Tak o mojej generacji mówi większość młodych. Ja osobiście się o to nie gniewam bo pamiętam jak sam mówiłem kiedyś, „zgredy”, o starszych. Nie wiek jest tu jednak istotny, bo moje pokolenie jest inne od tego naszych rodziców. Jesteśmy młodzi duchem, w przeciwieństwie do dzisiejszych młodych.
Tylko z metryki.
To prawda jesteśmy konserwatywni, w większości, w kwestiach obyczajowych.
Chłop to chłop, a baba, to baba.
I nie ma innej płci.
Mamy też, od naszych poprzedników, więcej „poweru”.
Nie chcemy zamykać się w czterech ścianach i wszędzie nas pełno.
Na rowerach, w górach, na basenach.
Nie narzekamy- jak młodzi- że nam źle, bo pamiętamy czasy PRL kiedy papier toaletowy czy szynka były luksusem.
To nas uodporniło.
Wielu z nas wie co to niedostatek, kiedy nie było co do garnka włożyć.
Większość, co to przemieszkiwanie kątem bo nie było szans na własne mieszkanie.
Dlatego, kto tylko mógł, wyjeżdżał „na saksy” na „zgniły Zachód” by przybliżyć perspektywę jego nabycia.
Ale to nas nie złamało, ale zahartowało.
Ze śmiechem wspominamy tamte, złe chwile.
Dzięki temu mam dystans do siebie i poczucie humoru bo w momentach beznadziejnych, to ono nas ratowało.
Śmiałem się z siebie i z otaczającej, skrzeczącej rzeczywistość.
Mam w d…ie poprawność polityczną i nazywam rzeczy po imieniu bez owijania w bibułkę.
Starając się wszakże nikogo, osobiście, nie obrażać.
I w sumie, podoba mi się moje życie bo już niczego nie muszę, choć staram się by każdy dzień był wypełniony do maksimum.
Mam w nosie czy ktoś „zalajkuje” to co zamieszczam na FB i nie przejmuję się opiniami nieznanych mi ludzi, których FB z uporem maniaka nazywa „znajomymi”.
I nie zamierzam się zmieniać.
Podsumowując – „wesołe jest życie dziadersa”.
Przed katedrą w Oliwie. Tego dnia zrobiłem jakieś czterdzieści kilometrów rowerem.

Zostaw komentarz