Sztuczna inteligencja staje się problemem na uczelniach, z którym należy się zmierzyć, a nie unikać go. Studenci masowo korzystają z niej. Niestety w wielu przypadkach w sposób zdecydowanie bezkrytyczny, a nawet bezrefleksyjny. Ale jednak nie można nie dostrzegać korzyści z jej wykorzystania. Podczas ostatnich zajęć przeprowadziliśmy – ze studentami studiów niestacjonarnych – dyskusję na ten temat. Takie moje refleksje, bo trudno je nazwać wnioskami, po tej debacie. Część z nich to nieco sparafrazowane, ale autentyczne i własne stanowiska studentów (ich prawa podmiotowe).

1. Sztuczna inteligencja pomaga w zbieraniu informacji, ich klasyfikowaniu, a nawet tworzy za nich (studentów) narracje.

2. W przypadku wykorzystania sztucznej inteligencji do tworzenia narracji nie można jej nawet traktować jako narzędzie do łamania prawa, bo po zebraniu informacji, to student określa w jaki sposób należy je wyselekcjonować, a nawet ja zaprogramować, by stworzyła narrację. I to jest wkład własny studenta. Nie można mu nawet zarzucić popełnienia przestępstwa czy złamania zasad etycznych pisania pracy – jakiejkolwiek. I tu taki ciąg logiczny wywodu uzasadniającego legalne uwarunkowania korzystania ze sztucznej inteligencji. Kiedyś pisano ręcznie prace dyplomowe (by nie sięgać dalej wstecz), potem pojawiła się elektryczna maszyna do pisania, potem komputer – wykorzystywany nie tylko jako urządzenie do pisania, ale też miejsce do zamieszczania publikacji – nie bez kozery, ale błędnie ujmowane jest to w publikacjach jako tzw. netografia (Internet lub inna siec elektroniczna, to tylko miejsce upublicznienia, a nie charakter publikacji). Pojawiły się też programy do porządkowania zebranych informacji. Kolejny etap to tzw. sztuczna inteligencja.

3. To na pracowniku dydaktyczno-naukowym, zwłaszcza w przypadku pisania prac dyplomowych, spoczywa największa odpowiedzialność za oryginalność, wiarygodność i autentyczność pracy dyplomowej. W związku z tym należy odejść od prac przeglądowych, bo tu możliwość zastosowania sztucznej inteligencji, poza pokusą skorzystania z niej wynikającą np. z lenistwa, ale też malej ilości czasu do stworzenia takiej pracy, jest największa. Student poza tym jest mniej nadzorowany przez pracownika. Grupy powinny być zdecydowanie małe, a wybór promotora w pełni autonomiczny, a nie wynikający z tego, iż pracownik ma mało godzin z innych kursów i „musi” prowadzić seminarium.

4. Uczelnie powinny wypracować zasady korzystania ze sztucznej inteligencji, by nie powstawały prace wtórne, by nie miały charakteru plagiatów. Ale też po to, by nie ograniczać możliwości korzystania przez kogokolwiek ze sztucznej inteligencji. Pracownicy uczelni powinni być w tym zakresie przeszkoleni w sposób systemowy.

5. Obawy przed wykorzystaniem sztucznej inteligencji w tworzeniu prac dyplomowych i innych – np. zaliczeniowych, wymuszają na pracownikach podejście elastyczne i stałe doskonalenie się w tym obszarze. Pracownicy nie powinni rezygnować np. z projektów realizowanych przez studentów w domu na rzecz egzaminów tradycyjnych (ustnych lub pisemnych na uczelni), ale określać ich charakter, aby były oryginalne i dawały możliwość stwierdzenia jak największego wkładu studenta w ich przygotowanie.

6. Korzystanie ze sztucznej inteligencji jest zdecydowanie mniej etycznie wątpliwe niż plagiatowanie, a nawet „autoplagiatowanie”, którego dopuszczają się naukowcy nawet w przypadku prac awansowych.

A te uwagi to także na marginesie publikacji: https://pressmania.pl/sztuczna-inteligencja-to-przyszlosc-czy-zagrozenie-dla-ludzi/, w której zwracam uwagę na zwłaszcza pkt. 6.

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.