowuje dziś kontrolę miałby być objęte gwarancjami art. 5, lecz zarazem – NATO nie mogłoby rozstawiać na Ukrainie swoich baz wojskowych, oddziałów i innej infrastruktury.

Czytaj więcej.

Obraz Peter Schmidt z Pixabay