Przyznanie Nagrody Nobla z Fizyki Ziutkom od sieci neuronowych i algorytmów ich uczenia jest wyrazem marazmu we współczesnej fizyce. To nie jest Nobel z fizyki, ale z informatyki/matematyki – czyli z dyscyplin, w których Nagrody Nobla się nie przyznaje.

Nie oznacza to, że Geoffrey Hinton i John Hopfield nie zasługują na wielkie uznanie. Oczywiście, że zasługują!

Ale akurat nie na Nagrodę Nobla.

Dlaczego zatem to im przyznano w tym roku to prestiżowe wyróżnienie?

Po prostu dlatego, że fizyka przeżywa dziś wielki kryzys i trudno jest wskazać kogoś, kto osiągnął w niej coś tak przełomowego, żeby dało się to porównać z ich osiągnięciami.

Od dawna powtarzam, że współczesna fizyka przeżywa kryzys. Pewien postęp notuje się ostatnio właściwie jedynie w zakresie tzw. kwantowej teorii informacji, ale to akurat nie ma nic wspólnego z tegorocznym Noblem. Na wszystkich innych polach, od czasu eksperymentalnego potwierdzenia istnienia bozonu Highsa w 2012 roku panuje marazm.

Co mam na myśli mówiąc „marazm”?

Mam na myśli brak odkryć prawdziwie przełomowych, zasadniczo zmieniających nasz stan wiedzy.

Postęp, oczywiście ma miejsce – np. w zakresie poznawania pewnych szczególnych właściwości materiałowych, co ma liczne zastosowania w elektronice, technice laserowej i w ogóle szeroko rozumianej technice, oraz w technice pomiarowej, co pozwala nam coraz dokładniej mierzyć subtelne efekty fizyczne, ale samo w sobie nic jeszcze nie wnosi.

W zakresie podstaw, fizyka stała się skrajnie spekulatywna.

Przez minione dekady postęp w fizyce dokonywał się tak, że bazując na badaniu właściwości obiektów matematycznych stojących za daną teorią przewidywano możliwość jej potwierdzenia za pomocą odpowiednio skonstruowanych eksperymentów. Peter Higgs stworzył swoją teorię przewidującą istnienie szczególnego rodzaju pola skalarnego, które odpowiada za to, że obiekty fizyczne posiadają masę jeszcze w latach 60-tych minionego wieku. Wg jego teorii istnienie takiego pola pociąga za sobą konieczność istnienia pewnej cząstki elementarnej o określonych właściwościach. Aby taką cząstkę zaobserwować potrzebne są bardzo wysokie energie. Ludzkość potrzebowała 50 lat, żeby zbudować Wielki Zderzacz Hadronów, w którym osiągnięcie tak wysokiej energii było możliwe a i tak było jedynie „na styk”.

Aby potwierdzić niektóre inne teorie potrzebowalibyśmy Zderzacza o rozmiarach Układu Słonecznego…

W tej sytuacji fizyka znalazła się w zaułku. Jej najważniejsze przewidywania można dziś zweryfikować jedynie nader pośrednio – za pomocą obserwacji astronomicznych odległych obiektów, co do których tak naprawdę do końca nie wiadomo, czy to, co na ich temat myślimy jest oparte na faktach, czy raczej na błędach obserwacyjnych lub nieuwzględnieniu jakichś szczególnych czynników. Niech przykładem będzie tu chociażby słynna „ciemna materia”, o której jednego dnia dowiadujemy się że jest a drugiego, że jej nie ma. Ze strzępów informacji tworzy się monumentalne koncepcje na temat jej natury postulując istnienie jakiejś zupełnie nowej fizyki tylko po to, aby nazajutrz wszystko trafiło do przysłowiowego kosza…

Tegoroczna Nagroda Nobla jest odbiciem owego zastoju.