Przed paru laty napisałem tekst o podobnym tytule i w niektórych częściach o podobnej treści (https://pressmania.pl/prof-jozef-brynkus-czy-warto-byc-zwiazkowcem-i-czy-warto-byc-czlonkiem-solidarnosci/).
Dziś przedstawiam swoje aktualne stanowisko na ten temat. Przy okazji kolejnej rocznicy porozumień sierpniowych – fajnie to brzmi porozumień, podpisanych pomiędzy przedstawicielami (TW. ps. Święty i TW. Bolek – ten pierwszy w kuriozalnych okolicznościach uwolniony od kłamstwa lustracyjnego, a ten drugi włóczący po sądach historyków, mimo ewidentnych dowodów na jego współpracę z esbecją) strajkujących robotników w Szczecinie i w Gdańsku oraz władzy komunistycznej w Polsce (Barcikowski i Jagielski), pojawia się pytanie czy warto być dziś członkiem związku zawodowego – jakiegokolwiek, a NSZZ „Solidarność” w szczególności.
Dla wielu ludzi mojego pokolenia czynnikiem decydującym jest to, że zaangażowaliśmy się w ruch „Solidarności z powodów ideowych. Dlaczego nadal sam jestem związkowcem – czynnym członkiem „Solidarności”, choć przewodniczący tej organizacji na UKEN w Krakowie mgr Jan Władysław Fróg – były ormowiec – podejmował wielokrotne próby wyrzucenia mnie z niej (https://ngopole.pl/2022/11/26/zchr-staje-w-obronie-bylego-posla-kukiz15-dr-jozefa-brynkusa-wyrzuconego-z-solidarnosci-na-uniwersytecie-pedagogicznym-w-krakowie/), ale zawsze Zarząd Regionu Małopolskiego „Solidarności” uznawał moje racje (https://pressmania.pl/ormowiec-frog-wyrzucal-brynkusa-z-solidarnosci-by-ukryc-przekrety-finansowe/).
Jestem członkiem NSZZ „Solidarność” – z powodów biograficznych. Z antykomunistyczną opozycją formalnie jestem związany od momentu rozpoczęcia studiów w 1981 roku w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie, choć antykomunizm przekazali mi w swoim systemie wartości moi Rodzice. Tu przyznam, że też niektórzy duchowni, choć nie bardzo zdawali sobie z tego sprawę – np. jeden z młodych moich katechetów ksiądz Wacław Kozicki, no i oczywiście ksiądz Franciszek Blachnicki. O roli księdza arcybiskupa/kardynała Karola Wojtyły/papieża Jana Pawła II nie należy też zapomnieć.
Kształtowało się to też przez pryzmat takiego naiwnego oporu w czasach licealnych – wspólne takie szkolne protesty przeciw nauczycielowi historii, dyrektorowi szkoły zaangażowanemu w promowanie komunizmu.
No i to potem także się ukierunkowało i wzmocniło w czasach studenckiego strajku w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie oraz w Nowej Hucie (13- 15 grudnia 1981 roku), wówczas im. Lenina. Dlatego nigdy nie wybaczę jednemu z członków uczelnianej „Solidarności”, który te dwa dni spędzone w otoczonej przez wojsko, zomowców i ormowców, hucie – uznał za niewiele znaczący epizod, podczas gdy on sam przebywał pewnie w ciepłym łóżeczku albo na jakimś posterunku ORMO. To jest jeden z zasadniczych powodów, że członkiem „Solidarności” będę do końca swojego życia i jak będę mógł, to będę o jej ideały walczyć.
Myślę, że podobnymi powodami kieruje się też wiele osób – w moim wieku.
Opowiedzenie się po stronie „Solidarności” ma wymiar ideologiczny – nadal wierzę w to, że przynależność do związku „Solidarność” określa postawę antykomunistyczną i konserwatywną. Określa też opowiedzenie się za tzw. chrześcijańskim modelem obrony praw pracowniczych. Nie zawsze to jednak wychodzi.
By było też jasne – z przynależności do NSZZ „Solidarność” nie miałem żadnych wymiernych materialnych korzyści, a mieli i mają je ci, którzy sztandar „Solidarności” opluwali swoim niegodnym postępowaniem.
Dlatego tym, którzy należą do związku zawodowego i mają z tego powodu jakieś kłopoty, są wyrzucani z pracy – np. Grzegorz Zmuda z Nexteer’u, trzeba szczególnie pomagać. Bo oni walczą o prawa pracownicze. I za nimi powinien się opowiedzieć cały związek „Solidarność”. Bo jak te osoby zostaną usunięte, to taki zwykły członek związku zawodowego powie sobie – po co ja mam do tego związku należeć.
Przez kilkadziesiąt lat płaciłem składki. Tak konkretnie w moich przypadku to było tego ok. 60 zł miesięcznie. Więc po 40 latach – nie licząc oprocentowania – a tylko biorąc pod uwagę inflację zebrałoby się tego ponad 20 tys. To też jest argument za tym, by przywódcy związkowi jednak wzięli się do roboty w interesie przede wszystkim członków swoich związków zawodowych, którzy dają im po prostu finansowe zabezpieczenie. I by z tych składek się uczciwie rozliczali.
No więc czy warto być członkiem związku zawodowego?
Tak warto, ale trzeba w tym związku działać, a nie być posłusznym wybranemu w wyniku manipulacji przewodniczącemu, mającemu układy z władzami instytucji, która zatrudnia pracowników. Takiemu przewodniczącemu, który sam układa listy do zwolnienia pracowników, nawet członków „Solidarności”, bo są dla niego niewygodni należy się przeciwstawić (https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/czlowiek-ryszarda-terleckiego-oskarzany-o-przemoc-na-up-w-krakowie/ms885cx). Szkoda, że jego zwierzchnicy na poziomie regionu tego nie chcą, prawdopodobnie z powodów politycznych.
I na koniec uwaga osobista, mam nadzieję, że w dzisiejszych uroczystościach w Krakowie na Wawelu tego przewodniczącego uczelnianej – UKEN w Krakowie – „Solidarności” nie będzie.
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
Zostaw komentarz