Rosyjski dron spadł w głębi naszego terytorium. I można oczywiście znaleźć tysiąc tłumaczeń dlaczego tak się stało, dlaczego go nie zaobserwowano, dlaczego zestrzelenie było trudnym zadaniem. Dlaczego nasze OPL jest niegotowe bo jest w trakcie rozbudowy albo działa w trybie pokojowym, a jak dobudujemy go, albo jak go postawimy w stan gotowości bojowej … no to już będzie zupełnie inaczej! Można te argumenty przywoływać i wielu z nich będą nawet prawdziwe. Można uspokajać i mówić, że nic się nie stało i był to przypadek normalny dla sytuacji kraju sąsiadującego z obszarem wojennym. Można nawet wzywać do niepoddawania się prowokacjom rosyjskim, bo są niby skierowane na to by nas skłócać i podważać zaufanie obywateli do służb i państwa. Można to wszystko opowiadać tyle, że w praktyce to nie ma żadnego znaczenia. Bo wiecie co realnie by wzmocniło zaufanie obywateli do państwa? Pokazowe zestrzelenie drona czy rakiety wlatującej w naszą przestrzeń powietrzną. Bez tłumaczeń, bez tego wału sprzecznych doniesień i deklaracji służb polskich robionych z ogromnym opóźnieniem. Obywatel po prostu chce usłyszeć krótki komunikat, że obiekt został zauważony i obezwładniony. Najzwyczajniej w świecie. To byłby najlepszy sposób przeciwdziałania rosyjskim prowokacjom.

A poza tym to też byłby najlepszy sposób na realne odstraszanie Rosji. Bo można oczywiście się łudzić, że każda podobna sytuacja jest przypadkiem, ale tak czy inaczej zapewniam Państwo, że Rosjanie podobną sytuację potraktują jako test. Test naszych służb, szybkości ich reakcji, test naszych decydentów i społeczeństwa no i test naszych systemów przeciwdziałania dronom czy rakietom oczywiście. I wysyłamy bardzo złe komunikaty do Rosjan w obecnej sytuacji. W naszym wyobrażeniu budujemy armię, która ma Rosję odstraszyć, bo spójrzcie jaka świetna parada w tej Warszawie się odbyła. Nowoczesne czołgi, artyleria, okręty wojenne na morzu. W naszych głowach namalowaliśmy wojnę, która ma polegać na kolumnach pancernych rosyjskich idących na Warszawę czy inne miasto. A wojna może wyglądać zupełnie inaczej. Nagle 100 czy 200 km od granicy może zostać zaatakowany i rozbity jakiś obiekt infrastruktury krytycznej, bez uprzedzenia bez żadnego koncentrowania wojsk u naszych granic. I Rosjanie po prostu powiedzą, że nic im o tym nie wiadomo albo, że jest to ukraińska prowokacja, bo drony mają flagi czerwono czarne na skrzydłach. Oni tak robili już tysiąc razy. I co wtedy? Ogłosimy Rosji wojnę? Sojusznicy na pewno artykuł 5 uruchomią w tej sytuacji, prawda? Jak odpowiemy Rosjanom w tej sytuacji? Czym? Apelom naszych polityków do Berlina, Paryża i Waszyngtonu jak sądzę. Nasz największy problem polega na naszym aroganckim i nielogicznym zupełnie założeniu, że z nami coś takiego się nie wydarzy.

To nie jest sytuacja bez znaczenia. To po prostu jest całkiem realny scenariusz, który u Rosjan leży na stole. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, bo tak robili w przeszłości wielokrotnie. Na pewno ktoś mi napisze, że tam na górze w dowództwie nie ma głupich i na pewno taki scenariusz jest brany do uwagi. Możliwe. Tyle, że na razie nie ma żadnych wskazówek byśmy w jakikolwiek sposób się do niego przygotowywali. Jeżeli to by się wydarzyło jutro, to ja nie widze ani sposobu jakbyśmy się obronili ani jak moglibyśmy na to w sposób adekwatny odpowiedzieć. Jeżeli ktoś widzi – to niech mi opisze.

______________________________________________________________
Zachecam do wspierania mojej niezależnej  publicystyki:
Patronite.pl: https://patronite.pl/Frontiersman
buycoffee: https://buycoffee.to/frontiersman
Patreon: https://www.patreon.com/frontiersmannews